Jak co roku, tak i te wakacje spędzałem u dziadków w małym miasteczku malowniczo położonym w Beskidzie Niskim. Miałem wtedy dziesięć a może trochę więcej lat.
Nie pamiętam dokładnie.
Na dworze padał deszcz i było zimno, pogoda była brzydka.
Siedzieliśmy z bratem i dziadkiem przy starym stole w pokoju.
Dziadek z papierowej teczki wyciągał karki papieru.
Były to rysunki przedstawiające wspomnienia starego polskiego żołnierza.
Wspomnienia dziadka.
Widziałem polskiego kawalerzystę tnącego przez łeb pokracznego bolszewika, piechotę idącą na bagnety przeciwko dziczy moskiewskiej.
Polskich harcerzy odwracających armatę naprzeciw szarżującym zastępom Budionnego.
Szeregi żołnierzy maszerujące polnymi drogami kresowymi.
Każdy rysunek łączył się z długą opowieścią, wspomnieniami przerywanymi krótkimi przerwami, gdy dziadek walczył z narastającym wzruszeniem.
Potem pokazał następujący rysunek: szereg polskich żołnierzy, jeńców kolejno rozstrzeliwanych przez bolszewików.
- Byłem w tym szeregu - mówił - odmawiałem już Zdrowaś Maryjo, na szczęście nasi kawalerzyści przybyli na czas. Byłem już drugi w kolejce gdy ruskie dali nogę.
- Dziadku, a dlaczego oni strzelali do Polaków? - spytał naiwnie mój młodszy brat.
- To była dzicz, nienawidząca wszystkiego co dobre i piękne. Nienawidzili Boga i ludzi.
Potem pokazał rysunek przedstawiających twarze dwóch płaczących żołnierzy.
- Byliśmy wtedy pod Lwowem. Była noc. Naprzeciw nam, w ciemnościach czaił się moskal. Nagle usłyszeliśmy płacz dzieci. - Mamo, ratuj, mamo!!! - wołały i potem krzyk i cisza. I następne dziecko, następne, następne... . Dowódcy siłą trzymali żołnierzy aby nie wyskoczyli z okopów. Tego oczekiwali barbarzyńcy z czerwonymi gwiazdami na czapkach, ich ckm-y były przygotowane. Mordowali dzieci aby sprowokować nas do nieprzemyślanego ataku.
Dziadek nabrał powietrza jakby chciał jeszcze coś powiedzieć ale westchnął tylko, po jego starczej, pooranej zmarszczkami twarzy potoczyła się samotna łza. Być może ostatnia w jego życiu.
Milczałem, bo ścisk w gardle nie pozwalał mi wydobyć głosu. Mój braciszek chlipał cichutko, mocząc łzami koszulę dziadka.
- Bolszewizm to wielkie zło. 20 lat po tamtej wojnie wrócili znowu do naszej Ojczyzny i siedzą do dzisiaj. Pamiętajcie, z nimi trzeba walczyć, niszczyć, plewić jak się plewi chwasty w ogródku.
- Tak dziadku, zawsze z nimi będę walczył.
Nie zauważyliśmy, że na zewnątrz przestał padać deszcz. Słońce przebijało się przez chmury. Dziadek wstał, uklęknął przed obrazem Matki Bożej i zaczął się modlić za tych wszystkich jego kolegów, którzy oddali życie za Polskę. Oddali życie w obronie Dobra i Piękna. W obronie Ojczyzny, Wiary, Godności, po prostu w obronie Człowieczeństwa.
My uklęknęliśmy obok niego.
Pod Twoją obronę uciekamy się święta Boża Rodzicielko(...)
220
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze