Jarek Cyrankiewicz Jarek Cyrankiewicz
43
BLOG

Autolustracja dziennikarzy - rozwiązania praktyczne

Jarek Cyrankiewicz Jarek Cyrankiewicz Polityka Obserwuj notkę 0
We wczorajszym „Za a nawet przeciw” w radiowej Trójce trwała zażarta dyskusja na temat lustracji dziennikarzy. Zaczęło się od rozmowy z Jackiem Żakowskim, który odmówił złożenia oświadczenia lustracyjnego i ruszyła jazda pod tytułem „Dlaczego dziennikarze chcą być ponad prawem. Pewnie mają coś do okrycia”. Jakoś dyskutantom umknęły słowa Żakowskiego, że wprawdzie nie zamierza złożyć oświadczenia, ale nie ma nic przeciwko temu, a nawet zachęca wszystkich zainteresowanych, by od 15 marca zwrócili się do IPN o możliwość zajrzenia do jego teczki. No, ale przecież potępiających Żakowskiego nikt nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne.
 
Jednak nie o tym chciałem napisać. Podczas audycji zadzwoniło dwóch słuchaczy. Pan, przedstawiający się jako dziennikarz stwierdził, że chciałby mieć pewność, że osoba, z którą będzie przeprowadzał wywiad będzie wiedziała, że jest on osobą zaufaną, która nigdy nie splamiła się współpracą z SB. Pani powiedziała zaś, że ona to ma dobrą pamięć, ale jej dzieci już mogą nie pamiętać kto jest kim i dlatego tak ważne jest, by wiadomo było, że dziennikarz był nieskazitelny.
 
Jak rozwiązać autolustrację od strony technicznej? Istnieje przecież wiele aspektów lustracji dziennikarzy, a o każdym z nich trzeba rzetelnie poinformować społeczeństwo. Przewidywany przez ustawę tryb umieszczenia oświadczenia w Internecie na stronie IPN jest przecież niewystarczający, bo, po pierwsze, nie wszyscy mają dostęp do Internetu, a po drugie – osoby starsze przeważnie nie korzystają z zasobów sieci. Poza tym – pamięć ludzka jest ulotna i nie sposób zapamiętać wszystkich danych tych spośród około 700 000 osób poddanych lustracji i będących dziennikarzami.
 
Tak więc trzeba zastosować inne rozwiązania jeśli ziści się czarny sen zwolenników lustracji i nie zostaną zwolnieni ze swoich redakcji ci, którzy nie poddali się obowiązkowi lustracji albo jeśli Trybunał Konstytucyjny zakwestionuje sankcję dziesięcioletniego zakazu publikowania.
 
Najprostsza sprawa jest z owym dziennikarzem przeprowadzającym wywiad. Philip Marlowe nosił ze sobą chronioną celuloidem licencję prywatnego detektywa, więc dziennikarz może przedstawiać się laminowanym oświadczeniem lustracyjnym. W czasie rozmowy jeden na jednego to znacznie ułatwia życie.
 
Gorzej będzie, kiedy dziennikarz zechce opublikować przeprowadzony przez siebie wywiad, a więc zwróci się do większej publiczności.
 
W miarę łatwo będzie w prasie i Internecie, bo przy nazwisku dziennikarza będzie można wydrukować informację o tym, że nie złożył oświadczenia lustracyjnego lub złożył oświadczenie lustracyjne, w którym zaprzeczył pracy, służby i bycia świadomym i tajnym współpracownikiem organów bezpieczeństwa państwa. Przy nazwiskach tych, którzy służyli, pracowali lub współpracowali z organami bezpieczeństwa państwa wystarczy już tylko napisać z jakimi organami pracowali, służyli lub współpracowali. Czy były to: cywilne organy bezpieczeństwa (Resort Bezpieczeństwa Publicznego, Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, Komitet ds. Bezpieczeństwa Publicznego, Służba Bezpieczeństwa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych), wojskowe organy bezpieczeństwa (Informacja Wojskowa, Wojskowa Służba Wewnętrzna), wywiad cywilny (Wydział II Samodzielny Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, Departament VII Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, Departament I Komitetu ds. Bezpieczeństwa Publicznego, Departament I Ministerstwa Spraw Wewnętrznych), czy też wywiad wojskowy (Oddział II Wywiadowczy, Zarząd II Sztabu Generalnego). Później już tylko trzeba dodać sprawowaną funkcję (np. dysponent zakrytego punktu obserwacyjnego ZPO albo dysponent punktu zakrytej obserwacji PZO) oraz datę podjęcia i zakończenia pracy, służby lub współpracy i oto czytelnik ma pełną jasność. Być może zajmie to więcej miejsca niż właściwy artykuł, ale przecież takie są koszty demokracji i trzeba je zapłacić.
 
