Jarek Cyrankiewicz Jarek Cyrankiewicz
45
BLOG

Po szczycie czyli Zoszczenko wiecznie żywy

Jarek Cyrankiewicz Jarek Cyrankiewicz Polityka Obserwuj notkę 2
Od poranka w Salonie 24 trwają nieustanne wolty, wygibasy, trenowanie kręgosłupa, skakanie powyżej nerek  i sięganie lewą ręką do prawego ucha, by tylko udowodnić geniusz strategii braci na szczycie w Brukseli.
Naprawdę jest to urocze, chociaż mocno pokręcone.
 
A przecież wszystkie te łamańce można ująć w sposób literacki i zarazem prosty. Proponuję takie podejście:
 
Pewnego razu Lenin pracował w swoim gabinecie kremlowskim. I potrzebny mu był spis wszystkich członków Ludowego Komisariatu Rolnictwa.
Chciał przejrzeć ten spis, by włączyć tam jeszcze kilku pracowników. Zadzwonił więc. Przyszła pracownica sekretariatu, która miała dyżur. Lenin powiedział do niej:
- Proszę mi dać całe kolegium Ludowego Komisariatu Rolnictwa.
Dyżurna szybko opuściła gabinet. Była bardzo zdziwiona.
Dopiero wczoraj całe kolegium Ludowego Komisariatu Rolnictwa odbyło naradę u Lenina. I oto dzisiaj trzeba znowu zebrać wszystkich członków tego kolegium.
Dyżurna wzięła więc spis i zaczęła telefonować do każdego członka kolegium, prosząc, by niezwłocznie zgłosił się do Lenina. Lecz członków kolegium było dużo. I potrzeba było co najmniej pół godziny, żeby zawiadomić wszystkich.
I oto dyżurna sekretarka, dziwiąc się i wzdychając, telefonuje do każdego z osobna.
Nagle rozlegają się trzy dzwonki z gabinetu Lenina. Oznacza to, że Lenin wzywa sekretarza.
Sekretarz, towarzyszka Fotijewa, śpieszy natychmiast do gabinetu.
Lenin mówi do niej surowo:
- Nie rozumiem, co się dzieje w waszym sekretariacie. Poprosiłem o spis członków kolegium Ludowego Komisariatu Rolnictwa. Upływa już piętnaście minut, a dotychczas nie ma tego spisu.
Towarzyszka Fotijewa wróciła do sekretariatu i dowiedziała się, że zaszło przykre nieporozumienie: dyżurna zamiast zanieść Leninowi spis nazwisk, jak się okazuje, zaprasza całe kolegium do Lenina.
Dowiedziawszy się, że Lenin potrzebuje spisu, a nie członków kolegium, dyżurna rozpłakała się. Było jej przykro, że zdarzyła się taka omyłka. I pomyślała, że otrzyma naganę.
Fotijewa wzięła spis potrzebny Leninowi i wszedłszy do jego gabinetu zaczęła, śmiejąc się, opowiadać o tym nieporozumieniu.
Pomyślała, że Lenin będzie śmiać się razem z nią, kiedy się dowie o tej zabawnej omyłce.
Lecz, spojrzawszy na Lenina, zobaczyła, że się nie śmieje, że się nachmurzył i, jak widać, jest niezadowolony.
Lenin w zamyśleniu i jakby do siebie mówi:
- Czyżbym mógł powiedzieć tak niedokładnie?... Tak, rzeczywiście, właśnie tak powiedziałem; ,,Proszę mi dać całe kolegium...”.
Towarzyszka Fotijewa mówi do Lenina:
- Włodzimierzu Iljiczu, wybaczcie, proszę, naszej współpracowniczce. Jest jeszcze bardzo niedoświadczona. Pracuje u nas niedawno.
Lenin mówi:
- Ona wcale nie jest winna. To ja się omyliłem. Nieściśle wyraziłem swoją myśl. To ja jestem winien.
Nasza młoda dyżurna dosłownie rozpromieniła się z radości, kiedy usłyszała od Fotijewej, co Lenin powiedział.
Otarła łzy. Potem roześmiała się. I nagle powiedziała do Fotijewej:
- Wie pani, w zeszłym roku byłam maszynistką w pewnym urzędzie. Kierownik kancelarii podyktował mi coś nieściśle. Czy sądzi pani, że przyznał się do omyłki? Nie, nakrzyczał na mnie, powiedział, że to ja zrobiłam błąd i że trzeba mi wymówić pracę. Siedem dni płakałam: tak mnie to ubodło... Ale dziś zmartwiłam się przez moją własną głupotę. Nie wiedziałam, że Lenin ma taki sprawiedliwy charakter.
Towarzyszka Fotijewa rzekła na to:
- Nie, to nie tylko sprawiedliwość. Przyznać się do własnej omyłki i nie zwalić jej na cudzą głowę - to najpiękniejsza i bodaj najrzadsza zaleta ludzkiego charakteru
. Ale nie powinna była pani płakać: trzeba być mężnym w każdej sytuacji życiowej.
Tymczasem do sekretariatu zaczęli przybywać wezwani członkowie kolegium Ludowego Komisariatu Rolnictwa. Nie byli zbyt zadowoleni, kiedy dowiedzieli się, że wezwano ich niepotrzebnie.
Lecz jeden z nich powiedział:
- Nie, martwię się nie dlatego, że wezwano mnie na próżno. Żałuję tylko, że nie zobaczę dzisiaj Lenina. Inni wezwani zgodzili się z nim i rozeszli się do domów.
********************* 
I teraz wystarczy tylko dokonać małej podmiany w tekście.
 
Lenina zamienić na Lecha Kaczyńskiego.
Towarzyszkę Fotijewą zamienić na Jarosława Kaczyńskiego
Pracownicę sekretariatu zamienić na Annę Fotygę.
 
Opowiadanie wyglądałoby w skrócie tak:
 
Lech Kaczyński powiedział do Anny Fotygi:
- Negocjujemy pierwiastek albo śmierć.
Fotyga odpowiedziała:
- Yes, my Boss. Albo śmierć.
Lech Kaczyński:
- Czyżbym mógł powiedzieć tak niedokładnie?... Negocjujemy albo zupełnie coś innego.
Jarosław Kaczyński:
- Negocjujemy to, co chce Merkel, ale ładnie poprosimy, by dała nam trochę czasu na wytłumaczenie się ciemnemu ludowi.
K O N I E C
 
PS. Myślę, że Michaił Zoszczenko nie miałby mi za złe wykorzystanie jego opowiadania pod tytułem „Omyłka” (przełożył Adam Galis). Zaś wszystkich wyznawców braci chciałbym z góry przeprosić i powiedzieć, że skojarzenie z Zoszczenką to efekt traumy po pewnym tekście o jednym dniu premiera, też resztą autorstwa Michała.

Prawo Schmidta: Jeśli psujesz coś dostatecznie długo, w końcu ci się uda. Obserwacja Einsteina: Są dwie rzeczy nieskończone: wszechświat i ludzka głupota. Nie upierałbym się przy wszechświecie. Giuseppe Tomasi Di Lampedusa: Wiele musi się zmienić, aby wszystko zostało po staremu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka