327 obserwujących
24 notki
889k odsłon
  40100   0

Gazociąg Północny, czyli igranie polskimi interesami narodowymi

 

Budowa gazociągu Nord Stream to ciąg karygodnych zaniedbań ze strony rządu Donalda Tuska. I nie jest to niestety moje subiektywne wrażenie, lecz twarde, a nawet hipertwarde fakty. Efektem jest zagrożenie podstawowych interesów gospodarczych Polski. Najnowszy etap tej sekwencji zaniechań polega na tym, że w miejscu, w którym gazociąg przecina trasę podchodzenia statków do portu w Świnoujściu, rurę ułożono na głębokości 17,5 metra. Uniemożliwi to zawijanie do portów w Szczecinie i Świnoujściu jednostek o zanurzeniu powyżej 13,5 metra. Tym samym mocno ograniczone zostaną możliwości rozwojowe tych portów. A co ważniejsze, zagraża to powstającemu terminalowi gazu ciekłego (LNG), kluczowemu przedsięwzięciu dla dywersyfikacji źródeł dostaw energii tak dla Polski, jak i dla UE. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że Polska powinna wymusić to, by budujące gazociąg konsorcjum wkopało go na tym odcinku w dno morza. Mam jednak wątpliwości, czy rząd Donalda Tuska chce i może to zrobić.

Solidarność niemiecko-rosyjska zamiast europejskiej
Gazociąg Północny powstał z przesłanek politycznych i tylko ktoś naiwny albo mający złą wolę może twierdzić, że to przedsięwzięcia czysto biznesowe. Przecież ułożenie rury na dnie morza, zamiast poprowadzić ją o wiele bezpieczniejszą, głównie ze względów ekologicznych, drogą lądową, oznaczało kilkakrotne zwiększenie kosztów. A to mogą uzasadnić jedynie ważne cele polityczne. Analitycy wielokrotnie wskazywali też na to, że inwestycje w siatkę rosyjskich linii przesyłowych gazu (oprócz Nord Streamu Rosja chce oddać do użytku również jego południowy odpowiednik, czyli South Stream) będą miały dalekosiężne polityczne skutki.
Dzięki podmorskim instalacjom omija się Polskę, co w oczywisty sposób osłabia naszą pozycję. Rosja dostaje do ręki silniejsze i skuteczniejsze niż dotąd narzędzia wywierania nacisków na nasz kraj. Trzeba się nawet liczyć z bezkarnym manipulowaniem dostawami surowca do naszego kraju, bowiem ich zmniejszanie bądź wstrzymywanie nie będzie oznaczać ograniczania dostaw do państw trzecich. Ta inwestycja jest zatem zaprzeczeniem fundamentalnej dla funkcjonowania Unii Europejskiej zasady sprawiedliwości i solidarności oraz jej podporządkowaniem partykularnym interesom Niemiec i Rosji. Wielokrotnie o tym mówiłem, lecz ci, którzy powinni te argumenty bardzo poważnie brać pod uwagę, ograniczali się do wmawiania mi jakichś uprzedzeń. Rządzący obecnie Polską bardzo się przejmowali moją osobą, szkoda, że równie odważni nie byli wobec tych, którzy niszczą europejską solidarność.
Jest oczywiste, że współpraca w ramach Unii powinna polegać na wzajemnym uwzględnianiu elementarnych interesów jej członków. Tymczasem nasze interesy zostały po raz pierwszy bardzo dotkliwie i wyraźnie zignorowane w momencie podejmowania decyzji o budowie gazociągu, a po raz drugi, gdy zdecydowano o położeniu rurociągu na dnie morza, zamiast jego wkopania w morskie dno. Zakwestionowana została tym samym nie tylko zasada solidarności w sferze bezpieczeństwa energetycznego, ale także tak podkreślane przez Unię zasady wolnej konkurencji i swobodnego przepływu towarów, bez których poszanowania trudno mówić o dalszym rozwoju UE. Co gorsza, w ostatnim czasie bardzo widoczne jest dążenie najsilniejszych państw Unii do hegemonii i narzucania swej woli mniejszym państwom, zwłaszcza nowym członkom wspólnoty europejskiej. Oczekiwałbym, że polski premier temu stanowczo przeciwdziała, ale na razie nie widzę ani stanowczości ani nawet zrozumienia niebezpieczeństw.

Rozwój Rostoku, marginalizacja Szczecina
Polityczny wymiar budowy Gazociągu Północnego to także gra przyszłością polskich portów. Jeśli rura zablokuje dostęp do nich wielkich statków, głównym portem regionu nie będzie Szczecin i współpracujące z nim Świnoujście, lecz wschodnioniemiecki Rostok. Już teraz ten port przygotowuje się do przyjmowania największych statków mogących pływać po Bałtyku, czyli jednostek o zanurzeniu 15 metrów.
Jeśli porty w Szczecinie i Świnoujściu nie będą mogły się rozwijać, Rostok zyska wielką konkurencyjną przewagę. Konsekwencje będą jeszcze poważniejsze w wymiarze europejskim: transeuropejski korytarz transportowy łączący południe kontynentu ze Skandynawią będzie przebiegał przez Niemcy, a nie przez Polskę. Nie trzeba chyba dowodzić, że oznaczałoby to dla naszego kraju dalszą marginalizację. I znowu mam nieodparte wrażenie, że rząd Donalda Tuska nie bardzo sobie to uświadamia, nie mówiąc o tym, że nie potrafi temu zaradzić.

Polityczna korupcja
Projekt Gazociągu Północnego ujawnił niezdrowe związki między gospodarką a polityką. Oto były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder, który podpisał umowę z Rosją o budowie gazociągu na kilka zaledwie tygodni przed wyborami parlamentarnymi, kiedy było już pewne, że jego partia straci władzę, wkrótce został przewodniczącym rady nadzorczej Nord Staremu. Z kolei były premier Finlandii Paavo Lipponen, który jako szef rządu popierał ideę budowy gazociągu, także został zatrudniony przez to konsorcjum. To stworzyło nową, jakże niedobrą jakość w europejskiej polityce.
Sprawa była swego czasu głośna, otaczała ją aura skandalu, ale – o ile się orientuję – Unia, która ma nieodpartą chęć regulowania wszystkiego, w tym kanonicznego kształtu banana, nie zdobyła się na działania mające zapobiegać tego typu praktykom, a przynajmniej je utrudniać. Bo te praktyki naruszają porządek moralny i fundamenty demokratycznej polityki, bez których Unia nie może sprawnie funkcjonować.

Lubię to! Skomentuj492 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka