Kilka dni temu ukazały się w polskich portalach internetowych opinia rosyjskiego analityka rynku energetycznego, krytykujace polski rzad za sposób negocjacji z Gazpromem. Autor twierdzi,że ze względu na niewielki procent udziału gazu w polskim bilansie energetycznym, duże zasoby wegla oraz niskie ceny gazu skroplonego, polscy negocjatorzy źle prowadzą rozmowy z Rosjanami i nie wykorzystują tych atutów . Polska wykorzystując wymienione powyżej atuty mogłaby uniezaleznic sie od gazu jamalskiego i negocjowac z pozycji siły. Kruchtin opiera się na złych danych cenowych. Wg niego gaz rosyjski kosztuje 160 dolarów , a skroplony 120 dolarów /1000m3 . Tymczasem podobno Polska płaci za gaz jamalski ponad 200 dolarów ( 230? ) , a cena za skroplony gaz katarski jest podobno jeszcze wyższa ( o 20-30% ) . Takie ceny ( nieudolne kontraktowanie ) uniemożliwiają jakiekolwiek pole manewru , a zwłaszcza takie opisywane przez Kruchtina. Pomimo ewidentnej nieudolności obecnego rządu, trzeba powiedzieć, że przez ostatnie 20 lat żaden rząd nie wykonał żadnej inwestycji dywersyfikującej i wpływającej na pozycję negocjacyjną Polski. Wręcz przeciwnie , wszystkie kolejne rządy podejmowały tylko decyzje negatywne i rezygnowały z planów poprzedników. Można się zastanawiać jak wyglądałyby te negocjacje, gdybyśmy mieli drugą nitkę jamalską, gazociąg norweski , połączenie ( i umowę ) z systemem niemieckim , przemysłowa gazyfikacja węgla czy gazoport. Wszystkie te inwestycje padały jak na razie na etapie rozważań biznesowych - były wątpliwości co do ich opłacalności ekonomicznej ( tylko rząd Millera podjął decyzję o rezygnacji z gazu norweskiego, przekonany ,że dostawy rosyjskie są pewne). Jeśli nasi politycy uważają , że gazociągi są bronią, to takie rozumienie opłacalności ekonomicznej w skali mikro ( na poziomie poszczególnego przedsięwzięcia) jest błędne. W końcu czołgi i samoloty też są ekonomicznie nieopłacalne , a rząd w nie inwestuje ( ale sądząc po efektach raczej zwija ten interes). Tak samo każda z wymienionych powyżej inwestycji gazowych mogłaby w szerszym zakresie , w sferze makro zaowocować zyskiem z ograniczenia ceny gazu rosyjskiego i lepszej ceny tranzytowej. Jednak jest coś w tym co mówi Kruchtin. Rosjanie przerywają dostawy gazu na Ukrainę wywołując tam kryzys;powstają drastyczne niedobory gazu na Słowacji , Węgrzech ,Czechach i Bałkanach; UE odmawia pomocy; Polska posiada terminale gazu skroplonego i odpowiednią infrastrukturę przesyłową i w trybie ratunkowym sprzedaje gaz Ukrainie, Słowacji i innym sąsiadom; Rośnie pozycja polityczna Polski i Rosja zaczyna ją traktować poważnie jako znaczącego partnera ( przeciwnika ). Tak może wyglądać koszmar senny rosyjskiego analityka rynku energetycznego. Tak więc może zamiast przeżywać kolejne wersje marszu na Kijów a la 1920 albo wymachiwać pomarańczowym sztandarem należało wydać pieniądze polskiego podatnika na te inwestycje, nawet jeśliby nie zwróciłyby się one w pierwszych latach? Główne moje pytanie brzmi: Czy inwestycje w sferze gazowej traktowane nie biznesowo lecz strategicznie ( tak jak siły zbrojne ) nie wzmocniłyby naszych politycznych zdolności ofensywnych ? Oczywiście jest wiadomym, że przepychanki o surowce energetyczne toczone były przez cały wiek 20-ty (Rumunia, Borysław, Kaukaz, Zatoka Perska, Indonezja) i traktowane były jako istotny element potencjału militarnego danego państwa.No właśnie myślimy o surowcach. A moze taki kraj jak Polska miałby cos do ugrania poprzez przebudowę infrastuktury przesyłowej ( ewentualny element produkcyjny to byłoba gazyfikacja wegla)?
Fakty jednak są twarde - w ciagu ostatnich 20 lat nie zrealizowano "żadnej" z wymienionych inwestycji w sektorze gazowym; króluje czyste pustosłowie. Wstyd !


Komentarze
Pokaż komentarze (15)