Słuchanie radia daje sporo do myślenia. Zwłaszcza słuchanie wywiadów Jacka Karnowskiego z premierem Kaczyńskim:
Jacek Karnowski: Panie premierze, a pan nie żałuje swojej postawy w czasie tego kryzysu? (chodzi o sprawę arcybiskupa Wielgusa - przyp. J.C.) Bo cena na pewno będzie. Choćby w czasie ostatniego kryzysu koalicyjnego wyraźnie było widać, że Roman Giertych czuje się wzmocniony takim rozdźwiękiem między pańską partią, panem osobiście a Radiem Maryja.
Jarosław Kaczyński: Wie pan, ja wiem o tym, że media, dziennikarze w naturalny sposób interpretują bardzo szybko, natychmiast różnego rodzaju wydarzenia, ale wydaje mi się, że choćby z natury owego pośpiechu nie zawsze są to interpretacje celne. Więc tutaj po prostu zostawiłbym sprawę biegowi czasu. Nie potrafię odpowiedzieć, czym kierował się Roman Giertych w swoich działaniach w ostatnich dniach. Nie jestem z tych działań zadowolony i mogę tylko powiedzieć, że na pewno to nie umacnia tej perspektywy, która powinna być także traktowana jako korzystna przez Romana Giertycha.
Innymi słowy – drodzy słuchacze Radia Maryja i Telewizji Trwam nie dajcie się przekonać, że Giertych jest lepszym katolikiem niż ja. Odstrzeliłem wprawdzie Wielgusa, ale tak długo będę was kochał, aż znowu mnie pokochacie.
Jacek Karnowski: Co pan przez to rozumie? Czy koalicja jest zagrożona? Pana cierpliwość się wyczerpuje? W wywiadzie dla Wprost powiedział pan na pytanie: „Czy warto się męczyć? – Nie ukrywam, że się nad tym zastanawiam, choć w obecnej sytuacji innej możliwości raczej nie ma. Nie wykluczam jednak, że któregoś dnia może się okazać, że cena podbita przez LPR albo Samoobronę jest zbyt wysoka”.
Jarosław Kaczyński: Mogę tylko podpisać się jeszcze raz pod tymi słowami. Tak, rzeczywiście, my każdej ceny nie będziemy płacić.
Innymi słowy – Nie będziemy płacić, bo już niczego nie zamierzamy kupować. Wszystko, co chcieliśmy, już mamy.
Jacek Karnowski: Panie premierze, wracając jeszcze do tego kryzysu, może pan zdradzić trochę szczegółów, jak to wyglądało? Co ugrał Roman Giertych? W mediach pełno spekulacji, że jednego członka Rady Nadzorczej Telewizji Polskiej.
Jarosław Kaczyński: Panie redaktorze, ja też w tym samym wywiadzie mówiłem, jak to jest z kuchnią, że lepiej jej nie pokazywać. Proszę sobie przypomnieć, jeśli czytał pan wywiad we Wprost, a chyba pan czytał.
Innymi słowy – lepiej, żebyście drogie dziateczki, nie wiedzieli, jak się targowaliśmy. Dobrze, że nie było tam kamer z „Teraz My”.
Jacek Karnowski: Panie premierze, a co pan sądzi o wypowiedziach Romana Giertycha, który mówi, że tęskni do telewizji Roberta Kwiatkowskiego. Dodaje też, że obecna TVP przypomina mu tę ze stanu wojennego.
Jarosław Kaczyński: Wie pan, to jest jego odczucie subiektywne. On jest ciągle atakowany, to jest prawda, no i najwyraźniej niespecjalnie odporny, jeśli chodzi o takie ataki, no bo w końcu tu akurat mam duże doświadczenie i wiem, że można to też znosić łatwiej. On to znosi trudno.
Innymi słowy – ucz się Romek od mistrzunia.
Jacek Karnowski: Czy ten kryzys zeszłotygodniowy (pan to jakoś zasugerował) jakoś nadkruszył zaufanie w koalicji, spowodował jakąś istotną zmianę?
Jarosław Kaczyński: Kryzysy niczemu dobremu w koalicjach nie służą, to trzeba sobie jasno powiedzieć. Ja sądzę, że limit kryzysów w tej koalicji już jest co najmniej bliski wyczerpaniu.
Innymi słowy – do 2040 roku jakoś wytrzymam, a później to już z górki.
Jacek Karnowski: Jeszcze jeden kryzys i może to się skończyć rozstaniem z partiami mniejszymi?
Jarosław Kaczyński: Znaczy bardzo bym namawiał koalicjantów, żeby już kolejnych kryzysów nie powodowali, żeby nie było tak, że każdy wybór na jakieś stanowisko, każda okazja jest wykorzystywana do tego, żeby powodować jakieś zamieszanie, bo to któregoś dnia zostanie uznane za wyczerpanie się możliwości tej koalicji.
