Dariusz Ged
Nikt mi nie płaci, czyli notki bezwartościowe?
12 obserwujących
98 notek
69k odsłon
85 odsłon

Czy każdy wierzący jest ograniczony?

Wykop Skomentuj2

Na tytułowe pytanie wielu ma zapewne od razu odpowiedź w zależności, gdzie się samemu widzi. Jednych może oburzać nawet takie sformułowanie, ale niepotrzebnie. Wpierw należy odczarować słowo "wierzący". Nie jest ono synonimem katolika, jak wielu by chciało, ani islamisty, nawet fanatyka. Wiara to po prostu założenie, którego nie możemy być pewni, czyli domyślamy się, ale nie mamy dowodów na słuszność. Ciekawą poradą jest "nie wierz we wszystko, co myślisz". W Polsce faktycznie wierzący kojarzy się w pierwszej chwili z katolikiem, z kościołem i wiarą w Boga. Zostało to zawłaszczone niesłusznie, jak tęcza przez środowiska LGBT. Każdy człowiek ma jakiś światopogląd, a to że oparty jest tylko na domysłach, hipotezach lub teoriach, których sam nie do końca rozumie, pozostaje mu tylko wierzyć w to, że swoje motywacje i cele wywodzi ze słusznych dogmatów. Każdy w coś wierzy i każdy podporządkowuje swojej wierze życiowe wybory. Określanie kogoś, jako człowieka małej wiary z domysłem, że jest gorszy, jest aroganckie i prostackie, bo to właśnie ludzie prości mają zazwyczaj jasny obraz świata i są jego bardziej pewni, niż mędrcy. Ci drudzy zdają sobie sprawę, jak złożony jest świat, że wszystko jest względne i mają większy dylemat z wyborem dogmatów, na których oprą budowanie swojej teorii świata.

Skoro wszyscy jesteśmy ludźmi wierzącymi, a nie tylko rozumnymi (homosapiens), należy odczarować kolejne słowo "ograniczony". Kojarzy się negatywnie wprost z głupotą lub upośledzeniem. Prawda jest taka, że wszyscy mamy swoje ograniczenia, chociażby takie, że nie możemy wiedzieć wszystkiego, więc pozostają nam domysły i wiara. Nasze ograniczenia powodują, że zawierzamy nauczycielom, dziennikarzom, politykom, znajomym, rodzinie, instytucjom, firmom itd., a to jest zwyczajny hazard. Albo słusznie ufamy, albo dajemy się oszukać. Jeśli nie zawierzymy, nie skorzystamy z różnych informacji, porad i usług, które są nam oferowane na każdym kroku. Zatem miotamy się między byciem twardogłowym, opornym i  niereformowalnym, a naiwnym i łatwosterowalnym frajerem. Wybieramy jednak to, co nam się wydaje rozsądne, najlepsze według naszej logiki lub wrażenia. Gdy ilość danych jest dość ograniczona i weryfikowalna, próbujemy ogarnąć rozumem, ocenić i przemyśleć zanim wyrobimy sobie opinię. Gdy dane są zbyt zagmatwane, niedostępne lub zbyt liczne, polegamy na intuicji (w czym zazwyczaj kobiety są lepsze) i z prawdopodobieństwem w większości wypadków znacznie ponad 50% trafiamy słuszną decyzję. Łatwo sobie teraz wyobrazić, że przy kilku zagwozdkach, przynajmniej jedną najprawdopodobniej źle ocenimy. To sprawia, że większość w nas żyje w błędzie, zawierza czemuś niesłusznie z powodu zwykłych ludzkich ograniczeń. Jeśli dołożymy do tego pewne grupy interesów, które celowo próbują nam wmówić nieprawdę, formułując ją tak przebiegle, byśmy z dużym prawdopodobieństwem dali się oszukać, wiele naszych dogmatów jest nie tylko fałszywych, ale i sterowanych. Manipulowanie informacjami w obecnych czasach jest na każdym kroku i tylko pozornie łatwa weryfikowalność w dobie internetu ogranicza oszustów. Mało kto ma czas na sprawdzanie każdej informacji, bo jesteśmy nimi zalani. Życie jest szybkie i kto nie nadąża, zostaje w tyle. Oszuści wykorzystują niczym niemieckie uboty strategię wilczych stad, czyli atakowanie z różnych stron. Informacja nawet szokująca, ale potwierdzana niby przez niezależne źródła, zaczyna zyskiwać na wiarygodności. Najlepszą reklamą jest przekaz zaaranżowany na news, odkrycie naukowe lub badanie, nic więc dziwnego, że pełno w dzisiejszych czasach fakenewsów i sponsorowanych nierzetelnych badań. Doszło do tego, że zmanipulowanie społeczeństwa przez największe organizacje osiąga poziom zbliżony do religijnego fanatyzmu. Dawne religie stają się niszowe wobec nowych propagowanych masowo idei. Najbardziej sprawdzoną formą tworzenia nowej wiary jest sięgnięcie do pierwowzoru dawnych wierzeń, czyli do przyrody. Znowu znajomość astronomii, zjawisk fizycznych, chemicznych i wiedza historyczna pozwala grać na emocjach i uwiarygadniać swoje twierdzenia skutecznym przepowiadaniem przyszłości. Kto kiedyś uwierzył, że idzie globalne ochłodzenie i epoka lodowcowa z powodu szkodliwej działalności człowieka? No cóż, skoro tu się nie trafiło, zaraz zweryfikowano prognozę i zagraża nam globalne ocieplenie i roztopienie lodowców. Informacja powtórzona 1000 razy z różnych stron zaatakowała miliony rozsądnych głów na całym świecie, tworząc jedną z najszybciej rozwijających się nowych religii, która ma nie tylko swoje globalne instytucje i wpływy w największych mocarstwach świata, ale i finansowanie z budżetów owładniętych przez nią krajów. Teraz to nie nazywa się chrztem państwa, tylko podpisaniem traktatu, umowy klimatycznej itd. wiążącej cały naród do określonych ceremonii, składania ofiar i egzekwowania prawa zesłanego przez ekomesjasza.

