Wygląda więc na to, że Europoseł chyba postanowił niestety poszukać chwilowego poklasku. I robi to ucząc swoich samorządowców przynajmniej obchodzenia prawa. Trochę mnie to smuci, bo bardzo go lubię, ale aż samo nasuwa się pytanie: czy Sławomir Nitras jest jeszcze konserwatystą?
Media donoszą, że szczecińscy radni PO zbierają podpisy pod projektem dofinansowywania procedury in vitro przez tamtejszy samorząd (http://wiadomosci.wp.pl/kat,8311,title,Projekt-radnych-PO-gminnego-programu-dofinansowania-metody-in-vitro,wid,15064751,wiadomosc.html). Dla mnie to oczywiście informacja smutna, choć nie zaskakująca. Zdaję sobie sprawę, że mój pogląd, aby jej po prostu zakazać, jest w Platformie poglądem zdecydowanie mniejszościowym. Nawet ci, którzy opowiadają się tylko za jej radykalnym, prawnym ograniczeniem, też do takiej – chociaż większej niż ja – mniejszości należą. Jeśli więc coś mnie w tej kwestii dziwi, to dziwią mnie dwie rzeczy:
Pierwsza jest taka, że jednak ci radni – zaraz po częstochowskich - się na to decydują. Rozumiem, że Szczecinianinem jest, bardzo lubiany przeze mnie, minister Arłukowicz. Że przy jego pomocy różne – nazwijmy to tak – „dyskomforty prawne” – mogą być mniejsze. Mogą być mniejsze, ale przecież są. Przypomnę tylko opinię profesora Andrzeja Zolla, że tej sprawy – inaczej niż choćby chce tego Premier – po prostu nie da się uregulować rozporządzeniem. I przypomnę jeszcze większe wątpliwości – tej samej natury – czy samorząd ma prawo działać w tej materii?
Przyjmijmy jednak na chwilę, że pomysł taki nie jest błędny prawnie sam w sobie. Jeśli nie jest, to jednak jedno można o nim powiedzieć z całą pewnością: on niestety uczy obywateli obchodzenia prawa!
I tu dochodzimy do drugiego mojego zdziwienia. Do zdziwienia nad zaangażowaniem się w tę sprawę europosła Nitrasa. Szczecin – mogę jeszcze zrozumieć. Toż to matecznik Ministra Zdrowia. On zawsze miał taki pogląd w tej sprawie. Radni – mogli po prostu ulec w tu jego sugestii. Ale Nitras?
Europoseł uchodził przecież dotąd raczej za konserwatystę czyli za osobę, z natury rzeczy – mniej lub bardziej - wobec tej metody ostrożną. Jego włączenie się w akcję szczecińskiego samorządu w tej sprawie oznacza więc nic innego jak jawną, polityczną manifestację. Manifestację tego, że w tej sprawie ma – ujmijmy to tak – bardzo „nie konserwatywny” pogląd. No dobrze. Zaskakujące, ale przecież – wolno mu.
Jest jednak i sprawa druga. Jest owo – wspomniane przeze mnie powyżej – uczenie obywateli obchodzenia prawa. Jeśli, jako konserwatysta, Sławomir Nitras jest jednak za in vitro, to raczej na forum polskiego Sejmu i Europarlamentu powinien intensywnie lobbować na rzecz tworzenia ram prawnych dla szerokiej dostępności dla tej metody. Nie mam w tej sprawie zbyt głębokiej wiedzy, ale raczej wydaje mi się, że tak się nie dzieje.
Wygląda więc na to, że Europoseł chyba postanowił niestety poszukać chwilowego poklasku. I robi to ucząc swoich samorządowców przynajmniej obchodzenia prawa. Trochę mnie to smuci, bo bardzo go lubię, ale aż samo nasuwa się pytanie: czy Sławomir Nitras jest jeszcze konserwatystą?
Tu polityka zaczyna swój dzień:www.300polityka.pl



Komentarze
Pokaż komentarze (24)