Europa liberalna czy socjalna?
W powszechnej świadomości Unia Europejska funkcjonuje jako przestrzeń wolności i dobrobytu, przestrzeń gospodarki wolnorynkowej. Jednak wnikliwa analiza gospodarczej rzeczywistości Wspólnot Europejskich podważa zasadność stwierdzenia, że jest to system, dla którego wolny rynek jest zasadniczym regulatorem.
Elementarna uczciwość wymaga, żeby na początku tego artykułu poczynić kilka zastrzeżeń. Przede wszystkim, należałoby zaznaczyć, że niniejsze opracowanie jest jedynie przyczynkiem, refleksją, a nie kompletną relacją z badań. Stanowi ono bardziej zbiór pewnych pytań wartych poddania analizie, niż jakiś kompletny system teoretyczny, pełniący funkcję pełnego wyjaśnienia badanej rzeczywistości.
Zastanówmy się, jakie są podstawy wolności tak gospodarczej, jak i społecznej. U podstaw każdego liberalnego modelu społecznego leżą cztery zasadnicze założenia. Pierwszym z nich, leżącym u podstawy wszelkich innych praw, jest uznanie prawa własności. Prawo to powinno mieć charakter absolutny, ponieważ ono stanowi w sposób fundamentalny o wolności.
- uznanie i poszanowanie praw własności;
- uznanie i poszanowanie autonomii i suwerenności jednostki;
- wolność stowarzyszania się i zawierania kontraktów (konkurencja);
- rządy prawa.
System wolnorynkowy nazywany jest „demokracją konsumentów”, ponieważ to oni faktycznie są suwerenami. Zadaniem przedsiębiorców jest jedynie odgadywanie pragnień konsumentów i dążenie do ich zaspokojenia[1]. Innymi słowy, o tym co, jak, kiedy i w jakiej ilości ma być produkowane, decydują konsumenci. Inaczej rzecz ma się w systemie socjalistycznym, w którym o tym, co ma być produkowane (a także jak i z jakich materiałów), decyduje rząd. To już nie konsumenci, ale władze kierują produkcją[2]. Wydaje się jednak, że nie należy mieszać socjalizmu z interwencjonizmem, nazywanym też systemem skrępowanej gospodarki rynkowej, który od socjalizmu różni się tym, że nadal pozostaje gospodarką rynkową. Jak podkreśla Ludwig von Mises, władza ingeruje w działanie gospodarki rynkowej, ale nie chce całkowicie wyeliminować rynku. Chce, żeby produkcja i konsumpcja rozwijały się w innych kierunkach niż oczekiwane przez wolny rynek. (…) Rząd ingeruje w gospodarkę za pomocą poleceń i zakazów”[3].
W tej perspektywie należałoby powiedzieć, używając określenia L. von Misesa, że system gospodarczy, który panuje na poziomie Wspólnoty Europejskiej jest systemem bardzo skrępowanej gospodarki rynkowej. W niniejszym artykule, chciałabym wskazać na elementy stanowiące potwierdzenie tej tezy.
W literaturze poświęconej teorii i praktyce integracji europejskiej od lat 60. przyjął się podział zaproponowany przez Tinbergera. Zakładał on, że proces integracji gospodarczej może przebiegać dwupłaszczyznowo i przyjąć charakter bądź to integracji pozytywnej, polegającej na tworzeniu jednolitych warunków funkcjonowania (harmonizowanie, koordynowanie), bądź też integracji negatywnej, polegającej na eliminacji barier (deregulacja, liberalizacja)[4]. Używając tej systematyki, można by wyróżnić dwa okresy kształtowania się Wspólnot Europejskich: pierwszy, w którym dominował model integracji negatywnej (przypuśćmy, że można by za takie uznać lata od momentu powstania WE do końca lat 80.) oraz drugi, w którym dominuje podejście aktywnego stymulowania procesów unifikacji, a zatem integracji pozytywnej (od początku lat 90. aż do dziś).
