jlv2 jlv2
352
BLOG

Trochę o demokracji Rzymu (cz. I).

jlv2 jlv2 Kultura Obserwuj notkę 4

Podzielę to co najmniej na dwie części. Po prostu wiedza o Rzymie jest dużo większa, a nie chciałbym robić wpisu na kilka- czy kilkanaście ekranów. Nawet wedle samych Rzymian demokracji to oni na początku nie mieli. Ostatecznie rządził tam Romulus, który zabił swego brata Remusa za przekroczenie bez jego zgody granic miasta. Ta legenda utożsamiała w oczach Rzymian zasadę, że państwo nie może mieć dwóch władców. Dlatego, kiedy Neron otruł swego brata (przyrodniego) Brytannika, to choć wszyscy współczuli małolatowi, to ta legenda usprawiedliwiała w oczach Rzymian czyn Nerona.

W każdym razie po okresie mitycznym był jak najbardziej historyczny okres królewski. Rzymem rządzili królowie. Co najmniej o kilku można wnioskować, że były postacie historyczne. Wydaje się, że większość z nich rządziła nie jako samodzielni władcy, ale z nadania Etrusków. W każdym razie skończyło się tym, że w końcu Rzymianie wygnali swojego ostatniego króla Tarkwiniusza Pysznego. Jego postępki tak zmierziły Rzymian, że od tej pory tytuł król (rex) był znienawidzony nad Tybrem.

Już za czasów królewskich społeczeństwo, jak zresztą wszędzie wtedy w świecie antycznym zgrubsza składało się z patrycjuszy, czyli jakby arystokracji i z plebejuszy, czyli gminu. Proszę pamiętać, że Rzym ówczesny to samo miasto i niewiele wiosek okolicznych. Mimo, że Rzym leżał wtedy niemalże na zadupiu ówczesnego świata, to jednak wiedzieli tam, co się w szerokim świecie dzieje dzięki różnym miastom-koloniom greckim.

Cechą, która wykształciła się jeszcze w czasach królewskich było pojęcie klienteli. Oto bowiem plebejusze, którzy sami nie potrafiliby sobie dać rady z np. problemami prawnymi, a nie stać ich było na wynajęcie prawników zwracali się z prośbą do któregoś z rodu patrycjuszy o pomoc. Początkowo (ok. 500 r. p.n.e.) rodów patrycjuszowskich było dość sporo (ok. 50), więc był wybór. Ceną za takie wsparcie  było zajmowanie przez plebejusza takiego stanowiska w sprawach publicznych, jakiego wymagał patrycjusz.

Po wyganiu króla zebranie patrycjuszy, zwane Senatem, stanowiło najwyższy organ państwy. Czyli zasadniczo była to demokracja arystokratyczna. Decydował na początku Senat. Ponieważ senatorów trochę było tzw. bieżączką zajmowało się najpierw dwóch wybieranych z tego grona ludzi, zwanych pretorami (praetores - zwierzchnicy). Wkrótce potem słowo pretor określało zupełnie co innego, zaś najwyższą władzę w państwie sprawowało dwóch konsulów (consules - koledzy). Sprawowali władzę przez rok, a ich zakres uprawnień, tzw. imperium były identyczne. Zatem każdy mógł bez problemu zablokować decyzje drugiego. Już samo to (oprócz rocznej kadencji) ograniczało ich władzę, która nie była absolutna, bo zawsze był ten drugi. W praktyce rzecz jasna jakoś się dzielili obowiązkami i bez istotnych przyczyn jeden drugiemu starał się nie wchodzić w drogę. Ciekawostka. Z czasów królewskich do końca Imperium konsulom przysługiwała purpurowa toga tylko na czas jakichś uroczystości państwowych (oficjalnych). Na co dzień nosili togi z purpurowym szlakiem (purpura była wtedy chyba w całym antycznym świecie kolorem królów), tzw. tunica praetexta. Mieli też przywilej korzystania ze specjalnego krzesła kurulnego z kości słoniowej (sella curulis) i przysługiwał im orszak z 12 liktorów na każdego. Liktorzy nieśli przed nimi 12 fasces (takie pęki rózeg, czasem z toporami). Dowodzili też osobiście wojskiem. Początkowo było tak, że na wojnę mógł iść tylko jeden konsul, ale narastająca gwałtownie aktywność militarna Rzymu spowodowała szybko sytuację, że i ich dwóch było czasami za mało. Co ciekawe, konsulowie po królach nie dostali władzy religijnej. Tę funkcję przejęli kapłani państwowi (rex sacrorum), z których na pierwsze miejsce wysunął się dożywotni kapłan najwyższy (pontifex maximus - nota bene jeden z tytułów papieżą). Konsulowie mieli też władzę nad sądownictwem, zwłaszcza karnym, ale szybko te obowiązki przejęli od nich mianowani najpierw przez nich, a potem niezależnie od nich kwestorzy. Do obowiązków kwestorów należała też opieka nad skarbem państwa (aerarium), ulokowanym w zbudowanej obok Forum świątyni Saturna. Teoretycznie plebejusze na początku mogli zostać konsulami, ale szybko patrycjusze w praktyce to uniemożliwili.