Większy problem może być z dziennikarzami występującymi na wizji. Oczywiście mogliby rozpocząć każde tak zwane wejście od wygłoszenia formułki typu: złożyłem/nie złożyłem oświadczenie, służyłem/nie służyłem, pracowałem/nie pracowałem, współpracowałem/nie współpracowałem wraz z podaniem odpowiednich organów i funkcji, ale co z tymi widzami, którzy rozpoczną oglądanie w trakcie audycji? Przecież nie można pozwolić, by nie wiedzieli, że informacje o kolejnym sukcesie Małysza podał dziennikarz, który nie został zlustrowany. Każda taka wiadomość z ust niepewnego dziennikarza smakuje przecież o wiele gorzej i jest policzkiem wymierzonym wszystkim prawym obywatelom. Dlatego też, by uniknąć tego typu sytuacji, proponuję pasek informacyjny widniejący na dole ekranu przekazujący cały czas informację o bieżącym statusie dziennikarza
 
A co z prowadzącymi programy radiowe? Nie wszyscy posiadają odbiorniki wyposażone w RDS, przy pomocy których można byłoby uzyskać pewność co do transparentności danego dziennikarza. Myślę, że w takim przypadku przed każdą zapowiedzią utworu muzycznego obowiązkowo trzeba podawać wszystkie niezbędne szerokiej publiczności dane dziennikarza ów utwór prezentującego.
 
Do rozwiązania pozostaje jeszcze jedna sprawa. Załóżmy, że dziennikarz, który nie złożył oświadczenia lustracyjnego, udał się na konferencję prasową i ośmielił się zadać pytanie naszym kochanym rządzącym. Przecież taki na przykład premier albo minister sprawiedliwości nie może pozwolić na utratę autorytetu swojego i Państwa (w tej kolejności) odpowiadając na pytanie kogoś, kto jest podejrzany milcząc na temat swojej przeszłości. Proponuję więc albo zmuszenie dziennikarza do przedstawienia się nie z imienia, nazwiska i redakcji, ale z wiadomej formułki, albo – specjalne oznakowanie dziennikarzy przy pomocy kolorowych kamizelek nałożonych na strój wierzchni. Każdy kolor będzie miał swoje znaczenie, np. żółty dla służących, pomarańczowy dla współpracujących, seledynowy dla łączników, zielony dla radiotelegrafistów, a czerwony dla adresówek. To drugie rozwiązanie jest znacznie lepsze, bo na przykład premier albo minister sprawiedliwości będzie od razu wiedział z kim ma do czynienia, a przy okazji przemysł tekstylny (gdy już zaspokoi popyt na szkolne mundurki) będzie miał co produkować.
 
Aaa i jeszcze jedno. Według Antoniego Dudka lustracja na obecnych warunkach potrwa kilkanaście lat. Należy zbadać prawdziwość oświadczeń lustracyjnych. Porównać z zarchiwizowanymi teczkami. Poszukać tych teczek, które powinny być cudownie odnalezione. Zagubić te teczki, które powinny być cudownie zagubione. Poszperać tam, gdzie nikt dotąd nie szperał. Ziarnko do ziarnka, aż zbierze się miarka. To wszystko wymaga czasu, więc lustracyjny status danego dziennikarza nie jest dany raz na zawsze i wymaga ciągłych uaktualnień. Nie dziwmy się więc, jeżeli jednego dnia przy jakimś nazwisku zobaczymy informację, że człowiek przyznał się do bycia dysponentem lokalu kontaktowego (LK), a następnego dnia okaże się, że w rzeczywistości był dysponentem lokalu konspiracyjnego (LK) albo – czego nikomu nie życzę - żywą skrzynką lub nawet dysponentem skrzynki adresowej (SA).
 
Życie w IV RP jest pełne niespodzianek.

Prawo Schmidta: Jeśli psujesz coś dostatecznie długo, w końcu ci się uda. Obserwacja Einsteina: Są dwie rzeczy nieskończone: wszechświat i ludzka głupota. Nie upierałbym się przy wszechświecie. Giuseppe Tomasi Di Lampedusa: Wiele musi się zmienić, aby wszystko zostało po staremu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka