11 obserwujących
172 notki
116k odsłon
  440   4

Są granice żenady, idiotyzmu i kompromitacji. Ale nie dla Donalda Tuska.

image


Donaldowi Tuskowi nie przypadła do gustu inicjatywa PiS, by zaprosić europejskie partie prawicowe na szczyt w Warszawie. Lider PO wybrał cytat ze wspólnej książki napisanej z Anne Applebaum - uważa, że partia rządząca działa na rzecz Rosji. - W książce „Wybór” rozmawiamy z Anne Applebaum m.in. o „pożytecznych idiotach” Putina, w Polsce i Europie. To oni gościli w Warszawie na zaproszenie PiS - napisał na Twitterze Tusk, załączając cytat z książki. Kiedyś mawiało się ludzie listy piszą, teraz ludzie piszą książki. Po takich "literatach", jak Danuta Wałęsa w książki poszedł także Donald Tusk. I to po raz kolejny. Pierwsze owoce tej działalności (cały nakład) zakupił w całości Janusz Palikot chcąc wkupić się w łaski liberałów z Platformy. To był dobry ruch (oczywiście dla niego), bo dzięki temu znalazł się w Sejmie. Następna książka "Szczerze" tak sobie się sprzedaje, bo nie ma następców Palikota.  Niezrażony pisarz samozwaniec postanowił pójść dalej i wspólnie z panią Jabłkową, albo jak mawiają panią żoną Radkową, wydali wiekopomne dzieło o tytule 'Wybór".


Donald Tusk, jako znawca Putina i człowiek, którego rosyjski satrapa nigdy nie wykorzystał i nie zrobił w bambuko? Takie bajki można przeczytać w książce „Wybór” autorstwa Donalda Tuska i Anne Applebaum. Z wypowiedzi byłego premiera wynika, że jego głównym celem jest wyparcie. Psychologiczny mechanizm niedopuszczania do świadomości tego, w czym Tusk poległ z kretesem w konfrontacji z Putinem. A jeśli jest wyparcie, to także przeniesienie, a właściwie fantazja przeniesieniowa, czyli przerzucenie własnych wstydliwych doświadczeń na politycznego przeciwnika. Tusk uważa zapewne, że jest sprytny nie wspominając o zachowaniu Putina podczas jego własnej wizyty w lutym 2008 r. w Moskwie oraz tuż po katastrofie smoleńskiej. Opowiada więc o spotkaniu w Davos: „Spotkałem kiedyś Putina i byłem w lekkim szoku, kiedy usiedliśmy na jakichś krzesłach. To znaczy ja usiadłem, a on się niemal położył. Jednocześnie jego twarz i jego ręce mówiły: czuję się źle, niepewnie. Takim go zawsze widziałem: w środku spiętego, na zewnątrz nienaturalnie wyluzowanego, pozującego na kogoś zupełnie innego, niż jest”.


Wyparcie i fantazja przeniesieniowa są Tuskowi potrzebne, żeby ukryć własne klęski. Skądinąd w lutym 2008 r. w Moskwie Putin rozwalił się w fotelu niczym wielkorządca przed jakimś rabem. A Donald Tusk siedział wychylony do przodu, na krawędzi fotela, wystraszony i wyjątkowo defensywny. Putin natychmiast wyczuł jego słabość, dlatego bez mrugnięcia okiem zaproponował udział w rozbiorze Ukrainy, co było wyjątkowo skandaliczne. Na taki tupet Putin nie zdobywał się przed przywódcami, którzy w rozmowie z nim nie byli kłębkiem nerwów i strachu. Sam Tusk zresztą milczał po tej bezczelnej propozycji, choć powinien ją natychmiast nagłośnić. Zrobił to ówczesny szef MSZ, Radosław Sikorski, pytany o to przez „Politico”. Jak już Putin dowiedział się, jak wielkim gierojem jest Tusk, mógł to wykorzystać w 2010 r., po katastrofie smoleńskiej. Wszyscy pamiętają te zaciśnięte piąstki ówczesnego polskiego premiera i jego wzrok. Putin wiedział, że ma przed sobą człowieka słabego, którego może wykorzystać, jak chce. Tym bardziej że 10 kwietnia 2010 r. Donald Tusk przyleciał do Smoleńska fatalnie przygotowany. Nieobeznany z procedurami i rozwiązaniami prawnymi, jakie powinno się stosować w wypadku takiej katastrofy. Bez choćby cienia analizy spodziewanej strategii Rosjan oraz tego, jak nie dać się im wyrolować.


Donald Tusk rozmawiając z Anne Applebaum wyjawia, że wiedzę o Rosji i Putinie czerpie m.in. z serialu „Homeland”. Oglądając serial „Homeland” Tusk lepiej zrozumiał aferę z ujawnieniem „korespondencji sztabu Hillary Clinton, czy ‘naszą” aferę podsłuchową”, a także „bunt Katalonii, czy protesty ‘żółtych kamizelek’”. I zrozumiał „wsparcie dla antyszczepionkowców w Polsce i w całej Europie”. Szkoda, że gdy był premierem, nie zrozumiał, choć sam się na to zgodził, jak generał Janusz Nosek, ówczesny szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego, daje się robić w bambuko podpisując tajną umowę o współpracy z Federalną Służbą Bezpieczeństwa Rosji (w maju 2013 r.). Albo jak Radosław Sikorski zaprosił we wrześniu 2010 r. szefa MSZ Rosji, Siergieja Ławrowa, by dokształcał polskich ambasadorów. Kto by tam pamiętał, że za rządów Tuska i po katastrofie smoleńskiej był on przez rosyjskie media nazywany „naszym człowiekiem w Warszawie”. To zapewne dla zmyły, żeby tego wielkiego przeciwnika Rosji skompromitować. A obecnie Łukaszenka chwali Tuska jako polityka, z którym można się porozumieć, w przeciwieństwie do Andrzeja Dudy i Jarosław Kaczyńskiego, którzy zagrażają miłującym pokój Putinowi, oraz jego pomocnikowi. Też dla zmyły. Są granice żenady, idiotyzmu i kompromitacji. Ale nie dla Donalda Tuska.



Obrazy wykorzystywane wyłącznie jako prawo cytatu w myśl art. 29. Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Lubię to! Skomentuj19 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka