Łamanie art. 45 Konstytucji RP
Czy zwykły obywatel ma jeszcze jakieś prawa? Czy sąd może skazać niewinnego człowieka wbrew dowodom? Czy Polska jest praworządnym państwem?
2 obserwujących
25 notek
5401 odsłon
  218   0

Skandaliczna sprawa sądowa - odc. 2 - HISTORIA PRAWDZIWA

#Sądownictwo #przemoc #wymiarsprawiedliwosci

Następny odcinek (3)

Materiał opracowany na podstawie dowodów zgromadzonych w aktach sprawy oraz nagrań dokumentujących zdarzenia będące przedmiotem śledztwa i analizy procesowej na rozprawie sądowej.

Zgodnie z Konstytucją RP obywatel ma prawo do sprawiedliwego procesu. Mówi o tym art. 45.1: Każdy ma prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd. Ten artykuł Konstytucji, mówi także o tym, że każdy ma prawo do "jawnego rozpatrzenia sprawy". Lecz gdy rodzina po zapoznaniu się z aktami, na wyraźne życzenie skazanego, rozpoczęła wysyłanie pism do wielu instytucji powiązanych z wymiarem sprawiedliwości, by poinformować o poważnych nieprawidłowościach i naruszeniach w procesie, to w jednym z pism z Sądu Okręgowego otrzymała wiadomość, że: "Nie są uprawnieni do uzyskiwania informacji dotyczących postępowania o sygn. akt XX Sądu Okręgowego w YYY i nie są uprawnieni do podejmowania czynności w tej sprawie”. 

Przypomnijmy: Bartek R. od pierwszego dnia sprawy został całkowicie odseparowany od wszystkich i wszystkiego, bez żadnych szans na jakiekolwiek rozmowy. Uzasadnieniem tego było to, że może on mataczyć. Ale jak to się ma do tego, że druga strona mogła robić wszystko, łącznie z publikowaniem w mediach społecznościowych swojej wersji, na pół roku przed rozpoczęciem rozprawy głównej, donoszeniem coraz to nowych dowodów na winę Bartka R. Rodzina Bartka R zaufała w pełni sądowi. Uczestniczyli w życiu Bartka R, jego żony i córeczki i nigdy nie zauważyli jakichkolwiek sygnałów mających świadczyć o przemocy. Mało tego, kobieta zaraz po tym, gdy znalazła się pod balkonem, poprosiła o zawiadomienie nie swojej rodziny, ale właśnie matki Bartka R, czyli swojej teściowej, a gdy znalazła się w szpitalu, to napisała wniosek, aby rodziną zastępczą dla jej córeczki była rodzina męża. Teściowie kobiety znaleźli się w szpitalu szybko, a synowa zapewniała ich, żeby nie obawiali się o syna, gdyż zeznała zgodnie z prawdą, że nie było go na balkonie i nie ma nic wspólnego z tym, że spadła. Jednak nie powiedziała im, że zeznała, że uciekała właśnie przed nim, jakoby miał ją bić i to metalową rurką.
Rodzina Bartka R. ufała sądowi i czekała cierpliwie na uniewinnienie syna i brata.

W tym miejscu należy podać ważną informację: Kobieta była w ostrym konflikcie majątkowym ze swymi rodzicami i praktycznie nie utrzymywała z nimi kontaktów. Konflikt trwał przez 3 lata, do dnia wypadku. Przez ten konflikt mała córeczka Bartka R. nie znała w ogóle swoich dziadków od strony mamy. Gdy rodzice kobiety przyszli do szpitala zawiadomieni przez policję, wszystko uległo radykalnej zmianie: kontakty kobiety z rodziną Bartka R. (teściami i rodziną szwagra), zostały natychmiast zerwane. Kobieta napisała do swojej teściowej smsa: „Mamo, jadę do mojej rodziny, nie możemy się już spotykać”. Następnie kobieta przepisała pismo w sprawie córki i zawnioskowała, aby mała została przekazana pod opiekę jej rodziców. Podpisała także pełnomocnictwo dla swego ojca do zamknięcia sprawy sądowej związanej z walką o mieszkanie. Trudno to wszystko zrozumieć, ale to wszystko ma swoje uzasadnienie. Rodzina Bartka R. wiedziała o konflikcie o mieszkanie, ale nie wiedzieli wówczas tego, do jakich czynów może posunąć się ojciec kobiety i jak bardzo nieuczciwe to mogą być czyny. Ale o tym później.

W tym odcinku opowiem o metalowej rurce, która odegrała ważną rolę w tej sprawie, a która okazało się, w ogóle nie istniała. Kobieta, zsuwając się z balkonu zahaczyła nogami o parapet na parterze, co spowodowało utratę pionu i upadek. Taka jest moja wersja po analizie akt. W sądzie tych wersji było więcej, ale z tym także zmierzymy się później. Po upadku, powiedziała, że uciekała przed bijącym ją mężem. Zeznała, że mąż ją bił metalową rurką. Brzmi bardzo groźnie i jeży włosy na głowie. Fakt jest taki, że policja była na miejscu w ciągu 5 minut. Tak jest w aktach, więc Bartek R. nie miał czasu na zrobienie czegokolwiek. Gdy usłyszał krzyk żony dochodzący od strony balkonu, wybiegł na balkon i zobaczył, że jego żona leży pod balkonem. Cofnął się przerażony do mieszkania. Obok niego była ich mała 4-letnia córeczka. Nie mógł jej zostawić samej w mieszkaniu i biec na dół. Nie mógł też wziąć ją na ręce by zbiec na dół pomóc żonie, bo nie wiedział co na dole zastanie. Odruchowo chwycił telefon, aby zadzwonić po pomoc. Niestety, ręce mu się tak trzęsły, że zablokował sobie telefon. Zanim zdołał cokolwiek pomyśleć, przyjechała policja. Później w sądzie, podczas procesu zarzucano mu, że nie obchodziło go to, co stało się z jego żoną, bo nie zbiegł na dół. Nikt nie brał pod uwagę tego, że służby były na miejscu prawie natychmiast, gdyż patrol znajdował się w pobliżu. Bartek R. został zabrany przez policję do aresztu, kobieta do szpitala, mała do rodziny zastępczej, mieszkanie zostało zabezpieczone i następnie przeszukane przez policję i panią prokurator. Podczas przeszukania był obecny także brat Bartka R, jako świadek. Metalowa rurka, o której zeznawała kobieta nie została odnaleziona. Fakt, że w mieszkaniu panował  bałagan, więc trudno było stwierdzić ze 100% pewnością, że tej metalowej rurki nie ma w mieszkaniu. I gdyby kobieta po wyjściu ze szpitala wróciła z córeczką do tego mieszkania, to pewnie temat metalowej rurki by został nierozwikłany do końca. Ale stało się inaczej. Kobieta po wyjściu ze szpitala zamieszkała ze swymi rodzicami, a mieszkanie (miejsce zdarzenia) zostało szybko sprzedane. Oczywiście przed sprzedażą opróżnione do ostatniej rzeczy. Metalowa rurka nigdy nie została odnaleziona. Sędzia obarczyła winą za nieodnalezienie metalowej rurki organa ścigania jako ich zaniedbanie i temat uznała za zamknięty, przyjmując że kobieta była bita metalową rurką przez męża i że było zagrożenia dla jej życia, jak to sugerowała ona sama. Brak metalowej rurki podważał wiarygodność kobiety, ale sędzia udawała, że tego nie widzi. Drugie ważne pytanie: dlaczego sędzia ustalając stan faktyczny, ani słowem nie wspomniała o tym, że mieszkanie zostało bardzo szybko sprzedane i przed sprzedażą opróżnione do ostatniej rzeczy i metalowa rurka mimo to, nie została odnaleziona? Sędzia doskonale wiedziała o sprzedaży mieszkania i poszukiwaniu rurki przez ojca kobiety, któremu bardzo zależało na tym, aby uwiarygodnić zeznania swojej córki. Ojciec kobiety zeznawał o tym fakcie na procesie. 

Podsumowując: Metalowa rurka, narzędzie rzekomej przemocy nigdy nie zostało odnalezione, pomimo tego, że:

  • Bartek R. został niemalże natychmiast zabrany,
  • mieszkanie zostało przeszukane przez policję,
  • mieszkanie zostało sprzedane i gruntowne przeszukane, poprzez jego opróżnienie ze wszystkich znajdujących się w nim rzeczy,
  • podczas opróżniania mieszkania, metalowej rurki w mieszkaniu poszukiwał ojciec kobiety - osoba najbardziej nieżyczliwa Bartkowi R,
  • zgodnie z prawami fizyki, metalowa rurka nie mogła wyparować. Gdyby istniała naprawdę, musiałby się odnaleźć najpóźniej podczas opróżniania mieszkania przed sprzedażą.

Dlaczego ojciec kobiety nie cierpiał Bartka R? o tym w następnym odcinku.            

Poprzednie części:

Część 1

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale