Prokurator Marcin M. miał otrzymać nieoficjalny przeciek o planowanym akcie oskarżenia przeciwko własnej osobie.
Zamiast stanąć wobec zarzutów, wykorzystał swoją pozycję, by zablokować sprawę jeszcze zanim akt został mu formalnie doręczony.
W tym celu złożył dwa zażalenia dotyczące moich kosztów (zdjęcia 1 i 2), próbując w ten sposób opóźnić i podważyć dalszy bieg postępowania.
Co istotne, robił to jeszcze przed opłaceniem i oficjalnym doręczeniem mu aktu oskarżenia (zdjęcie 3) - choć nie miał do tego żadnego prawa. Akt oskarżenia trafił do sądu 19 października 2017 roku. Od tego momentu toczyła się sprawa, aż w 2025 r. zostałam pozbawiona prawa do sądu, co spowodowało, że złożyłem skargę konstytucyjną 1 września 2025 r.
Jako osoba, której dotyczyło postępowanie, powinien zostać natychmiast wyłączony ze sprawy, a jego działania można uznać za nadużycie stanowiska.
Kiedy w końcu udało się przełamać opór i sprawa ruszyła, a sąd wydał wyrok wskazujący, prokurator Marcin M. nagle przypomniał sobie, że ma immunitet – rzekomo źle uchylony.
Tylko jak to możliwe?
Człowiek z immunitetem, który od początku działał we własnej sprawie, pisał zażalenia i próbował blokować akt oskarżenia – teraz powołuje się na ten sam immunitet, żeby uniknąć odpowiedzialności?
To nie tylko rażąca sprzeczność, ale i pytanie o wiarygodność całego systemu, który pozwala, by prokurator mógł być sędzią we własnej sprawie.
Jego obrońca – ten drugi, Piotr D. – po umorzeniu sprawy z powodu „źle uchylonego immunitetu” coś tam jeszcze pisze o sprawiedliwości.
Najpierw Marcin M. działał sam, a potem wziął dwóch obrońców do sprawy prywatnoskargowej.
Teraz chce ode mnie 720 zł za pomoc prawną udzieloną przez jednego z nich.
Szczerze mówiąc – nie wiem, dlaczego pełnomocnika do napisania tamtych dwóch zażaleń nie wziął od razu.
Napisał je przecież sam – tylko jako kto?
Jako oskarżony czy jako czynny zawodowo prokurator?
Następny akt spektaklu:
Patrząc na to wszystko, trudno oprzeć się wrażeniu, że w tej sprawie ktoś pomylił role – prokurator zamienił się w obwinionego, obwiniony w prokuratora, a system udaje, że nic się nie stało.
Bo przecież zawsze można powiedzieć, że „immunitet był źle uchylony”.
I wtedy nie ma winnych, nie ma odpowiedzialnych – jest tylko tajny sąd, tajna prokuratura i bardzo jawna bezkarność. 



Komentarze
Pokaż komentarze