Jak wiadomo, najlepsze pomysły przychodzą poniewczasie.
Oktawian August nie zagwarantował wiecznego istnienia Cesarstwa Rzymskiego uchwalając w rzymskim senacie, że zmiana granic możliwa jest tylko za jednomyślną zgodą tegoż senatu, ludu rzymskiego, Hunów oraz Jowisza i Minerwy.
Krzysztof Kolumb nie zadbał o odpowiednią nazwę odkrytego przez siebie kontynentu, bo nie doprowadził do odpowiedniej ustawy, w wyniku której jedyną słuszną decyzję w tej sprawie mógł podjąć jedynie on sam.
Niestety, w ten pesymistyczny scenariusz wpisał się także rząd Prawa i Sprawiedliwości. Nie przegłosował jakże ważnej ustawy „O panowaniu domu Kaczyńskich” pokazującej polskiemu ludowi wyznania rzymskiego drogę sukcesji po zakończeniu dożywotniego panowania Jarosława Kaczyńskiego.
W ustawie tej artykuł pierwszy powinien głosić, że wybory parlamentu są ważne tylko wtedy, kiedy na swoim pierwszym posiedzeniu potwierdzi, że premier Kaczyński nadal jest premierem.
Artykuł drugi zawierać powinien ustalenia o tym, kto prawnie dziedziczy po ewentualnej bezpotomnej śmierci premiera: w pierwszej kolejności kot Alik, a później brat prezydenta i jego potomstwo.
Artykuł trzeci i ostatni reguluje, kiedy możliwa będzie zmiana ustawy, a więc za powszechną zgodą kota Alika, parlamentu, prezydenta, wszystkich słuchaczy Radia Maryja oraz tego nieżyjącego uczestnika Marca 1968 roku, którego chciał odznaczyć prezydent.
I jaka szkoda, że ustawa nie ujrzała światła dziennego. Wtedy nawet posłanka Szczypińska byłaby za metodą in vitro.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)