Rada Krajowa SLD oświadczyła, że pragnie stworzyć wspólną listę lewicy w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Pomysł słuszny, można liczyć na bonus za jedność oraz głosy publiczności znudzonej mdłym do bólu wizerunkiem PO. Dlaczego więc kierownictwo nie chce widzieć na listach demokratów.pl?
SLD chce liberalizować ustawę aborcyjną, głosi postulat świeckości państwa, popiera finansowanie in vitro. SLD zliberalizowało kodeks pracy z odwagą godną największych neoliebrałów. Czemu więc PD, zaplecze polityczne pani Henryki Bochniarz i KPP Lewiatan przeszkadza sojuszowi? Czyżby SLD zdecydował się na walkę o realizację ideałów "starej lewicy"? Czy zrozumiał, że liberalizm na dłuższą metę jest nie do pogodzenia, bo ktoś zawsze będzie eksploatował, a ktoś z tej eksploatacji żył? Że Robin Hood nie może zabierać biedny by dawać bogatym? Że ludzie i środowisko to podmioty a nie zasoby?
SLD pod kierownictwem Napieralskiego przechodzi przyśpieszony kurs lewicowości. Zobaczymy na jak długo starczy zapału i czy Zapatero na trwałe stanie się wzorem dla młodej centrolewicy. Może uda mu się przekonać starych towarzyszy, że warto wrócić do kanonu lewicowości i odmowę wobec demokratów potraktować jako manifestację ideową, a nie zemstę za trzy utracone mandaty.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)