Otóż, wydaje się uzasadnionym twierdzenie, że w swoich początkach Wspólnota Europejska była projektem bardziej liberalnym. Ogromne wolnorynkowe przedsięwzięcie związane z tworzeniem strefy wolnego handlu, a zatem z eliminacją ograniczeń w handlu (likwidacja ceł i ograniczeń o charakterze taryfowym oraz pozataryfowym) wpisywało się w historię dobrych doświadczeń innych, mniej lub bardziej trwałych stref wolnego handlu.[5] Za wyjątkiem Wspólnej Polityki Rolnej, która od początku była samą esencją interwencjonizmu, w pozostałych obszarach dominowały raczej trendy liberalizacyjne. Na efekty nie trzeba było długo czekać: utworzenie stref wolnego handlu w Europie (EFTA i EWG) zaskutkowało synchronizacją tempa wzrostu gospodarczego, wzrostem dynamiki międzynarodowych obrotów handlowych, przyspieszonym rozwojem gospodarczym, efektem kreacji handlu znacznie przewyższającym efekt przesunięcia[6].
Z czasem jednak, nastąpiło przesunięcie akcentów z uwalniania gospodarki i znoszenia rozmaitych ograniczeń ku kreowaniu tzw. wspólnego rynku.
Zmiana paradygmatu integracji z negatywnej na pozytywną widoczna jest nie tylko na poziomie działań, ale nawet w sferze lingwistycznej. W języku Wspólnot Europejskich nieustannie pojawiają się takie terminy jak: ujednolicanie, harmonizowanie, konwergencja, spójność. Dobrze znany i często używany slogan „integracja w różnorodności” dotyczy w Unii Europejskiej tylko nielicznych płaszczyzn, takich jak zagadnienia społeczeństw „multi-kulti”. We wszystkich pozostałych obszarach, metodą Wspólnot Europejskich jest ujednolicanie – widać to nawet w nomenklaturze: jednolity rynek europejski, Fundusz Spójności, jednolita waluta (single currency). Tymczasem konkurencja zasadza się na różnorodności i na dywersyfikacji. W tej perspektywie integracja pozytywna to ograniczanie konkurencji.
Jak słusznie zauważa Pascal Salin „konkurencja jest wówczas, kiedy producenci mają swobodę wejścia na rynek, a konsumenci mają swobodę wybrać tego producenta, którego dóbr i usług pragną”[7]
W jaki sposób ta swoboda konsumenta jest ograniczana w systemie gospodarki europejskiej? Analiza pokazuje, że działania interwencyjne, ograniczające swobodę działania podmiotów gospodarczych, a także ograniczające możliwości wyboru dla konsumentów, realizowane są tak na płaszczyźnie makro, jak i mikro. A zatem dotyczą one tak całego systemu, jak i indywidualnych wyborów jednostki.
Przyjrzyjmy się najpierw tym działaniom interwencjonistycznym, które ograniczają konkurencję na poziomie supranarodowym. Przykładowo mogą należeć do nich działania związane z:
- harmonizowaniem prawa – niemożność dokonania wyboru tego prawa, które lepiej zafunkcjonuje w praktyce (prymat prawa wspólnotowego, bezpośrednie stosowanie prawa wspólnotowego). Tymczasem doświadczenie wielokrotnie już potwierdziło, że konkurencja systemów prawnych jest równie istotna – w politologii dobrze zadomowiło się już pojęcie „głosowania nogami”.
- harmonizowaniem systemów podatkowych (podatków bezpośrednich i pośrednich), harmonizowanie podatków (jakichkolwiek) ogranicza możliwość podjęcia przez obywatela decyzji, jaki rodzaj środowiska podatkowego, czy wydatków publicznych chciałby mieć / widzieć.
- ujednolicenie systemu monetarnego.
Harmonizacja systemów podatkowych.
Jak już wspomniałam, we wspólnotowej retoryce termin konkurencja jest używany bardzo często i odmieniany przez wszystkie przypadki, ale w podejściu do zagadnień konkurencji brakuje jednak elementarnej spójności. Podczas wdrażania programu jednolitego rynku europejskiego często powtarzano argument, że uwolnienie czynników produkcji będzie sprzyjało poprawie jakości, większej wolności konsumentów, szerszymi możliwościami wyboru, presją innowacyjną. Tymczasem, postanowienia Komisji Europejskiej wyłączają z obszaru konkurencji płaszczyznę, która jest istotnym składnikiem konkurencji cenowej. Mam tu na myśli problem podatków pośrednich i bezpośrednich oraz wysiłek Komisji Europejskiej ukierunkowany na ich harmonizację pod pretekstem, że rozbieżność w systemach podatkowych powoduje zakłócenie konkurencji. Biorąc pod uwagę logikę wolnego rynku, konkurencja podatkowa nie tylko nie jest zła, ale wręcz pożądana!
