Problem rozważam czysto teoretycznie.
Podczas łączonych wyborów parlamentarnych i referendum może być sporo głosujących, którzy odbiorą karty do głosowania do sejmu i senatu, ale nie wezmą karty z pytaniami referendalnymi, bo na przykład oni i ich rodzina wyrośli już z wieku szkolnego i ten oraz pozostałe tematy ich nie interesują. Muszą się jednak podpisać, że odebrali, a póki co prawo przewiduje tylko jeden podpis.
Czy są ludzie, którzy będą mieli czas i okazję, by taką nieodebraną kartę zagospodarować, odpowiednio zakreślić odpowiedzi i wrzucić do urny?
W ten sposób frekwencja wzrośnie (liczona przecież od kart w urnie), a i tak przy takim bałaganie nikt się nie zorientuje, że oddany został głos w czyimś imieniu (mówiąc górnolotnie).
Jak już napisałem, są to rozważania czysto teoretyczne.
Jedyna sposób, by nie narażać ludzi na takie pokusy, to zmienić prawo i dopuścić dwa podpisy pod odbiorem dwóch różnych kart do głosowania. Jak to zrobić? Wystarczy zmiana rozporządzenia czy też trzeba zmodyfikować kodeks wyborczy? A jeśli to drugie, to czy sejm i senat zdążą do 25 października?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)