Gorące tematy:

Dariusz Ged
Nikt mi nie płaci, czyli notki bezwartościowe?
12 obserwujących
103 notki
76k odsłon
2958 odsłon

"Jak minimalna będzie 4000 zł zamykam działalność"

Wykop Skomentuj111

Kto nie zna kogoś, kto tak nie powiedział, po obietnicach PiS? Podejrzewam, że masa ludzi teraz mówi, że w takich warunkach ich biznes padnie, że nie będzie się opłacał. Nie wiem, jakim cudem są przedsiębiorcami, jeśli faktycznie wierzą w to, co mówią, bo z drugiej strony ci sami pracodawcy narzekają, że konkurencja oszukuje i zatrudnia na czarno lub daje dodatki do pensji na lewo, więc jak z takimi konkurować? Kto nie widzi tu absurdu, notka nie dla niego. Niech poszuka miłych i prostych treści np. u blogera Starego.

Stawiam, że większość tak mówi tylko w formie szantażu i piaru. W ten sposób chcą wytworzyć atmosferę paniki i skłonić rząd do wycofania się lub złagodzenia programu. Jeśli się taki nacisk nie uda, chcą chociaż przekonać, że wyższe płace będą kosztem pracodawców, a po tych podwyżkach przedsiębiorcy, którzy wytrwają, będą niczym wolontariusze poświęcający się dla państwa i swoich pracowników. Zbudowanie aureoli i krzyża będzie pomocne w przerzuceniu na pracowników większych obowiązków za te podwyżki pensji. Trzeba przecież jakoś sobie radzić w kolejnej kadencji rządów PiS. Przedsiębiorca dobrze wie, że nie działa w próżni i konkurencja będzie miała te same obciążenia. Im bardziej ukrywała lewe transfery, opłacając podatki tylko od najniższej krajowej, tym mocniej odczuje przecież uderzenie. Kto zatem najbardziej płacze? Na pewno nie ci, co cieszą się, że w końcu konkurencja też zapłaci podatki od całej pensji, więc w cenie produktu lub usługi też będzie musiała je uwzględnić. Każdy przedsiębiorca wie, że ceny się podniosą, więc wygra ten, co podniesie je mniej od innych zachowując podobne lub większe zyski. Jeśli pensje stanowiły 50% kosztów sprzedawanej usługi, 10% wzrost płac zaowocuje ok. 5% podwyżką produktu finalnego (nie licząc wzrostów inflacyjnych surowców). Podwyżki są zatem nieuniknione, ale tylko w czystych usługach (90-100% ceny stanowi pensja) będzie to taka podwyżka, jak pensji, natomiast  każda inna produkcja będzie droższa o mniejszą stawkę, niż podwyżka płac dla pracowników. Nie łudźmy się też, jak niektórzy politycy z PiS niesłusznie twierdzą, że podwyżka płac dotknie tylko tych, co zarabiali mniej. Wszystkie płace pójdą w górę podobnie jak te najniższe. Skoro teraz ktoś jest wyżej wyceniany od kogoś najmniej zarabiającego to i później tak będzie. Mogą się nieco proporcje zmienić, ale relacje zostaną te same.

Pieniądze na lokatach właśnie tracą na wartości znacznie więcej, niż zwykła inflacja, bo w stosunku do usług i płac, maleje ich wartość nabywcza. Tak jak niski deficyt budżetowy przy silnym wzroście PKB powodował spadek procentowej relacji długu do PKB, tak wartość lokat również straci w relacji do wyceny pracy krajowej. To spowoduje ewakuację gotówki, a więc pobudzenie inwestycji, co przy wyższych płacach i jeszcze bardziej rosnącym popycie wewnętrznym, podtrzyma hossę na rynku, pomimo pewnych bankructw najsłabiej prosperujących firm, oraz uniezależni jeszcze bardziej nasz rynek od eksportu i załamania na rynku światowym. Opozycja i jej sympatycy grzmią, że PiS nie umie rządzić w kryzysie i to nas zgubi. Ja widzę, że właśnie świetnie sobie radzi w tym kryzysie, bo nie dosyć, że ma najlepsze wskaźniki gospodarcze, to jeszcze nie robi tego kosztem przyszłych pokoleń.

Martwi mnie jedynie kwestia emerytur. Tu są takie same kombinacje, jak w poprzednich ekipach. Już kiedyś wymyślono podział składek, by wydawały się niższe. Poza podziałem na te tak zwane od strony pracownika i ukryte dla niego od strony pracodawcy, chodzi jeszcze o podział ZUS i OFE. Te drugie to niby prywatne, więc mniej bolały. Teraz całość już zgarnia praktycznie ZUS, a OFE okazało się politycznym oszustwem, zwykłym podatkiem, a dodatkowo promowana jest kolejna składka emerytalna zwana PPK podnosząca koszty pracownika. Cała nadzieja w tym, że dobrowolność, mimo wszystkich sztuczek rządu, zostanie faktycznie utrzymana i realna, a więc w większym wymiarze zwiększenie podatku dochodowego nie zaistnieje.

Ruchy przy emeryturach przedsiębiorców są jednak jeszcze bardziej niepokojące. Powiązanie ich z wysokością dochodu, czyli na tych samych zasadach, co pensje pracowników, jest tak absurdalne, jak podatek Belki (niby od zysków). Przedsiębiorcy są najpracowitszą, najkreatywniejszą i najsumienniejszą grupą społeczną, więc potrafią o siebie i swoją przyszłość zadbać dużo lepiej, niż urzędnicy i politycy. Przymusowe zabieranie im większej kwoty na emeryturę, niż obecna zbliżona do minimalnej to pozbawianie tych pieniędzy dobrego zarządzania i mnożenia. Przedsiębiorcy są poborcami podatku dochodowego od swoich pracowników, często VAT od swoich towarów, więc jak jeszcze zostaną zbytnio obciążeni obowiązkami pobierania i przynoszenia w zębach podatku od własnych zysków to po prostu zdemoralizują się, zbuntują i masowo zaczną budować w ramach sprzeciwu obywatelskiego sieci obrotu nieewidencjonowanego. Już teraz zaufanie owych poborców podatkowych do rządu jest nie wiele wyższe, niż sędziów, ale dalsze dokręcanie im śruby może skończyć się z dokarmianiem obecnych już opozycyjnych autonomicznych enklaw samorządowych i rozjechaniem się prawa pisanego z rzeczywistością. Po serii udanych optymalizacji poboru podatków może nastąpić odbicie sprężyny i niedowład aparatu urzędniczego w obliczu masowości obywatelskiego nieposłuszeństwa. Do zbuntowania przekupowanych przez rząd mas pracowniczych wystarczy solidarne podniesienie cen w całym mieście powyżej ich podwyżek pensji. Po kolejnych wyborach w samorządowych enklawach opozycyjnych autonomia regionu murowana.

Oby skończyło się tylko na tej płacy minimalnej. Przedsiębiorcy tyle ścierpią, bo zwyczajnie wliczą koszty w cenę. Lokomotywy wciąż będą tanieć, więc inflacja i gospodarka dalej będzie stabilna.


Wykop Skomentuj111
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Gospodarka