Marek Borowski dotrzymał słowa i zrezygnował z kierowania Socjaldemokracją Polską. Kandydatów na jego miejsce zgłosiło się troje: Sylwia Pusz, Bartosz Arłukowicz i Wojciech Filemonowicz.
Już kilka dni po rezygnacji Borowskiego SDPL zaczął znów pokazywać swoją lewicową twarz, a hasła pierwszomajowe, jak chodźby "ręce precz od kodeksu pracy" miały wydźwięk typowo lewicowy. Socjaldemokraci obudzili się wreszcie i przypomnieli sobie, że swój apel kierują nie tylko do przedsiębiorców i klasy średniej, ale także do ludzi pracy najemnej, którzy w zamierzchłych czasach byli główną bazą lewicy i w oparciu o ich dążenia budowano lewicowe programy wyborcze.
Przyjrzyjmy się bliżej sylwetkom kandydatów, spośród których wybierać będą socjaldemokraci szefa nowej lewicy.
Sylwia Pusz jest prawniczką z Poznania, radną Sejmiku Wielkopolskiego i byłą posłanką z tego regionu. Znamy ją także z licznych publikacji i zdjęć z premierem Leszkiem Millerem w czasach kiedy była szefową młodzieżówki SLD. Wiceprzewodnicząca SDPL. Osoba o ciepłym wizerunku, kobieta, w czasach postpolityki i amerykanizacji kampanii wyborczych dobry kandydat na lidera.
Bartosz Arłukowicz to lekarz pediatra, znany z wygranej w programie Idol, kawaler orderu uśmiechu. Jedyny parlamentarzysta w tym gronie, co w dużym stopniu ułatwia mu walkę o fotel szefa SDPL. Lider partii politycznej powinien zasiadać w parlamencie, aby móc na bieżąco udzielać informacji mediom, co wydaje się możliwe także poza sejmem, jednak może być znacznie utrudnione. Ze względu na wykonywany zawód dobry kandydat na gwiazdę medialną nie mniejszy niż Sylwia Pusz.
Wojciech Filemonowicz jest sekretarzem generalnym SDPL, prezesem zarządu fundacji im. Andrzeja Urbańczyka. Wydawałoby się, że z racji pełnionej funkcji naturalnym następcą Borowskiego. Zanany z w terenie ma duże szanse na poparcie osób, które widywały go relatywnie często, zwykle obok samego szefa. Występował m.in. w programie "Cienie PRL", który dawał mu szansę na zbudowanie silnej opozycji "sympatycy PRL-sympatycy IPN" czym mógł zjednać sobie starsze roczniki. Konfliktuje jednak środowisko lewicy atakując SLD za stosunek do kościoła, pozostawiając dużo bardzieej palące problemy, które ta partia zaniedbała, na marginesie (jak choćby wyżej wymieniony kodeks pracy).
Kandydaci prezentują się całkiem dobrze i z pewnością zadowolą zdecydowaną większość partii, bez względu na to kto zostanie liderem. Mnie jednak martwi pewien problem. Kto z nich będzie miał wystarczająco dużo woli, aby zająć się ułożeniem pozytywnych stosunków ze związkami zawodowymi, tak aby ponownie stały się bazą lewicy? Kto podejmie wyzwanie stworzenia ośrodka oddziaływania intelektualnego? Kto zacznie pracę nad tworzeniem własnych kanałów komunikacji z elektoratem, własnych mediów? Kto przywróci wiarygodność, zapewni satysfakcję tym, którzy zgodzą się znów głosować na LEWICĘ? Wyciągnie SDPL z zapaści? Obawiam się, że zabrakło czwartego kandydata. Kogoś, kto mógłby dziś rzucić wyzwanie Napieralskiemu. Parafrazując Marksa: historia pokarze kto miał rację.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)