Innymi słowy – koalicja się wyczerpie, a później się zaczerpnie z powrotem. Nie takie rzeczy z bratem robiliśmy.
Jacek Karnowski: A czy możliwe jest trwanie w koalicji z Samoobroną bez Andrzeja Leppera, pana zdaniem?
Jarosław Kaczyński: Nie będę się w tej sprawie wypowiadał.
Innymi słowy – Jędruś, ja nic nie mówię, ale ty się słuchaj.
Jacek Karnowski: Panie premierze, w odpowiedzi na liczne skandale lustracyjne pan zapowiedział tzw. deubekizację, pozbawianie przywilejów emerytalnych. Czy powstają już projekty tych ustaw? Bo zaraz po ogłoszeniu tej inicjatywy politycy opozycji używali słowa czy sformułowania: to zabieg propagandowy.
Jarosław Kaczyński: Z całą pewnością to nie jest zabieg propagandowy, te projekty ustaw już powstają i niedługo będą złożone w Sejmie. Nie chcę w tej chwili wyznaczać terminu, bo później się okaże, że będziemy się spieszyć o dwa dni, na przykład w projektach będzie jakiś błąd, ale to jest termin nieodległy i będziemy starać się tę ustawę uchwalić. Ja z radością, a to nieczęsto mi się zdarza, wypowiedź pana Schetyny, to znaczy nieczęsto się zdarza tak, że pan Schetyna mówił coś dla mnie miłego, a tym razem powiedział, mianowicie powiedział, że Platforma poprze takie rozwiązania. I wobec tego liczę na to, że te rozwiązania szybko staną się obowiązującą ustawą. Zresztą od razu zapowiem, że chcemy także wnieść ustawę, która ostatecznie ureguluje sprawę nazewnictwa, bo w Polsce jest z jednej strony w Konstytucji zakaz głoszenia propagandy komunistycznej, a z drugiej strony niejeden komunista i to zaciekły ma w Polsce swoją ulicę, więc tak być nie może.
Innymi słowy – wprawdzie jeszcze nie wiemy, czego konkretnie chcemy i jak to konkretnie zrobimy, ale pomachać szabelką zawsze można. Fajnie także, że dało się w to wciągnąć Schetynę.
Jacek Karnowski: Czy takie przecieki medialne (chodzi o raport z likwidacji WSI - przyp. J.C.), panie premierze, nie są szkodliwe?
Jarosław Kaczyński: Na pewno dobrze by było, gdyby ich nie było, tylko wie pan, w dzisiejszym świecie, w świecie gigantycznej pozycji, siły, można powiedzieć przewagi mediów nad innymi instytucjami życia publicznego one są w gruncie rzeczy niemożliwe do uniknięcia. Można gdzieś tam uszczelniać, ale przecież nie wyobraża sobie pan chyba, żeby ludzi skazywano na wieloletnie więzienie za przekazywanie takiej informacji, a to pewnie byłby jedyny sposób, żeby takich przecieków nie było. No, pan sobie wyobraża? Pan puści taki przeciek i później pójdzie pan na lata siedzieć do więzienia i ten, który panu to przekazał pójdzie? Przecież dobrze pan wie, że to nie zostałoby zaakceptowane przez media, przez społeczeństwo, zostałoby uznane za naruszenie reguł demokracji. Tam, gdzie nie ma zdrady tajemnicy państwowej, takiej, która rzeczywiście zagraża bezpieczeństwu państwa, tam trzeba, oczywiście, uszczelniać i tutaj na pewno nie jest dobrze, trzeba dyscyplinować, ale są przecieki i to niekiedy w sprawach naprawdę istotnych, na przykład wojennych, w Stanach Zjednoczonych są, na Zachodzie Europy, no i są i w Polsce.
Innymi słowy – jestem tylko premierem, a nie hydraulikiem, więc nie muszę znać się na uszczelnianiu, gdy nie chodzi o moich ludzi.
Jacek Karnowski: A czy w tej sprawie podejmie pan jakieś działania, by dorobek Komisji Weryfikujące nie przeciekał?
Jarosław Kaczyński: Jedynym działaniem tutaj możliwym i potrzebnym jest doprowadzenie wedle ustalonej procedury, żeby to zostało odtajnione. Co tutaj więcej można zrobić? To jest dokument, ja go jeszcze nie czytałem, bo nie mam do tego podstaw prawnych, ale podobno interesujący, acz nie sensacyjny. I na pewno zna go już z natury rzeczy dziesiątki osób, a prasa szuka jakichś interesujących informacji. Jeżeli ta wiadomość dotycząca pana Borowskiego jest nieprawdziwa, no to współczuję panu Borowskiemu, tyle mogę powiedzieć.
Innymi słowy – Borowski, co ty – pierwszy naiwny? Radź sobie sam, jeśli potrafisz.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)