Nuda... Nic się nie dzieje proszę pana. Nic. Taka proszę pana... Dialogi nie dobre... Bardzo nie dobre dialogi są. Proszę pana... Yyyy... W ogóle brak akcji jest. Nic się nie dzieje.
W Salonie24 nuda.
Tego samego dnia zwolniono i zachowano jednocześnie Dorna, zwolniono i powołano Szczygło, odszedł Krawczyk.
Nuda.
Mają powołać Kaczmarka na szefa MSWiA.
Nuda.
Trwa nawalanka pomiędzy niebieskimi, a czerwonymi. Ci pierwsi zarzucają tym drugim, że nie potrafią wyjaśnić, dlaczego stało się to, co się stało z Dornem. Oprócz zwykłej ludzkiej radości z niepowodzenia jest też pewnie czekanie na dzwonek. A dzwonka jak na razie – ani widu, ani słychu.
Nuda.
Trwa wyczekiwanie na redaktora Leskiego, posłańca wiadomości dobrych i złych, ale zawsze prawdziwych.
Już jest.
POLAM – i wszystko jasne. Czyżby? Chyba jednak nie.
Oczywiście z tą nudą, to blaga, czyli pic na wodę, czyli woda na młyn odwetowców z Bonn.
Nie może być nudno, kiedy minister Gosiewski tłumaczy coś, czego kompletnie nie rozumie. Nawet przez moment zrobiło mi się go żal, ale poleciałem sobie Molierem: „Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało.” Tylko później dopadła mnie refleksja – kto jest tym Grzegorzem Dyndałą: on czy my? Nudno już nie było, ale jakby smutno.
W Salonie24 nuda.
Tego samego dnia zwolniono i zachowano jednocześnie Dorna, zwolniono i powołano Szczygło, odszedł Krawczyk.
Nuda.
Mają powołać Kaczmarka na szefa MSWiA.
Nuda.
Trwa nawalanka pomiędzy niebieskimi, a czerwonymi. Ci pierwsi zarzucają tym drugim, że nie potrafią wyjaśnić, dlaczego stało się to, co się stało z Dornem. Oprócz zwykłej ludzkiej radości z niepowodzenia jest też pewnie czekanie na dzwonek. A dzwonka jak na razie – ani widu, ani słychu.
Nuda.
Trwa wyczekiwanie na redaktora Leskiego, posłańca wiadomości dobrych i złych, ale zawsze prawdziwych.
Już jest.
POLAM – i wszystko jasne. Czyżby? Chyba jednak nie.
Oczywiście z tą nudą, to blaga, czyli pic na wodę, czyli woda na młyn odwetowców z Bonn.
Nie może być nudno, kiedy minister Gosiewski tłumaczy coś, czego kompletnie nie rozumie. Nawet przez moment zrobiło mi się go żal, ale poleciałem sobie Molierem: „Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało.” Tylko później dopadła mnie refleksja – kto jest tym Grzegorzem Dyndałą: on czy my? Nudno już nie było, ale jakby smutno.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)