Rosja obchodzi wielkie święto – rocznicę pokonania nazistowskich Niemiec, triumf w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. Przypłacono to stratami przekraczającymi ludzkie pojęcie – sięgającymi ponad 20 milionów zabitych, z czego lwią część stanowili cywile. Dziś nadarza się okazja, by przeciętny Iwan mógł oddać hołd przodkom, którzy w szlaku bojowym przesiąkniętymi łzami, krwią i cierpieniem na którego opisanie brakuje słów, szli niezłomnie i niestrudzenie do serca zła – Berlina. Jednakże nie ma róży bez kolców, i na tej z pozoru nieskazitelnym posągu poświęcenia w walce z tyranią, mienią się widoczne rysy, tym większe, im uważniej się im przyjrzymy.
Twierdzenie, że 9 maja to koniec II wojny światowej, jest kłamstwem, lub w najlepszym wypadku półprawdą. Jest to zakończenie, lecz wojny w Europie. Na Pacyfiku – ściślej rzecz ujmując na Okinawie – Alianci toczyli bardzo ciężkie i krwawe walki z Cesarstwem Japonii. Kraj Wschodzącego Słońca skapitulował dopiero na początku września. To jest prawdziwy kres tego konfliktu. Zatem pierwszy mit obalony.
Moskwa uparcie wmawia nam, że samodzielnie pokonała antychrysta, hordy spod znaku swastyki zarzucające sidła na świat. Jestem święcie przekonany, że takie płomienne zdanie wygłosi w orędziu do narodu prezydent Dimitrij Miedwiediew. Dobrze dobrze panie prezydencie, tylko niech pan będzie łaskaw też wspomnieć, że do czasu ataku Hitlera na Sowiecką Rosję, ZSRR był koalicjantem III Rzeszy. Przez wiele lat kwitła owocna współpraca na linii Berlin – Moskwa. Oba kraje dokonały rozbioru Polski, a później Stalin słał depesze gratulujące Hitlerowi podbojów w Europie Zachodniej.
Całą sytuacja zmieniła się diametralnie, gdy nazistowskie Niemcy uderzyły na Związek Radziecki. Pikanterii sprawie dodaje to, iż w świetle najnowszych badań historyków Hitler po prostu… wyprzedził uderzenie Stalina, mające się odbyć dzień później. Doszło do takiego kuriozum, że świat demokratyczny, popierał jednego tyrana w walce z drugim. Nie zrozumcie mnie źle, nie zamierzam wybielać fuhrera, jednakże komuniści w Rosji i pozostałych republikach, zabili znacznie więcej ludzi, niż hitlerowskie watahy.
Druga strona medalu to niepodważalna prawda, że front wschodni był gwoździem do trumny narodowego socjalizmu. Niemcy rzucili tam do walki ponad 70 % jednostek. Toczono tam tytaniczne bitwy, obie strony wykazały się barbarzyństwem. Jednakże należy tu sprawiedliwie zaznaczyć, że Rosjanie po prostu brali odwet za okrucieństwa, jakich doświadczyli od najeźdźcy, a przykłady można mnożyć bez liku: bombardowania Stalingradu niosące śmierć kilkudziesięciu tysięcy cywilów, kilkusetdniowa blokada Leningradu zwieńczona zgonami z głodu dużej liczby mieszkańców ( dochodziło do aktów kanibalizmu) itd. Sowieci dostali sporą pomoc materialną od Aliantów zachodnich, w ramach tzw land lease. Mówiąc w skrócie Zachód słał żywność, odzież, wyposażenie, a Rosjanie rzucali przeciw hitlerowcom masy ludzkie, często stanowiące mięso armatnie. Zachodni przywódcy woleli, by ginęli Rosjanie, niż ich ludzie, to logiczne. W pewnym sensie front wschodni odciążały inne teatry działań np. front zachodni, czy południowy. Przez to część dywizji nie mogła być rzucona do boju przeciw Sowietom. Zatem slogan, że Rosja Radziecka samodzielnie wygrała wojnę, jest lekko na wyrost.
Aczkolwiek na samym początku operacji Barbarossa, wielu obywateli ZSRR witało Niemców jako oswobodzicieli z stalinowskiego reżimu. Także kto wie, co by się stało, gdyby Adolf Hitler nie poniewierał ludnością zdobycznych terenów. Być może jako pierwszy zawładnąłby całą Rosją.
Nasi wschodni sąsiedzi nie pamiętają, lub bardziej nie chcą pamiętać, że do tych niewiarygodnych strat przyczynił się nie kto inny, a oni sami, a konkretnie ich dowódcy. Oficerowie pokroju marszałka Gieorgija Żukowa lekką ręka pchali podwładnych na śmierć, nie zważając ilu polegnie. Stalin wprowadził rozkaz ,, ani kroku w tył’’, a nad nadzorowanie jego realizacji czuwały jednostki zaporowe NKWD. Żeby to unaocznić ludziom, którzy nie interesują się tą tematyką, polecam scenę z popularnego filmu ,, Wróg u bram’’. Tam właśnie członkowie tej złowrogiej policji politycznej, otwierali ogień do cofających się żołnierzy. Straty rosły w tak zastraszającym tempie, że na front skierowano kobiety. Mało tego, w dziennikach wybitnego sowieckiego marszałka sowieckiego Iwana Koniewa, jest notka o tym, że na ziemiach odbitych z rąk Niemców, werbowano do Armii Czerwonej każdego kto mógł nieść broń, w tym i dzieci. Stalingrad – symbol poświęcenia narodu radzieckiego w oporze przeciw okupantowi. Szkoda że rosyjscy historycy milczą o nakazie Stalina, by uniemożliwić ewakuację ludności cywilnej, tym samym w jego mniemaniu zachęcając sołdatów do jeszcze bardziej zajadłej walki z agresorem. Typowe posunięcie Stalina – osiągnąć cel, nie zważając na koszty. Zimne wyrachowanie.
Pomijając grabieże, gwałty jakich dopuszczali się żołnierze radzieccy na terenie Niemiec ( wiadomo zemsta), to samo czynili na ziemiach innych państw, w tym Polski, którym wedle zapewnień mieli nieść wyzwolenie. Zwłaszcza liczba gwałtów była przerażająca. Legendarne są opowieści o sołdatach z rękami obładowanymi zegarkami, kosztownościami, oraz ich zwierzęcy prymitywizm.
I znów na potrzeby polityki ponaciągano, zniekształcono, wręcz zakłamano historię. Bo historia to taka plastelina w rękach polityków – lepi się ją tak, by nam pasowało, a prawda ma tu znaczenie iście marginalne, żeby nie rzec zerowe.
Interesuję się rozmaitą tematyką, jestem zafascynowany światem, jego bogactwem i różnorodnością
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Kultura