by powiedzieć po raz kolejny coś o internecie. Tym razem to, że w internecie nie ma kontroli przy przekraczaniu granic państwowych. Co oznacza, że do pewnego - choć tylko do pewnego - stopnia można kontrolować co w internecie jest publikowane. Historia strony Redwatch, której polskim organom ścigania dysponującym prawomocnym wyrokiem nie udaje się zamknąć od roku, bo strona z dnia na dzień przenoszona jest na serwer fizycznie stojący gdzieś po drugiej stronie globu pokazuje, w jakim stopniu jest to możliwe. Natomiast tego, co się czyta kontrolować się w praktyce nie da.
Kiedy o tym pomyślimy pomysł grupy posłów PiS by zakazać pornografii wydaje się już nie tyle pomysłem groźnym, co śmiesznym. Zakazać pornografii? Niby gdzie? Na całym świecie?



Komentarze
Pokaż komentarze (37)