"Bo to szelma szelmą,a Moskalowi hyclowi nigdy nie wierzyc.Stalismy w Złotopolu - a był już pokój z Moskwą,a szelma Katarzyna zaczęła gwarantowac - żeby ją diabli gwarantowali! A o milę od Złotopola stał pułk piechoty moskiewskiej z jenerałem, a w tym pułku byli Polacy; oni do nas uciekali, a my ich do komendy odsyłali. Jenerał przysyła, żeby mu zbiegów wydawac. Nasz porucznik tchórz, w strachu chce oddawac, a ja mówię do niego:
- Nie oddawaj;- a do Moskala:- Powiedz swemu jenerałowi , że to zbiegi , co służą Moskalom, ale nie ci, co do nas wracają!-
Aż nazajutrz zajeżdżają do kramów sanie sześcią końmi; wysiada jenerał i dwóch przybocznych. Jenerał przysyła do porucznika. Porucznik wpada do mnie:
- A, panie chorąży, widzisz, coś narobił! Oddac mu tych gałganów i niech da nam spokój. - I czegóż boisz się? Nie idź,niech szelma tu przyjdzie, kiedy potrzebuje. Ale porucznik idzie ze strachu, ja widzę,że kiep i że zrobi jakieś głupstwo, mówię mu: - Poczekaj, ja z tobą pójdę.
Pałasz do boku, krócice za pas, idziemy. Przychodzimy, a jenerał rozparł się w szubie i nie wstaje, oficerowie i deńszczyki za nim stoją.
- Kak ty smieł prydzierżat moich ludiej, ja tiebia nauczu! Mój porucznik języka w gębie zapomniał - baka ni w pięc ni w dziewięc. - Panie jenerale, ja bo nic nie wiedziałem. Tak ja porucznika jak chwycę za ręke, aż mu łusnęło w kościach.
- Kiedyś nie wiedział, toteż i nie gadaj. - A do jenerała: - Ty, kiedyś ty tu do nas w goście przyjechał, to ty nikogo tu uczyc nie będziesz!
- Smatry sabaka, ja tiebia nauczu - ja tiebia wielu zwiazat i do gosudaryni adaszlu!
- Ty mnie zwiążesz? A szelmo, huncwocie, złodzieju! - jak kopnę w mordę - jucha się polała, Moskal pod stól, aż go wodą oblewali, przyboczni sza, cicho, wyniesli na sanie i wywieźli do diabła. Dopieroż rejwach w mieście! Żydzi w płacz: A win nam miasto spali! Aj gwult! - Cicho, szelmy, bo ja tu was sam każę podpalic! Sza, cicho. -
Porucznik mój dostał febry ze strachu i położył się w łóżko. Aż nazajutrz przyjeżdża major do porucznika, żądając żeby mnie do jenerała odesłał. Ja mówię majorowi:
- Kiedy twój jenerał chce się ze mna rozprawic, jak przystoi na żołnierza, niech tu przyjdzie; jam jego nie zaczepiał!
Major powiada, że jenerał rozchorował się, musiał się przeziębic, bo twarz mu obrzmiała, a wścieka się ze złości, i że jutro przyszle po mnie cały batalion. - Ja się batalionu nie boję, ale wy nas nie zaczepiajcie, kiedy ma byc pokój!
Major pojechał ; kazałem się ludziom dobrze sie wyspac, broń opatrzyc, ponabijac; trzymam ich w ciepłej izbie przy rogatkach i uczę jak bic mają. Mróz trzaskający. Koło dziesiątej rano idzie batalion moskiewski; patrzę, łamie się w długich płaszczach po śniegu, a śnieg w kolano; mówię do swoich: - Wiara, pobijemy, tylko nie spieszyc się . - Pobijemy, panie chorązy !
Dałem i po szklance wódki, kazałem czekac, a sam wychodzę. Batalion idzie; jak był o sto kroków, krzyknałem: " Wiara, do broni!" i wysypało się dwunastu jak lodu . Batalion idzie; jak był o pięcdziesiąt kroków, ja krzyknąłem. - Stój bo każe strzelac! - Batalion stanął. Major występuje i krzyczy: - Poddaj się! - A ja krzyczę: - Paszli won! Ja was nie zaczepiam! - Major podchodzi strzela do mnie, chybia. - Jak wytnę do niego - na ziemię! Podbiega drugi oficer, strzela i chybia - jak wytnę z drugiej krócicy - i ten na ziemię. Dopiero krzyknąłem: Cel! pal ! - Sześciu moich palnęło, a pięciu Moskalów nosem zaryło. Batalion przemarznięty, strzela gdzieś tam po wróblach, a tu drugich sześciu moich jak palnie - zwaliło się czterech Moskali! a co który Moskal wystrzelił, to i nie nabil wiecej, bo mu palce zaklekły, a moi szyblo nabijają a palą, nabijaja a palą. Nareszcie krzyknę do swoich: - A dopókiż te szelmy będą tu stac? - za mną wiara! Sześciu zostawiłem w odwodzie,a z sześcioma naprzód i na sztychy - eh! jak drapną! Pędziłem pół mili, zakłuliśmy ze czterdziestu,Moskale rzucają strzelby, żeby lżej zmykac, a który Moskal padnie, to leży jak nieżywy. Tak gnałem aż do granicy, na granicy, krzyknałem na swoich: - Stój! - Jednego oficera moskiewskiego pusciłem i kazałem powiedziec jenerałowi, że ja na cudzy grunt nie lazę jak Moskal. Dopieroż zbierac niewolników, a było ich 120, a broni zabrałem na pół batalionu. Mój porucznik myślał, że mnie za tę sprawkę każą rozstrzelac. No, a tymczasem jemu odebrali dowództwo, a mnie Rzeczpospolita przysłała stopień, konia z rzędem i 2000 złotych na umundurowanie; a wszystkim towarzyszom po sto złotych i uszlachcenie, gdyby który nie był szlachcic: ale tylko jeden był mieszczanin, a reszta szlachta.
Aleksander Jełowicki " Moje wspomnienia" PAX 1970




Komentarze
Pokaż komentarze (1)