58 obserwujących
47 notek
351k odsłon
  6539   1

W obronie Antka Królikowskiego

the mirror
the mirror

Od czasu do czasu obserwujemy coś co nazywam seansem stadnego wycia. Stadne wycie jest zbliżone do seansów nienawiści Orwella, ale ma swoją specyfikę. Wycie urządzane jest zawsze z pozycji wyższościowych, a owa wyższość ma podobno wynikać z moralności. Wycie inicjuje najczęściej jakiś niby autorytet albo jakaś grupka. Równie słuszne co bezmyślne wzburzenie roznosi się błyskawicznie niczym syfilis u żołnierzy na przepustkach. Wyjce, które generalnie, przynajmniej w początkowej fazie zawodzenia, wywodzą się z jakichś elit, są ukontentowane własnym wyciem, ponieważ utwierdza ich ono w słuszności oraz racji, która to słuszność wywyższa ich w swoich oczach. Tak, to rodzaj samogwałtu bez angażowania rąk. Tymczasem całe to wycie ma w istocie dwa źródła: albo wywodzi się z merkantylnego cynizmu, albo z totalnej bezmyślności. Oczywiście bywa, że źródła się mieszają. Tyle tytułem wstępnego nakreślenia teoretycznych ram.  

Aktor Antek Królikowski wywołał i krajowy i międzynarodowy skandal oraz wycie zapowiedzią pierwszej gali swojej freak fightowej organizacji, która ma zarabiać na walkach. Konieczne jest tu podkreślenie owego „freak”, czyli dziwactwa. Czy to się nam podoba czy nie, takie walki cieszą się olbrzymim zainteresowaniem, co oznaczałoby, że ludożerce się podoba, kropka. Ludożerka wykupuje bilety i dostępy do oglądania walk płacąc za to swoimi pieniędzmi, najczęściej po kilkadziesiąt złotych za galę. Po przemnożeniu tego przez liczbę chętnych mamy fabryki pieniędzy, w których najbardziej dziwnym i popularnym dziwakom za walkę płaci się po kilkaset tysięcy złotych. To w zdecydowanej większości w ogóle nie są sportowcy, walczył na przykład karzeł z jakimś bardzo znanym yotuberem. Biedny karzeł nawet nie mógł temu drugiemu chudzielcowi doskoczyć z ciosami do twarzy. To się obejrzało. Walczył 240 kg grubas z 60 kg dziewczyną i grubas przegrał. Nie chce mi się mnożyć przykładów tego typu zestawień zawodników. Generalnie zasada: im gorzej, tym lepiej, działa. Ze sportem nie ma to za wiele wspólnego. To biznes udający sport, to niewybredne widowisko i wszyscy, szczególnie ci, którzy płacą za bilety i dostęp są tego całkowicie świadomi. Kupują to. Czemu? Ponieważ chcą zapełnić jakąś mało ciekawą część swojego życia rozrywką i (tu najważniejsze) rozumieją konwencję. Konwencja – to słowo, którego wyjce nie rozumieją, albo nie chcą rozumieć.

Antek Królikowski postanowił zareklamować swoją galę walką sobowtórami Putina i Zelenskiego. „Putin” i „Zelensky” pojawili się na konferencji przed galą i byli nawet do oryginałów podobni. Zgoda, wysmakowane to jest tak samo jak amerykański wrestling, w czasie którego poprzebierani zawodnicy toczą często walkę dobra ze złem. Wszyscy widzowie wiedzą oczywiście, że to lipa, ale zapełniają olbrzymie hale i stadnie siadają przed telewizorami. Walka dobra ze złem. Konwencja.

Ku mojemu zdziwieniu Królikowski swoim pomysłem naraził się nawet angielskiemu tabloidowi, tak tak, tabloidowi „The Mirror”, który w zasadzie powinien rozumieć często uprawianą przez siebie konwencję infotainmentu, czyli mieszania rozrywki z informacją. Ale nie, tabloid poszedł w odczucia wyższe. Żeby można było napiętnować Królikowskiego trzeba było histerycznie zderzyć pomysł walki z morderstwami Putina. Z jego ofiarami, z ciałami. Trzeba było zrobić sklejkę, która nie za wiele ma wspólnego z prawdą: zarabiasz na rzeźniku i jego ofiarach. Przed tego typu emocjami nie ma obrony. To atak z innej płaszczyzny, z płaszczyzny emocjonalnej, więc racjonalnie nie ma się jak bronić, gdyż druga strona wyje niestety, a wycie nie pozwala na wymianę argumentów. Został więc Antek obrzucony przez wyjców najgorszymi epitetami, w arsenale których „szmaciarz” było najdelikatniejsze.

Żeby nie było wątpliwości. Nie jestem miłośnikiem walk karłów i 60-letnich gangsterów, ale specjalnie mnie to nie oburza, bo niby dlaczego miałoby? To co nie jest niezgodne z prawem jest przez prawo dozwolone. Jak się więc dziwaki, a czasem dziwolągi chcą bić to niech się biją, co mnie to obchodzi? W życiu nie wykupiłem dostępu do oglądania takich walk i chyba nie wykupię.

Zdając sobie w pełni sprawę z żenady takich pojedynków zastanawiam się, czy nie chciałbym jednak obejrzeć (pałaszując popcorn) jak Putin dostaje po ryju od Zelenskiego. Chyba chciałbym. Tego Królikowski musi dopilnować.

Wyjcom na koniec dedykuję: Konwencja głupcze!


Lubię to! Skomentuj121 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości