W dniu 10 kwietnia 2010 roku prezydencki samolot TU-154 rozbił się pod Smoleńskiem.
Na pokładzie znajdowało się 96 osób: Prezydent PR Lech Kaczyński, jego żona Maria, Prezydent Ryszard Kaczorowski, politycy wszystkich partii parlamentarnych, generałowie, biskupi trzech najważniejszych kościołów chrześcijańskich działających w Polsce, szefowie najwyższych polskich urzędów i instytucji, działacze społeczni, funkcjonariusze ochrony, załoga samolotu. Lecieli aby w imieniu niepodległej Polski oddać hołd oficerom polskiej armii pomordowanym 70 lat wcześniej przez sowieckie państwo rękami zbrodniarzy z NKWD.
Wszyscy zginęli.
Kto i w jakim zakresie ponosi odpowiedzialność za tą tragedię długo jeszcze się nie dowiemy. Dzisiaj, po roku od zdarzenia, możemy natomiast opisać zupełnie absurdalną sytuację jaka powstała wokół katastrofy.
Jak napisałem wcześniej, Ci których straciliśmy pod Smoleńskiem, wywodzili z różnych środowisk, reprezentowali różne obszary polskiego życia publicznego, należeli do różnych wyznań. Biorąc pod uwagę wiele innych niekwestionowanych okoliczności wypadku, wydawało się, że ten fakt spowoduje po pierwsze – powszechny szacunek do ofiar, po drugie powszechne będzie dążenie do pełnego wyjaśnienia sprawy.
Tymczasem pamięć po tych, których straciliśmy jest systematycznie szargana przez najbardziej wpływowe media, polityków, kabareciarzy, ale też wyrażane w różnych okolicznościach ?głosy ludu?. Jeżeli chodzi o wyjaśnianie okoliczności wypadku to ilość matactw, niedomówień, zwykłych kłamstw i absurdów jakie są przekazywane opinii publicznej łamie wszelkie granice jakie powinny obowiązywać w demokratycznym państwie.
Widzę dwa powody tego stanu rzeczy. Pierwszy to fakt, że w sprawa na charakter polsko - rosyjski. Premier Donald Tusk chwilę po katastrofie oświadczył ,że jego główną troską jest, aby to co wydarzyło się na lotnisku nie zaszkodziło stosunkom polsko - rosyjskim. No cóż po takiej deklaracji zrobić z faktami wskazującymi na błędy i zaniedbania po tamtej stronie? Ukryć, przeinaczyć, zamieść pod dywan, przykryć propagandowym szumem? Widzieliśmy i widzimy wszystko naraz.
Drugi powód to to, że środowiska zaślepione nienawiścią do śp. Lecha Kaczyńskiego oraz Prawa i Sprawiedliwości uczyniły w swoim przekazie tą ogólnonarodową tragedię ponurym, złośliwym, krwiożerczym i bratobójczym manewrem Jarosława Kaczyńskiego, który ma pomóc powrócić PiS do władzy.
Strach i nienawiść powodują, że doszliśmy do absurdu gdy przypominanie o Smoleńsku jest traktowane jako z pis-owska propaganda, znicze spod pałacu prezydenckiego na Karkowskim Przedmieściu muszą być usunięte zanim się wypalą, a różni "eksperci" plotą bzdury których przykro słuchać, natomiast MAK drwi z nas w żywe oczy.
Dziwne doprawdy, że stojący na czele rządu historyk nie rozumie, że tak właśnie powstaje wielka legenda tych co pod Smoleńskiem...


Komentarze
Pokaż komentarze (3)