JerubBaal JerubBaal
246
BLOG

Kapitalny mecz w Sevilli. Barcelona zatrzymana

JerubBaal JerubBaal Rozmaitości Obserwuj notkę 3

 

Biorąc pod uwagę czołówkę najlepszych lig w Europie, Estadio Ramón Sánchez Pizjuán stał się, bez wątpienia, areną najlepszego piłkarskiego widowiska mijającego weekendu. Mecz Sevilli z Barceloną mógł elektryzować kibiców, nie tylko z Hiszpanii, już na długo przed pierwszym gwizdkiem. Kapitalna atmosfera na stadionie, nadludzki wysiłek piłkarzy, kilka dramatycznych scen, masa strzałów i udanych akcji po obu stronach, to tylko niektóre czynniki które złożyły się na spektakl, dla którego warto śledzić Europejską piłkę nożną w tym sezonie.


 

Ale po kolei: czego obserwator Primera Division mógł spodziewać się jeszcze przed rozpoczęciem meczu? Oczywiście pełnej dominacji Blaugrany i rozpaczliwie broniących się gospodarzy. Mecz właściwie mógł być bliźniaczo podobny do spotkania z Arsenalem, w którym Anglicy przez większość czasu ograniczali się do przeszkadzania Katalończykom. W rzeczywistości jednak Sevilla okazała się być rywalem, który znacznie wyżej podniosła poprzeczkę Barcelonie, choć brnąc w porównania, warto dostrzec, że Arsenal grał na wyjeździe.


 

Po pierwszej połowie, mogłem sobie tylko pluć w brodę, dlaczego nie obstawiłem jej rezultatu u bukmacherów. Otóż przebiegła ona w 100% zgodnie z oczekiwaniami. Sevilla, raz lepiej raz gorzej, przeszkadzała, nie stwarzając przy tym ani jednej sytuacji i nie oddając ani jednego strzału. Barcelona natomiast: lepiej obejrzeć retransmisję, z reszta każdy wie o co chodzi. Nie da się praktycznie nie zachwycić grą Katalończyków w ostatnich miesiącach, ale nie o tym ta notka. Pierwsza połowa w jej wykonaniu to to, co najbardziej lubimy oglądać w jej wykonaniu. Pierwsza bramka, to bramka w stylu: każdy wie jaka będzie, ale nikt nie może zapobiec, czyli w roli głównej podający górną piłkę nad obrońcami Iniesta, dalej w polu karnym Alves i formalność Bojana. 0-1. Oprócz bramki wartym odnotowania i, trzeba przyznać, dość niecodziennym wydarzeniem pierwszej odsłony było nie uznanie przez sędziego prawidłowo zdobytej bramki Messiego z ... rzutu wolnego. Chyba sam sędzia nie wie dlaczego gola nie uznał, ale decyzji swojej cofnąć już nie mógł, i zawodnicy schodzili na przerwę przy wyniku 0-1, dzięki czemu była szansa na lepsze i bardziej wyrównane widowisko w drugich czterdziestu pięciu minutach. Dramatu w pierwszej połówce dopełnił jeszcze Messi, który tuż przed gwizdkiem na przerwę, dość porządnie się poobijał podczas ostatniej akcji, jednak zdołał się podnieść i wyjść na boisko po przerwie.


 

Nie jestem pewien czy w drugiej płowie Barcelona dalej grała z Sevillą, bowiem piłkarze w białych strojach wyszli na boisko delikatnie mówiąc jacyś inni. O ile Guardiola mógł w szatni swoich podopiecznych poklepać po plecach lub po pupie co mają niekiedy w zwyczaju trenerzy, choć częściej odnieść to można do drużyn żeńskich, nie koniecznie piłkarskich, o tyle trener gospodarzy dokonał cudu. Były fragmenty, że mecz toczyły ze sobą dwie równorzędne drużyny. Zanim to jednak nastąpiło - Sevilla wyrównała, i to w jej pierwszej akcji bramkowej w całym meczu! Akcję zaczął Rakitić do spółki z Kanute, który dał po przerwie kapitalną zmianę. Ten drugi prostopadle podał do najlepszego snajpera gospodarzy, który wypchnięty, po akcji praktycznie sam na sam, do linii końcowej dośrodkował na głowę ... najniższego, a zarazem najsprytniejszego na boisku Navasa, który głową (!) skierował futbolówkę do siatki. 1-1. Po ponad kwadransie Barcelona zaczęła jednak ponownie w tym meczu zyskiwać miażdżącą przewagę, jednak tym razem gracze z Sevilli bardzo groźnie kontratakowali. Ostatnie dwadzieścia minut spotkania, to mecz marzenie: groźne akcje pod obiema bramkami niemal co chwilę, poprzeczka Barcelony, zmarnowana "setka" Navasa, itd. dużo by tu jeszcze opisywać.


 

Piłkarsko, spotkanie, a zwłaszcza druga połowa stała na niezwykle wysokim poziomie. Niesmak wzbudzał jedynie sędzia, który nie dopasował swojego poziomu do poziomu piłkarzy, i raz po raz podejmował błędne i niekiedy dość dziwne decyzje, czego kulminacją był, wspomniany już, nieuznany gol Messiego, oraz niepodyktowany karny za faul na Bojanie. Nie ma jednak co żałować. Meczów w których Barcelona będzie strzelać po kilka bramek jeszcze zobaczymy, w tym sezonie zapewne multum, natomiast rzadko obejrzeć można mecz z jej udziałem, w której rywal tak dzielnie stawia opór, a przede wszystkim robi to skutecznie i zatrzymuje Dumę Katalonii.


 

JerubBaal
O mnie JerubBaal

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Rozmaitości