Zatem wiara nie jest domeną ludzi głupich i naiwnych. Raczej warto podzielić ludzi na otwartych i konserwatywnych. Pierwsi łapią się na nowe sztuczki, drudzy tkwią w tych, które wpojono im w dzieciństwie. Wyśmiewanie się nawzajem jest dziecinne, albo wręcz niebezpieczne, dlatego wieki temu ustalono, że wolność wyznania chroni przed niepotrzebnym rozlewem krwi. Kto chce niech wierzy w płaską ziemię, w latającego potwora spaghetti, bezpieczne szczepionki ratujące ludzkość, państwo opiekuńcze, banki jako instytucje zaufania publicznego, w konkretne partie polityczne i polityków, w Boga osobowego lub nieosobowego, ekologię, weganizm, w komunizm, w demokrację, w liberalizm, w tolerancję seksualną, w Unię Europejską, w siebie, w los, w ciemną materię itd. bo dopóki tylko się głosi własne przekonania i nie nawołuje do brutalnego gwałcenia praw innych osób to jest to tylko dozwolona swoboda słowa i myśli. Co innego gdy zaczynamy nakazywać innym tak samo myśleć i mówić. Wtedy zaczyna się terroryzm, co łatwo prześledzić na różnych kwestiach określanych ostatnio mianem poprawności politycznej.

Czemu mamy takie skłonności narzucania innym swojej wiary i wyśmiewania lub nawet zakazywania głoszenia odmiennej wiary innym? Bo mamy swój rozum, który już przemyślał wszystko i doszedł do takich wniosków, jakie wydają się najrozsądniejsze. Skoro wybraliśmy daną drogę to dlatego, że jest według nas najlepsza, a więc inni idą gorszymi drogami. Chcemy ich nawrócić na słuszną drogę. Robimy to zazwyczaj z dobrymi intencjami, ale nie bez powodu powstało powiedzenie, że dobrymi intencjami jest piekło wybrukowane. Brakuje zatem nam pokory i świadomości, że nie tylko nasza droga może nie być słuszna, ale że każdy może mieć dla siebie inną najsłuszniejszą drogę, bo wszyscy się różnimy, mamy inne ograniczenia, potrzeby i cele. Tolerancja to pozwolenie na błądzenie innym, bo nawracanie wyrządza więcej szkody, niż pożytku. Nie mylmy jednak tolerancji z akceptacją lub promocją, bo to zupełnie inne sprawy.

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale