50 obserwujących
207 notek
289k odsłon
1933 odsłony

Jak się pozbyć złego rządu?

Wykop Skomentuj60

 

Politolog brytyjski, Michael Pinto-Duschinsky, profesor Uniwersytetu w Oxfordzie, przeanalizował wyniki wyborów parlamentarnych, jakie w okresie od roku 1945 do 1999 odbyły się  w siedmiu krajach uważanych za „dojrzałe demokracje”, a więc w Niemczech, Japonii, Włoszech, Szwajcarii, Belgii, Holandii i Szwecji. W artykule zatytułowanym „Send the rascals packing: Defects of proportional representation and virtues of the Westminster Model” (Niech łobuzy pakują manatki: wady systemu proporcjonalnego i zalety modelu westminsterskiego) wykazał, że obywatele tych krajów w badanym półwieczu 103 razy szli do wyborów parlamentarnych, ale tylko w 6 przypadkach, a więc mniej niż 6% wszystkich, w wyniku wyborów doszło do zmiany koalicji rządzącej! Jest to wniosek tym bardziej ciekawy, że dotyczy takich krajów, jak Włochy, gdzie w tym samym czasie rządy zmieniały się częściej niż raz na rok, były to jednak zawsze przetasowania w ramach rządzących elit, bez udziału wyborców. Przeciwnicy wyborów w jednomandatowych okręgach wyborczych (JOW) często wysuwają „argument straconego głosu”, że jakoby wybory takie zmuszają wyborców do oddawania głosów nie na tych kandydatów, którzy im się podobają, tylko na tych, którzy – ich zdaniem – mają największe szanse. Jeśli tylko 6 razy na 103 obywatelom udało się przy pomocy kartki wyborczej zmienić układ rządzący, to Pinto-Duschinsky konkluduje, że w systemie „wyborów proporcjonalnych” całe wybory są stracone i wyborcy niepotrzebnie fatygują się do urn! Jak pokazuje doświadczenie, w krajach, w których wybory odbywają się w brytyjskim (westminsterskim) systemie wyborczym, przeciętnie co drugie wybory przynoszą zasadniczą zmianę partii rządzącej.

 

Triumf wyborczy Donalda Tuska i status quo

 

Polskie wybory parlamentarne 9 października 2011 w pełni tę konkluzję brytyjskiego politologa potwierdzają. Porównajmy wyniki wyborów z roku 2007 z ostatnimi.

 

partia

% głosów 2007

Ilość

mandatów

% głosów 2011

Ilość

mandatów

Zmiana % głosów

Zmiana liczby mandatów

PO

41,51

209

39,18

207

-2,33

-2

PSL

8,91

31

8,34

28

-0,55

-3

PiS

32,11

166

29,89

157

-2,22

-9

SLD

13,15

53

8,24

27

-4,81

-26

MN

0,2

1

0,19

1

-0,01

0

Ruch Palikota

-

-

10,02

40

+10,02

+40

pozostali

4,14

0

4,3

0

+0,16

0

 

Wynik ten ogłoszony został jako wielki triumf Platformy Obywatelskiej i rządzącej koalicji PO-PSL. Jak widzimy z powyższej tabeli koalicja zmniejszyła swój stan posiadania z 240 mandatów poselskich w roku 2007 do 235, aczkolwiek daje jej to nadal bezwzględną większość w Sejmie. Jednakże, kiedy dodamy procenty głosów poparcia, to zauważymy, że większość biorących udział w wyborach, dokładnie 52,48%, głosowała PRZECIW tej koalicji! W liczbach bezwzględnych wygląda to nie najlepiej: na 14,9 mln głosujących (frekwencja wyborcza wyniosła zaledwie 48,92%), ZA koalicją głosowało 6,4 mln; PRZECIW 7,8 mln i 0,7 mln oddało głosy nieważne. Mamy zatem 8,5 mln głosujących, którym się koalicja specjalnie nie podoba i jedynie 6,4 mln , którzy ją poparli. 6,4 mln to zaledwie 21% wszystkich polskich wyborców, więc te surmy triumfalne są trochę na wyrost. Wszystko to potwierdza konkluzję Michaela Pinto-Duschinsky’ego, że tak czy siak, mamy status quo, a więc wyborcy mogli równi dobrze pozostać w domach.

 

Ale pojawiła się rezerwa strategiczna!

 

Tą rezerwą jest Ruch Palikowa, formacja wypromowana w ciągu kilku miesięcy przez intensywną kampanię medialną. Socjotechnicy Platformy zdają sobie sprawę, że tzw. ordynacja proporcjonalna jest mechanizmem, który preferuje podział, a więc, że często się opłaca podzielić na dwa ugrupowania –pozornie konkurujące – bo w efekcie można zdobyć więcej mandatów. I tak Janusz Palikot, poseł PO od roku 2005, wiceprzewodniczący jej Klubu Parlamentarnego i członek Prezydium PO, na początku roku 2011 wystąpił z partii, oddał mandat parlamentarny i ogłosił założenie nowej partii. Inicjatywa ta była a la longue wspomagana hałaśliwą kampanią medialną, nagłaśniająca wulgarne i prostackie prowokacje Palikota.

 

Nie ma wątpliwości, że Janusz Palikot, milioner i producent wódek, jeszcze kilka miesięcy temu jeden z czołowych polityków Platformy, to bezideowy i cyniczny prowokator. Studiował filozofię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i karierę polityczną zamierzał rozwijać jako przedstawiciel nurtu chrześcijańskiego pod skrzydłami Kościoła. Zainwestował pieniądze w wydawanie chrześcijańskiego (katolickiego?) tygodnika „Ozon”, tworząc środowisko „Czterech R: Religia, Rodzina, Rozsądek i Rynek”. W jego piśmie publicystami byli katoliccy celebryci, jak np. uchodzący za osobistego przyjaciela Jana Pawła II prowincjał Zakonu O.O. Dominikanów w Polsce Maciej Zięba i inni. Dzisiaj, zaraz po wyborach, pierwszym żądaniem Ruchu Palikota jest usunięcie krzyża z Sali Plenarnej Sejmu RP! Od razu też oświadczył, że jego Ruch będzie sojusznikiem Platformy Obywatelskiej i, na dodatek, całkowicie bezinteresownym, bo nie będzie się domagał żadnych stanowisk w rządzie! To jest altruizm wprost niesłychany w świecie politycznym. Jedyny przypadek podobnego altruizmu dał nam ongiś Sekretarz Generalny SLD Krzysztof Janik, który, na konferencji Ruchu JOW w Tarnowie, zapewnił nas, ze gdyby wprowadzono JOW, to SLD wziął by co najmniej 420 mandatów w Sejmie, a nie czyni tego tylko dlatego, że SLD nie jest partią samolubną i chce, żeby inni też mieli udział we władzy!

Wykop Skomentuj60
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale