Przy tak postawionej tezie można się tylko zastanawiać dlaczego tak mało miejsc w Europejskich Pucharach dostaje ta najatrakcyjniejsza z Niemek, choć podobno sytuacja ta od nowego sezonu ma się zmienić. Otóż klubom niemieckiej Bundesligi, nie licząc Bayernu, raczej ciężko było w najnowszej historii osiągnąć jakiś sukces, który determinowałby zwiększenie liczby tychże drużyn w Europejskich rozgrywkach. Prawda dla niemieckiego kibica dość brutalna, ale co może powiedzieć Polak. Nie warto się rozwodzić. Ciekawszą sprawą jest natomiast to, które ligi na Starym Kontynencie, można rzeczywiście uznać za najlepsze i jakie ewentualnie kryteria brać pod uwagę, układając taki ranking.
W moim przekonaniu najważniejsze są przynajmniej dwie kwestie. Po pierwsze poziom rozgrywek. Czysty, realny poziom gry w piłkę nożną na boiskach danego kraju. Odpowiedzieć na pytanie, gdzie jest on najwyższy możemy oczywiście poprzez obserwację danej ligi, jednak wspomóc się można również statystykami osiąganych sukcesów przez kluby, powiedzmy w ostatniej dekadzie. I tak pierwszą trójkę stanowiłyby zapewne drużyny z Anglii, Hiszpanii i Włoch.
Jeśli chodzi o pierwsze miejsce w zestawieniu dla wyspiarzy, to trudno się nie zgodzić. To właśnie w Premiership ładowanych jest najwięcej pieniędzy, co sprawia, że na wyspach lądują najlepsi z najlepszych., co z kolei determinuje sam poziom rozgrywek. Oprócz tego niezwykłe zaangażowanie piłkarzy, które wynika poniekąd z najostrzejszego w Europie stylu gry, (może za wyjątkiem innych krajów wyspiarskich), a także niezwykle oddani kibice obecni w komplecie na wszystkich stadionach praktycznie w każdej kolejce, sprawia, że piłkarzom, nazjzwyczajniej w świecie, nie wolno jest grać słabo.
Dlaczego dyskryminuje tu jednak Primera Division oraz Serie A? To proste. W Hiszpanii, w przeciwieństwie do rozgrywek angielskich, o tytuł walczą tylko dwa kluby. Zarówno Real i Barcelona utożsamiane są, w moim przekonaniu błędnie, z tym co prezentują wszyscy piłkarze na Półwyspie Iberyjskim. A prawda jest oczywiście taka, że gra tych dwóch piłkarskich i finansowych potęg nijak się ma d tego co grają inne kluby w Hiszpanii, dlatego też jeśliby wyciągnąć średnią z całej stawki, to poziom Primera Division byłby bardziej porównywalny do rozgrywek we Francji niż w Anglii.
Podobnie jest we Włoszech. Tam jednak geneza zjawiska zaniżonego poziomu względem rozgrywek w Anglii jest nieco inna. Głównym problemem Włochów jest defensywny styl gry, który preferują, a więc to co przez lata nie podobało się kibicom oglądającym ich występy. Przeciętny Europejski kibic woli raczej obejrzeć żywy, szybki mecz z udziałem Manchesteru, czy Arsenalu niż męczyć się oglądając nawet derby Mediolanu albo Rzymu. Mimo że Włosi nadrabiają nieco swoim podejściem do tego sportu, traktując piłkę trochę jak religię, to w przeciwieństwie do Anglii nie przekłada się to zbyt widocznie na poziom ich gry.
Gdzie więc, biorąc pod uwagę sam poziom rozgrywek umiejscowić w rankingu Bundesligę. Uważam, że mimo iż Niemcy nie brylują raczej w ostatnich latach w Europejskich Pucharach, to poziom gry na boiskach tego kraju oceniłbym stawiając ich tuż za Anglią. Anglikom w rzeczy samej ustępują, co można dowieźć choćby porównując czołówki obu tych lig. Postępując tym samym sposobem w porównaniu z rozgrywkami w Hiszpanii, Niemcy nie wypadliby najlepiej (szczególnie rozumiejąc czołówkę jako dwa pierwsze miejsca). Wyższość poziomu piłkarskiego Bundesligi łatwiej jest zaobserwować po prostu obserwując mecze, kolejka po kolejce. Te na niemieckich boiskach wypadają o niebo lepiej niż na Półwyspie Iberyjskim. Można by powiedzieć, że odsetek ciekawych spotkań przypadających na kolejkę, czy rundę jest dużo wyższy u naszych zachodnich sąsiadów. Poziom gry w Niemczech nie jest jednak zdeterminowany jak u Anglików niebagatelną ilością pieniędzy ładowaną w ich ligę. Tutaj raczej decyduje podejście do piłki. Solidne, niemieckie, podejście, które sprawia, że w Niemczech piłkarze są produkowani a nie kupowani. Stosując niezwykłą dyscyplinę na treningach, mając bardzo dobrze rozwinięty scauting i prowadząc mądrą politykę transferową prezesi niemieckich klubów nie muszą martwić się o finansową kondycję klubu, a jednocześnie nie powodują tego, że ich drużyny odstają szczególnie poziomem od klubów z Premiership.
Drugim niezwykle ważnym kryterium oceny rozgrywek jest to, czy czy dana liga jest po prostu ciekawa i atrakcyjna. Można powiedzieć, że oprócz tego co dzieje się w tabeli po każdej kolejce, oraz przebiegu meczów, składową tej „ciekawości” jest opisany tu już poziom. Bo kto powie, że polska Ekstraklasa jest ciekawsza niż Bundesliga, nawet gdy walka o mistrzostwo Polski trwa do ostatniej kolejki, a każdy mecz jest bardziej dramatyczny i nieprzewidywalny od poprzedniego. Oczywistym jest, że poziom się liczy, jednak chciałbym się tutaj skupić raczej na tym, którą ligę po prostu najlepiej się ogląda i śledzi.
Weźmy więc Primera Division. Głównym mankamentem tej ligi jest fakt, że, o tytuł walczą tam zwykle dwa kluby. Pozostałe trzy może cztery, biją się o Ligę Mistrzów, zaś cała reszta kotłuje się gdzieś pośrodku, i właściwie nie do końca wiadomo czy walczy o Europejskie puchary czy broni się przed spadkiem. Ciekawie jest tylko wówczas gdy gra Real czy Barcelona, choć to również jest pewne nadużycie, gdyż w takich meczach nie trudno wskazać zwycięzce, niejednokrotnie jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Jedyne warte uwagi zjawisko to rywalizacja klubu ze stolicy z klubem z Katalonii. Prawdziwą ucztą dla kibica jest Gran Derbi, w którym na boisku w tym samym czasie podziwiać można czołówkę najlepszych kopaczy na świecie. Jednak poza tym generalnie nuda.
Trochę lepiej jest być może na drugim z piłkarskich Półwyspów w Europie. Liczba drużyn, które aspirują tam do mistrzostwa jest co prawda większa niż w Hiszpanii, jednak nie rzuca na kolana. Poza tym ciężko jest się przebić klubom spoza uznanej czołówki do pierwszej czwórki, co sprawia, że liga ta jest dość przewidywalna. Oprócz tego, jak już wcześniej wspomniałem, defensywny styl gry prezentowany przez większość klubów Serie A, jest dla niektórych po prostu nie do przetrawienia.
Analizując Premiership można powiedzieć, że liga ta jest atrakcyjna, właściwie nie patrząc na tabelę. Decyduje o tym styl gry, będący przeciwieństwem tego co obserwujemy na włoskich boiskach. Ostra i szybka gra do przodu, sprawia, że nawet jeśli grają ze sobą zespoły z dołu tabeli, to właściwie ciężko to zauważyć, a biorąc pod uwagę również atmosferę spotkania, można dojść do wniosku, że atrakcyjniejsze bywają mecze o utrzymanie w Anglii niż o mistrzostwo we Włoszech. W Anglii do faktów świadczących o atrakcyjności całej ligi dochodzi również to, że czołówka klubowa to nie dwa lub trzy kluby, ale co najmniej 6. W ostatnich sezonach dołączyły do niej Manchester City oraz Tottenham, które również mają ogromne aspiracje, w szczególności the Citizens.
Głównym więc rywalem Premiership o schedę w rankingu może być tylko Bundesliga. Poziom piłkarski obu lig został już podsumowany, więc warto zastanowić się nad tym która z nich jest tak naprawdę ciekawsza. Jeśli chodzi o czołówki to zarówno w Niemczech jak i Anglii są one wyklarowane dość wyraźnie, i jak już wspomniałem nie składają się z dwóch czy trzech klubów. Warto jednak zauważyć, że co jakiś czas, Bundesliga staje się bogatsza o jakiś klub, który nagle, a co ważniejsze nie oczekiwanie, zaczyna grać i rywalizować jak równy z równy z najlepszymi. Trudno nie wspomnieć tu o przyszłych mistrzach Niemiec z Dortmundu. Klubami godnymi uwagi, tylko w obecnym sezonie, są także Mainz oraz Hannover, a patrząc dwa sezony wstecz warto przypomnieć jak ligę szturmowała drużyna Hoffenheim. Zjawisko to jest raczej nie zauważalne w Anglii, gdzie klub chcący się przebić do elitarnego grona walczącego o mistrzostwo czy Ligę Mistrzów, musi podobnie jak Tottenham budować zespół kilka sezonów, lub jak w przypadku Manchester City dostać ogromny zastrzyk pieniędzy. Fakt ten sprawia, że Bundesliga jest bardziej nieprzewidywalna niż Premiership, a co za tym idzie pod tym względem - ciekawsza. Oprócz tego warto również porównać, parę zdań temu wychwalany przeze mnie styl gry Anglików, ze stylem Niemieckim. Tutaj również muszę przyznać, choć ocena może być już subiektywna, bowiem każdy może mieć inne preferencje, że lepiej wyglądają spotkania Bundesligi. Dzieje się tak ponieważ, w Niemczech naprawdę trudno jest znaleźć nudny mecz, zawsze coś się na boisku dzieje. W Anglii natomiast niestety zdarza się, iż walka bierze górę na samą grą, więcej jest wślizgów niż podań, brutalnych fauli niż strzałów na bramkę. Niekiedy takie spotkania bywają więc dość irytujące, jednak nie można powiedzieć, żeby było to powszechne zjawisko na wyspach.
Podsumowując więc, w mojej ocenie Bundesliga obecnie jest najciekawszą ligą w Europie i czystą przyjemnością jest jej śledzenie poprzez oglądanie większości spotkań. Smaczku dodaje również fakt coraz lepszej gry zwiększającej się tam rzeszy Polaków.




Komentarze
Pokaż komentarze (3)