Ghostwriter dokumentów stwierdzających, że rozwodnicy żyjący w powtórnych niesakramentalnych związkach mają prawo przystępować do Komunii Św., a pary oddające się czynnościom, za które na pewne miasta spuszczony został ongiś deszcz ognia i siarki, mogą być błogosławione, a przy tym specjalista od - pardon my French, jego własne określenia - "uzdrawiania ustami" i "mistycznych orgazmów", ma czelność wystosowywać publiczne deklaracje straszące "ekskomuniką za akt schizmatycki" stowarzyszenie życia apostolskiego, które, dbając z bezprzykładną gorliwością o przeciwdziałanie liturgicznej i doktrynalnej dewastacji Kościoła Powszechnego, przygotowuje się do wyświęcenia biskupów mogących zapewnić kontynuację jego misji.
Jeszcze kilkadziesiąt - a może i kilkanaście - lat temu powyższy opis mógłby brzmieć jak fragment scenariusza montypythonowskiego skeczu. Dziś natomiast, gdy rzeczywistość dawno prześcignęła już nawet najbardziej wisielczo szydercze skecze tego rodzaju, i to w odniesieniu do spraw najbardziej pierwszorzędnych, trudno oprzeć się przekonaniu, że pszenica i kąkol uległy już ostatecznemu podziałowi i w pełni dorosły do żniw, przy czym ten ostatni tak się rozplenił i rozbestwił, że jego usunięcie będzie wymagało bezprecedensowo spektakularnych środków, daleko wykraczających poza czysto ludzkie siły.
Oczekując zatem owych żniw, pozostaje "głosić na dachach", w jak fatalny ślepy zaułek udało się zagonić ludzkość wrogim jej siłom, udzielając jednocześnie wszelkiego wsparcia członkom izajaszowej "Reszty" gotowej dbać do końca o to, by się z tego zaułka wydobyć i wyciągnąć z niego jak największą liczbę swoich bliźnich. Innymi słowy, należy "nabrać ducha i podnieść głowy", bo w świetle wszelkich znaków na niebie i ziemi nie sposób sobie wyobrazić, by nieuniknione odbicie się od dna nie miało nadejść już niebawem.
127
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (3)