Miło będzie pomyśleć, że będą tacy, którzy ten renesans przeżyją na własnej skórze. Przeżyją to, kiedy profesorska skóra będzie – w tych okropnych Niemczech rzecz jasna – całkowicie bezpieczna. Nie będzie wystawiona na może i ciekawe, ale w sumie bardzo ryzykowne eksperymenty .
W pokoleniu mojej babci miałem kiedyś przezacnego wuja, który niestety od kilkunastu lat nie żyje. Był człowiekiem niezwykłej wprost uczynności i dobroci, ale też – porywczego charakteru. Od II Wojny Światowej mieszkał za granicą i choć zdanie o panującym w PRL – u ustroju wydawał się mieć wyrobione, to jednak od czasu do czasu zdawał się być niezwykle podatny na pewne drobne elementy komunistycznej propagandy. Czasem przyjmował je nawet – co było dość zaskakujące – dużo łatwiej niż ci, którzy tej propagandzie byli na co dzień poddani.
Pamiętam, że kiedyś, jadąc przez małą miejscowość, zobaczył grupę młodych chłopaków jadących na motocyklach, co skomentował zaskakującym stwierdzeniem: „A widzisz, kiedyś to tylko panicz ze dworu miał motocykl”. Byliśmy wszyscy tym stwierdzeniem bardzo zdziwieni. Wręcz wprawiło to nas wszystkich w osłupienie. Pamiętam, że nawet ktoś – i chyba był to mój ojciec – skomentował to jako postawę charakterystyczną dla pewnej części emigracji polskiej w czasach PRL – u. Bardziej zresztą tej emigracji zarobkowej, niż politycznej. Postawę, że choć nie ma się złudzeń co do komunizmu i wybiera się życie w innym ustroju, to jednak miło sobie czasem pomyśleć, że gdzieś na świecie istniej kraj, w którym naprawdę wprowadza się w życie idee „sprawiedliwości społecznej„. Na własnej skórze lepiej tego nie doświadczać, bo to może być niebezpieczne, ale sama myśl, że ustrój prawdziwej sprawiedliwości testują gdzieś na swojej skórze inni, jest w sumie uczuciem przyjemnym. Tyle rodzinnego komentarza do wydarzenia Sprzed lat. Rodzinnej anegdotki.
Co to wszystko ma wspólnego z profesorem Zdzisławem Krasnodębskim? Otóż gdy przeczytałem jego ostatnią wypowiedz dla mojego ulubionego portalu, jak to rząd Tuska chodzi na rosyjskiej smyczy, to pomyślałem sobie właśnie o tej dawnej rodzinnej, historii: (http://wpolityce.pl/wydarzenia/38955-trzy-pytania-do-prof-krasnodebskiego-rzad-donalda-tuska-ma-rosyjska-smycz-na-szyi-pozostaje-pytanie-w-jaki-sposob-mu-ja-zalozono). Że chyba działa u niego ten sam, dziwny mechanizm. Że miło jest popierać PiS. Miło jest na jego rzecz agitować. Miło jest – przy pomocy pióra – czynić heroiczne wręcz wysiłki by powrócił on do władzy. I pewnie równie miło będzie – gdyby nie daj Boże tak się stało – opiewać jego znamienite rządy, prawdziwy renesans patriotyzmu i polskości. Będzie bardzo miło, ale tak na wszelki wypadek pewnie lepiej, wygodniej i bezpieczniej jest robić to z Bremy. Miło będzie pomyśleć, że będą tacy, którzy ten renesans przeżyją na własnej skórze. Przeżyją to, kiedy profesorska skóra będzie – w tych okropnych Niemczech rzecz jasna – całkowicie bezpieczna. Nie będzie wystawiona na może i ciekawe, ale w sumie bardzo ryzykowne eksperymenty .
Tu polityka zaczyna swój dzień www.300polityka.pl



Komentarze
Pokaż komentarze (27)