Od momentu rozpoczęcia programu jednolitego rynku wewnętrznego, bardzo istotnym elementem tej strategii miało być harmonizowanie systemów podatkowych pod pretekstem, że w znacznym stopniu determinują one warunki konkurencji. I rzeczywiście, różnice w stawkach podatkowych, często powodują efekt przesunięcia polegający na tym, że przedsiębiorcy dokonują transakcji tam, gdzie są one najkorzystniejsze, ponieważ konsumenci nie są gotowi płacić za określone dobra więcej, niż to absolutnie konieczne. Zazwyczaj pociąga to za sobą także przesunięcie alokacji zasobów, a to niejednokrotnie powoduje dalszy wzrost dysproporcji pomiędzy centrum i peryferiami. W wyniku tego przesunięcia regiony dobrze rozwinięte i bogate stają się jeszcze bogatsze, zaś regiony uboższe doświadczają postępującej degradacji. Analogicznie, sytuacja dotyczy poszczególnych państw członkowskich – przedsiębiorczość zazwyczaj kumuluje się tam, gdzie są po temu najkorzystniejsze warunki, a zatem w krajach o najwyższym stopniu liberalizacji i najniższych podatkach. Błędne jest jednak mniemanie, że wprowadzenie jednolitych stawek podatkowych doprowadzi do optymalnego rozwiązania problemu. Z punktu widzenia mechanizmów rynkowych, wprowadzenie jednolitego systemu podatkowego, o którym coraz częściej i coraz głośniej mówi się we Wspólnotach Europejskich, przyniesie dokładnie taki sam skutek, jaki przynosi ustalanie cen minimalnych czy maksymalnych na towary i usługi: powstawanie niedoborów lub niepotrzebnych nadwyżek, mniejszy wybór konsumenta. Podatek, to innymi słowy cena, którą przedsiębiorca musi zapłacić za samą możliwość prowadzenia działalności gospodarczej na terytorium danego państwa. Jest takim samym składnikiem finalnej ceny produktu, jak cena surowców, pracy, technologii, ryzyka itd. Gdybyśmy mieli uznać argumentację Komisji Europejskiej, że zróżnicowane systemy podatkowe w Europie stwarzają nierówne warunki konkurencji, to dlaczego nie mielibyśmy uznać, że różna cena pracy również stanowi o nierównych warunkach konkurencji i należy ją ujednolicić? Wprowadzenie wspólnego systemu podatkowego oznacza nie tylko utratę suwerenności, ale przede wszystkim to, że żadne państwo, nawet gdyby chciało, i nawet gdyby obywatele wyrazili taką wolę w demokratycznych wyborach, nie będzie mogło zaoferować bardziej konkurencyjnych warunków dla prowadzenia działalności gospodarczej na swoim terytorium. Ograniczyłoby to także możliwości rządów w zakresie kształtowania innych polityk. Takie zjawisko widoczne jest już na obecnym etapie harmonizowania – gdyby Polska chciała w ramach polityki prorodzinnej zwolnić artykuły dziecięce z podatku VAT (byłaby to istotnie najbardziej odczuwalna pomoc dla rodziców), nie może tego uczynić z powodu braku zgody Komisji Europejskiej.
