Jazdadom Jazdadom
867
BLOG

W Polsce spełnił się grecki scenariusz

Jazdadom Jazdadom Gospodarka Obserwuj notkę 24

Grecki scenariusz w Polsce już się spełnił. Każdy, średnio oczytany i posiadający choć trochę wiedzy ekonomicznej o tym wie. No i oczywiście musi też znać najnowszą historię Polski, choć z tym wśród młodych jest bardzo słabo, bo przecież teraz na lekcjach historii w gimnazjach i liceach przerabia się przede wszystkim starożytność, potem rewolucje francuską i jak czasu starczy to 2 wojnę światową. Na omówienie czasów PRLu zwykle nie starcza czasu w 3 letnim gimnazjum czy liceum. Dlaczego piszę właśnie o lekcjach historii i wiedzy historycznej? Bo scenariusz grecki Polska miała okazję zrealizować w latach 1970-1980.
Ostra akcja kredytowa europejskich banków, spowodowana kryzysem naftowym krajów arabskich, które ulokowały w nich środki doprowadziła do sytuacji, że kredyty na początku 70 lat ubiegłego wieku były nie tylko tanie ale i łatwo dostępne. Ówczesna władza bardzo chętnie z tych kredytów korzystała. Pieniądze miały zapewnić dobrobyt lecz gigantyczne pożyczki pogorszyły stan gospodarki. Zaledwie 20 proc. z nich wykorzystano na inwestycje. 65 procent poszło na materiały i surowce do produkcji, a 15 procent na konsumpcję. Inwestycje te były zresztą w większości chybione. Kupowano licencje na sprzęt, który potrzebował do produkcji części z Zachodu, lub importowania niedostępnych u nas półproduktów i materiałów. W ten sposób przemysł, który w zamyśle miał spłacić się sam tworzył tylko dalsze zagraniczne zadłużenie.
Niestety, już 10 lat później warunki udzielania pożyczek się zmieniły. Odsetki poszły w górę, trudno było też zaciągnąć nowe. Źle wycenionych, zbyt długo budowanych fabryk nie było za co dokończyć. Tylko w 1980 roku porzucono 30 tysięcy z nich. Dodatkowo problemem dla polskiej gospodarki był fakt, iż niemal w całości było to zadłużenie zagraniczne, najczęściej w dolarach. Należy jednak pamiętać, że nie były to takie same dolary jak obecnie. PRL pozostawił w spadku także sztywne, nierealistyczne kursy walut. Ceny amerykańskiej waluty na czarnym rynku - odzwierciedlające ich rzeczywistą wartość - były o kilkaset procent wyższe. Przykładowo średnia pensja w Polsce Ludowej wynosiła 20-50 dolarów. Jako że gospodarka oparta była na złotym, a dług spłacać mieliśmy w kilkakrotnie droższej walucie, faktyczne obciążenie było o wiele wyższe. Każdy z nas wchodził w kapitalizm z długiem wysokości 1,1 tys. dolarów. Za taką kwotę można było przeżyć kilka lat.
Pogarszająca się sytuacja gospodarcza w kraju odbijała się na sytuacji przeciętnego Polaka, który rozrzutność rządu i lawinowo rosnące, za sprawą odsetek zadłużenie kraju musiał przypłacić podwyżkami cen żywności, drukowanie pieniędzy powodowało olbrzymią inflację. Kryzys polityczny i pojawienie się "Solidarności" i strajków było oczywistym następstwem kryzysu gospodarczego.
W 1981 roku rząd gen. Jaruzelskiego poinformował Klub Paryski o wstrzymaniu spłat zadłużenia zagranicznego w wysokości 25,5 miliardów USD oraz 3,1 miliardów rubli transferowych (ok. 2,5 miliard USD) z powodu niewypłacalności PRL czyli de facto ogłosił bankructwo Polski. To z czym obecna Grecja zmaga się, próbując restrukturyzować swój dług do żywego przypomina tamte zdarzenia. Wówczas nie było tak rozwiniętych agencji ratingowych i sam rynek pokazywał wiarygodność kredytową poszczególnych krajów. Gdy w 1989 roku zapłaciliśmy zagranicznym wierzycielom zaledwie 16 procent z wymaganych na ten okres rat kapitałowych i 30 proc. należnych odsetek. Nic dziwnego, że zagranica traktowała nas jako wierzyciela niewiarygodnego i na kolejne kredyty w zachodnich bankach i u obcych rządów nie mieliśmy już co liczyć. Osiągnęliśmy wtedy ówczesny "poziom śmieciowy" czyli taki jak obecna Grecja.
Dopiero reformy Balcerowicza z początku lat 90 pozwoliły polskiej gospodarce się odbić od dna i pozwoliły efektywniej spłacać długi jednocześnie odzyskując zaufanie instytucji finansowych czyli zwiększając powoli rating naszego kraju. Prawdopodobnie taki sam scenariusz czeka obecnie Grecję, bo myślę, że pompowanie kolejnych pieniędzy w ten kraj jest tylko odkładaniem w czasie jego bankructwa i zminimalizowanie strat europejskich banków.
Dlatego, gdy agencje ratingowe po raz kolejny wygłoszą swój komunikat, w którym potwierdzą rating Polski na poziomie w okolicach A2 należy to uznać za olbrzymi sukces. Wielu krytyków rządu bezmyślnie wskazuje, że skoro jest tak dobrze to dlaczego ratingu nie mamy AAA tak jak Francja czy Niemcy. Ruszaliśmy od śmieciowego i w ciągu 20 lat osiągneliśmy wiele i to, że nasz rating jest tylko o pare poziomów niższy niż takich Niemiec jest olbrzymim sukcesem i należy się z tego cieszyć, zwłaszcza, że długi PRLu i bankructwo naszego kraju z lat 80 ubiegłego wieku ciągle nad nami wisi i dług Gierka ciągle trzeba spłacać. Hasła, że Polska może stać się drugą Grecją są nietrafione zupełnie. Obecne reformy wprowadzane w Grecji, pozwolą według założeń obniżyć dług publiczny do 110 % PKB do 2020 r. czyli do nadal olbrzymiego poziomu (u nas obecnie ta relacja wynosi ok. 55%). To oznacza, że te reformy to ciągle będzie za mało by odzyskać zaufanie inwestorów i myślę, że wielu Greków chciałoby bardziej "scenariusza polskiego" i za 20 lat cieszyć się rankingiem A2.
 

Jazdadom
O mnie Jazdadom

nie znoszę czytania głupot, mitów i urojeń wyssanych z palca... osobników, którzy komentują w tysiącach, a blogują w jednostkach nie uznaję za blogerów... komentarzami i komentatorami za pieniądze gardzę...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (24)

Inne tematy w dziale Gospodarka