W życiu chodzi o to, by robić to, co się lubi i by za to płacili.
Pan prezydent, jeszcze kiedy był prezydentem trochę mniejszego formatu, opiekował się bezdomnymi zwierzakami w Warszawie. Za to otrzymał zaszczytny tytuł Kociarza Roku.
Jak powiedział wczoraj w telewizji profesor Bralczyk, w słowie kociarz nie ma nic uwłaczającego i jest tak samo dobre, jak na przykład kobieciarz, bo kobieciarz lubi kobiety, a kociarz – koty (chociaż – jak zastrzegł Bralczyk – w nieco innym sensie).
Cieszę się więc, że pan prezydent robi to, co lubi i otrzymuje za to godziwą zapłatę od wdzięcznego społeczeństwa, a przynajmniej od tego jego części, która dla kotów jest „panciami”.
PS Zastanawiam się, czy prezydent oprócz kotów lubi także wiersze Thomasa S. Eliota o tych stworzeniach? Mój ulubiony to wiersz o kocich imionach, który zaczyna się tak:
Niełatwa to sprawa z imieniem dla kota,
Trudniejsza niż różne krzyżówki lub gry;
Wariatem się wydam na pierwszy rzut oka,
Gdy powiem: kot najmniej imiona ma trzy!



Komentarze
Pokaż komentarze (4)