Konflikt zbrojny, który ma obecnie miejsce w Gruzji udowodnił, że zarówno premier reprezentujący konserwatywno-liberalną PO, oraz prezydent wywodzący się z narodowo-katolickiego PiS pragną wykorzystać tragedię w celu podniesienia własnych notowań. Ich działanie jest obliczone na krótkotrwały efekt sondażowy, wartosci nie grają żadnej roli.
Lech Kaczyński pędząc do Gruzji prezydentów państw bałtyckich musiał zdawać sobie sprawę, że podgrzeje tylko temperaturę konfliktu i sprowokuje Rosję do antygruzińskiego odwetu. Gruzini pragnęli uspokojenia sytuacji, Kaczyński emocji uwalnianych przed kamerami, które świetnie przydadzą się do spotu reklamowego w najbliższych wyborach prezydenckich. Polacy na pewno też wkrótce odczują skutki jego ambitnych działań destabilizacyjnych.
Uważam, ze należy solidaryzować się z Gruzinami, ale robiąc to w sposób podobny do działań administracji USA, w sposób werbalny i przesyłając pomoc humanitarną. Osetyńcy zapewne poradzą sobie sami, ale nie należy zapominać, że to oni byli pierwszymi ofiarami konfliktu. Używając ich do kolejnej gry marketingowej w sporze polsko-polskim traktuje się ich jak przedmioty służące do zrealizowania dwuznacznych celów.
Rząd Donalda Tuska również ugrał swoje na tragedii tysięcy osób. Zdobył przechodnią baterię rakiet Patriot i bez referendum zbuduje na terytorium Polski tarczę chroniącą USA przed rzekomymi atakami z Iranu. Zwykła uczciwość nakazywałaby odczekanie do zakończenia konfliktu,w którym udział bierze najbardizej zainteresowany kwestią tarczy rakietowej sąsiad naszego kraju. Nic z tego. Zdjęcia Condolizy Rice z dukającym po angielsku premierem pojawią się zapewne w spocie kandydata Donalda Tuska. O ile 4 listopada zwycięzcą nie okarze się demokrata Barack Obama...


Komentarze
Pokaż komentarze (4)