0 obserwujących
49 notek
56k odsłon
  565   0

Korwi jołki połki

Od ogłoszenia wstępnych wyników wyborów do Europarlamentu nastała nowa moda. Moda szkodliwa, bo tradycyjnie nic nie wnosząca do debaty publicznej. Niemniej trudno jej się oprzeć. Nawet ja nie podołałem, co udowadniam niniejszym tekstem.

Otóż chodzi o dość nieoczekiwany wynik partii spod loga Kongresu Nowej Prawicy. Media zachłystują się liderem spijając z jego ust każdą bzdurę, jaką raczy z siebie wydać. A czy mówi coś konkretnego? Nie. Na tę chwilę odnoszę wrażenie, że Janusz Korwin-Mikke nie jest nawet członkiem swojej partii, co dopiero jej szefem. A to za sprawą czegoś, co już zaczyna śmieszyć. Otóż praktycznie każda jego wypowiedź jest kwitowana przez członków KNP per "to jest prywatna opinia pana Korwina-Mikke". Wynikałoby z tego, że przeszło dziewięćdziesiąt procent przekazu medialnego KNP, to są prywatne opinie szefa partii, od których wspomniana partia się mniej lub bardziej odcina.

Śpieszę wyjaśnić tzw Korwinowcom, że poglądy pana JKM nie są jego prywatnymi od momentu, gdy został szefem waszej partii. Polityk jest sumą swoich poglądów. Cokolwiek powie i choćby nie wiem, jak mocno chłopcy i dziewczęta z KNP od jego słów odcinali, to będzie postępował zgodnie z nimi. Czy to w kwestii gwałtów, czy pedofilii, czy stosunku do Putina. Jeśli ktoś uważa inaczej to jest naiwny, patologicznie naiwny. Zasłanianie się dziwnie pojmowaną "wolnością" nie ma tu nic do rzeczy, bo człowiek uważający, że kobiety tak trochę chcą być gwałcone będzie miał określony i łatwy do przewidzenia stosunek zarówno do samych ofiar gwałtów, jak i do stanowionego w tym zakresie prawa. Taki, z którym cywilizowany człowiek nie chce mieć nic wspólnego.

W dodatku, jeśli do słów szefa trzeba notorycznie pisać instrukcję obsługi, wyjaśnienia, odcinać się itede, to znaczy, że coś jest nie tak. Bardzo nie tak.

W tym miejscu pojawia się kolejny argument jakoby stawiający JKM w pozytywnym świetle. Otóż (jakoby) ma on od kilkudziesięciu lat głosić to samo. Czy tak jest, nie wiem. To raczej temat na pracę doktorską i analizować tego nie zamierzam. Przyjmę, że jego stronnicy wiedzą, co mówią i piszą.

Oczywistym jest dla mnie, że taka postawa może robić wrażenie na nasto- i dwudziestolatkach. Taki cielęcy wiek i czas w życiu każdego człowieka, w którym przekonanie o genialności własnej przeważa nad zdrowym rozsądkiem i zdolnością słuchania innych. Niestety wspomniani jeszcze nie mają odpowiednio wyrobionej świadomości swojego miejsca w społeczeństwie. To przychodzi z czasem i dlatego wypada przypomnieć, że człowiek uczy się przez całe życie a nabywana wiedza ma wpływ na wyznawane poglądy. Jeśli tego nie czyni, to znaczy, że jest nieukiem i bezrefleksyjnym pniakiem. To nie jest nawet wada. To jest dysfunkcja.

Te nieliczne elementy przekazu KNP, od których rzeczona partia się nie odcina (chyba), dotyczą aspektów gospodarczych i ekonomicznych. Media dostarczają dość dowodów, że urzędas ma się u nas dobrze. A to dowali barom mlecznym, a to karetki uzna za luksusowe samochody osobowe. Przykro, że nic się z tym nie dzieje, że ci urzędnicy nadal pełnią swoje funkcje dając mało śmieszny ubaw ludziom myślącym, niemniej co KNP proponuje w zamian? Coś co można określić darwinizmem społecznym i ekonomicznym. Silniejszy wygra. Słabszy... Kogo obchodzi słabszy?

KNP usiłuje wprowadzić egoizm i aspołeczność na poziom sztuki, niemalże religii, a na pewno jako ideologię. W latach trzydziestych dwudziestego wieku byli już tacy, którym na pewien czas udało się ideologię darwinizmu społecznego realizować. Oczywiście nikt nie twierdzi, że KNP to partia nacjonalistyczna. Ale trudno oprzeć się skojarzeniom i idącym za nimi niesmakowi.

O poglądach ekonomicznych Korwinowców można sporo poczytać w necie, więc nie będę ich przytaczał. Dość powiedzieć, że w swoim zacietrzewieniu są zabawni i bliscy innej ideologi. Równie teoretycznej i równie nie do zrealizowania w prawdziwym świecie. Model ekonomii proponowany przez KNP jest równie teoretyczny, co komunizm. Piękne ćwiczenie intelektualne, ale wprowadzane w życie... Wiadomo: ZSRR, Korea Północna i tak dalej.

Ciekawe, że chcą wprowadzenia wolności gospodarczej, która miała panować w dziewiętnastym wieku w Europie. Tak generalnie ciężko domniemywać o co konkretnie Korwinowcom chodzi, bo pierwsza połowa XIX wieku, to merkantylizm, druga to leseferyzm i ustawy antymonopolowe. To jest właśnie ciekawe, że Korwinowcy chcą systemu, który występował w przyrodzie równie często, co komunizm, czyli nigdy. Odporność na fakt, że "niewidzialna ręka rynku" musiała trafić pod ochronny płaszcz państwa aż zadziwia. Pierwszym krajem, który zaczął walczyć z monopolami była ikona liberalizmu, Stany Zjednoczone (1890). Jaki związek z wolnym rynkiem i konkurencją mają monopole? Polecam lekturę podręczników do podstaw ekonomii. Podpowiem tylko, że nic nie mają, wręcz przeciwnie, niszczą rynek, wolność gospodarczą i inne jakoby drogie Korwinowcom idee.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale