spotkanie "Plan dla Polski", Opalenica, 7 grudnia 2012.
spotkanie "Plan dla Polski", Opalenica, 7 grudnia 2012.
Jan Filip Libicki Jan Filip Libicki
1551
BLOG

Spotkania PiS, spotkania PO

Jan Filip Libicki Jan Filip Libicki Polityka Obserwuj notkę 36

  

W 2007 roku byłem szefem poznańskiego PiS-u. I na spotkaniach z Jarosławem Kaczyńskim też były tłumy. Tłumy działaczy PiS, zwiezionych z sąsiednich województw, opłaconymi za partyjne pieniądze autobusami. Wiem, bo sam brałem w tym udział. Kiedy więc widzę, jak owi najprawdziwsi i najpokorniejsi zestawiają te dwa fakty, to nieśmiało sięgam do swojej pamięci. Sięgam, by wskazać im, że taka może być różnica między spotkaniami PiS, a spotkaniami PO.
 
„Najsilniejszy portal po stronie prawdy” zajmuje się spotkaniami Platformy Obywatelskiej. Spotkaniami, które od kilku tygodni członkowie Klubu Parlamentarnego PO organizują w terenie (http://wpolityce.pl/wydarzenia/42350-kto-popiera-partie-rzadzaca-nam-wychodzi-ze-tylko-aparatczycy-wielka-klapa-akcji-propagandowej-po-pustki-na-spotkaniach).
 
 Idzie o to, że na owe spotkania przychodzi niewiele osób. Ja do tej pory odbyłem takich spotkań trzy i było na nich odpowiednio 27, 14, 13 osób. Może było to niewiele, ale ci ludzie autentycznie chcieli się ze mną spotkać. To cenne. Mogliśmy spokojnie porozmawiać.
        
Równolegle, kilka dni temu na tym samym portalu przeczytałem jak to na spotkania z Jarosławem Kaczyńskim walą tłumy. Zresztą do powyższej informacji, o rzekomej kiepskiej frekwencji na spotkaniach PO, podlinkowana jest notka właśnie o tłumach, które gromadzi Kaczyński. Otóż pozwolę sobie nieśmiało, rozgrzanym do czerwoności własną niepokornością redaktorom portalu, przypomnieć dwa skromne fakty.
        
Pierwszy jest z roku 1992. Wtedy to Antoni Macierewicz, na spotkaniach po „nocy teczek”, gromadził tłumy. Dosłownie szpilki nie dało się wcisnąć. Kiedy jednak doszło do wyborów rok później, Ruch Macierewicza osiągnął jakiś mikroskopijny wynik wyborczy. Dlaczego? Otóż dlatego, że na te spotkania z obecnym szefem Zespołu Smoleńskiego przychodzili po prostu wszyscy jego wyborcy. To nie była reprezentatywna próbka. To była całość jego ówczesnego elektoratu.
        
I uwaga druga. W 2007 roku byłem szefem poznańskiego PiS-u. I na spotkaniach z Jarosławem Kaczyńskim też były tłumy. Tłumy działaczy PiS, zwiezionych z sąsiednich województw, opłaconymi za partyjne pieniądze autobusami. Wiem, bo sam brałem w tym udział. Kiedy więc widzę, jak owi najprawdziwsi i najpokorniejsi zestawiają te dwa fakty, to nieśmiało sięgam do swojej pamięci. Sięgam, by wskazać im, że taka może być różnica między spotkaniami PiS, a spotkaniami PO.
 
 
Tu polityka zaczyna swój dzień www.300polityka.pl
 
 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (36)

Inne tematy w dziale Polityka