Tu warto nadmienić, że w sytuacjach szczególnych, nadzwyczajnych, obaj konsulowie mogli złożyć swą władzę na ręce dyktatora (dictator). Widać to było po tym, że przed dyktatorem szło 24 liktorów z fasces zawsze z toporami. Tyle, że dyktator miał tylko półroczną kadencję, a o ile szybciej zażegnał niebezpieczeństwo, to i krótszą. Dyktator miał obowiązek natychmiast powołać naczelnika jazdy (magister equitum). Konsulowie swej władzy nie tracili w takim przypadku, ale podlegali pod dyktatora.

Oczywistym jest, że szło to ślicznie w kierunku oligarchii patrycjuszy. W Rzymie stało się inaczej. Plebejusze szybko zawiązali swoją organizację w obronie swoich interesów. Kiedy dogadanie się "po dobroci" zawiodło, zastosowali strajk generalny (secessio). Po prostu zagrozil opuszczeniem Rzymu i odmową służby wojskowej. Tradycja mówi o 5 secesjach, ale chyba nie wszystkie są historyczne. Pierwsza miała miejsce (tradycyjnie) w 494 r. p.n.e., kiedy plebejusze wynieśli się na wzgórze Mons Sacer, ok. 6 km. od Rzymu. Wtedy miał powstać urząd trybuna ludowego. Nawet, jak to nie uznamy za fakt historyczny, to w rezerwie jest druga secesja z 471 roku. Trybuni ludowi (pomysł wzięty z trybunów wojskowych (tribuni militari) formalnie urzędnikami na początku nie byli. Byli za to nietykalni (sacrosancti). Zaatakowanie trybuna przez patrycjusza mogło poskutkować za świętokradztwo i tym samym zwolnić plebejuszy od posłuszeństwa. Potem się to sformalizowało po ustawie lex Publilia. Trybun ludowy miał prawo zablokować każdą uchwałę Senatu. Początkowo było ich kilku, potem ustabilizowało się na 12 trybunach. Trybunami nie mogli być z założenia patrycjusze.

Próbowano to jakoś złożyć do kupy, spowodowano, że powstała specjalna komisja, mająca ustanowić prawa (spisać prawa zwyczajowe). Nie obyło się bez zamieszek, ale powstał (po kolejnej secesji) tzw. Kodeks XII Tablic. Kodeks ten nigdy nie został uchylony, przetrwał do końca państwowości rzymskiej. Najpierw nic w nim nie poprawiano, bo nie było co, potem to była wręcz świętość narodowa i ten, kto by się odważył wystąpić z wnioskiem o jego uchylenie chyba by żywy z tego nie wyszedł. Zakres Kodeksu był szeroki i wąski równocześnie, zależy od kwestii. Jedną rzecz zrobiono dziwną: zakazano małżeństw między patrycjuszami a plebejuszami, co wytworzyło zamkniętą klasę patrycjuszy.
Jednak sam fakt, że zaczęto regulować to prawnie spowodował, że plebejusze sukcesywnie zyskiwali. Między innymi przysługiwało pokrzywdzonym prawo odwołania się do opinii ludu rzymskiego. Jeżeli uchwała ludu (plebiscita) uznała rację odwołującego się, to ta decyzja miała moc prawa. Jeżeli zaś urzędnicy magistratury (władz) zastosowali przymus wobec kogoś, kto nie wykonał ich poleceń, to istniało prawo odwołania się od takiej decyzji (zwało się to provocatio) do opinii ludu. Były zmiany różne, ale to nie podręcznik historii

Jak widać, wiele nazw łacińskich (dlatego je zamieściłem) dziwnie się nam dziś kojarzy w języku polskim.
Stanęliśmy na tym, że po wygnaniu króla Rzymianie, podzieleni na dwie klasy potrafili się jakoś rządzić sami i nie dopuścili do dominacji arystokracji. Z jednej strony Senat i konslulowie, z drugiej trybuni ludowi, potem już formalnie legalni.

jlv2
O mnie jlv2

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Kultura