Obecnie, polityka fiskalna państwa ciągle jeszcze stanowi jeden z integralnych atrybutów jego suwerenności i w tym zakresie (co jest wyjątkiem w odniesieniu do programu rynku wewnętrznego) utrzymane zostało głosowanie na zasadzie konsensusu. Komisja Europejska nie zaprzestaje jednak wysiłków, żeby to zagadnienie wprowadzić do sfery kompetencji dzielonych. Do tej pory udało się już doprowadzić do pewnego zbliżenia w zakresie podatków pośrednich pomiędzy państwami członkowskimi. Pierwszym krokiem podjętym w tym obszarze było ujednolicenie systemu – rozmaite podatki obrotowe zastąpiono jednolitym systemem VAT, na tym etapie jednak harmonizacja nie obejmowała ani rodzaju ani wysokości stawek podatkowych. Później, w ramach programu jednolitego rynku wewnętrznego doprowadzono do zbliżenia stawek podatków pośrednich. Pierwotnie, w krajach członkowskich, które stosowały podatek VAT funkcjonowały 3 stawki podatkowe: zredukowana, podstawowa i podwyższona. Komisja Europejska złożyła propozycję, żeby minimalna stawka podstawowa wynosiła 15%. Zezwolono także na zastosowanie jednej lub dwóch stawek zredukowanych na poziomie nie niższym niż 5%. W rezultacie toczonych negocjacji, dopuszczalną stawkę podstawową ustalono w przedziale od 15 do 25%. Na mocy regulacji europejskich, od stycznia 1993 r. obowiązują we Wspólnocie Europejskiej wyłącznie dwie stawki VAT: podstawowa i zredukowana, zaś stawki zerowa i podwyższona zostały zniesione. Zgodnie z uregulowaniami, stawka podstawowa obowiązuje w odniesieniu do około 70% produktów i usług znajdujących się we wspólnotowym obrocie. Stawkę zredukowaną zastosowano[A.J.1]w odniesieniu do podstawowych artykułów konsumpcyjnych, takich jak artykuły spożywcze (za wyjątkiem napojów alkoholowych), energia do ogrzewania i oświetlania, dostawy wody, lekarstwa, książki, gazety i czasopisma oraz transport pasażerski. W ramach realizowanej przez WE polityki społecznej istnieje także grupa towarów, wobec których można zastosować stawkę zredukowaną. Należą do niej głównie dobra związane z kulturą (bilety na imprezy kulturalne takiej jak pokazy kinowe, przedstawienia teatralne, koncerty, wystawy itp.) i wypoczynkiem (noclegi w hotelach, korzystanie z obiektów sportowych), a także dzieła chronione prawem autorskim, dostawy dla rolników, działalność charytatywna i socjalna[8].
Nie istnieje przymus stosowania zredukowanej stawki VAT, co oznacza, że w niektórych państwach członkowskich na dany towar może być nałożona stawka minimalna, w innych zaś normalna.
Poniższa tabela pokazuje, w jaki sposób zmieniały się standardowa stopa podatku VAT w krajach członkowskich WE.
|
kraj |
1985 |
1987 |
1998 |
|||||
|
Belgia |
6 i 17 |
19 |
25 |
11 i 17 |
19 |
25 i 33 |
|
21 |
|
Dania |
--- |
22 |
--- |
--- |
22 |
--- |
|
25 |
|
RFN |
7 |
14 |
--- |
7 |
14 |
--- |
|
16 |
|
Francja |
5,5 i 7 |
18,6 |
33,3 |
2 i 7 |
18,6 |
33,3 |
|
20,6 |
|
Irlandia* |
10 |
23 |
--- |
10 i 24 |
25 |
--- |
|
21 |
|
Włochy |
2 i 9 |
18 |
38 |
2 i 9 |
18 |
38 |
|
20 |
|
Luksemburg |
3 i 6 |
12 |
--- |
3 i 6 |
12 |
--- |
|
15 |
|
Holandia |
5 |
19 |
--- |
6 |
20 |
--- |
|
17,5 |
|
Wielka Brytania* |
--- |
15 |
--- |
0 |
15 |
--- |
|
17,5 |
|
Grecja |
|
|
|
6 |
18 |
36 |
|
18 |
|
Hiszpania |
|
|
|
6 |
12 |
33 |
|
16 |
|
Portugalia |
|
|
|
8 |
16 |
30 |
|
17 |
Drugą grupą podatków, które stały się podmiotem działalności Wspólnoty, były i są podatki konsumpcyjne od dóbr luksusowych, czyli tak zwana akcyza. Przede wszystkim wprowadzono zakaz podwyższania tego podatku (innymi słowy zastosowano mechanizm ceny maksymalnej), zaś w grupie produktów, co do których przewidziano proces harmonizacji ustalone zostały minimalne wartości. Kraje, które dotychczas nie nakładały akcyzy, zostały zobowiązane do wprowadzenia tego podatku w odniesieniu do olejów mineralnych, alkoholu i wyrobów tytoniowych.[9] Warto jeszcze raz przypomnieć, że ustanowienie minimalnych, czy maksymalnych stawek podatkowych niczym się nie różni od cen interwencyjnych i na poziomie rynku przynosi dokładnie taki sam rezultat. Obecnie postulaty harmonizacji całego systemu podatkowego (także podatków bezpośrednich) są systematycznie podnoszone.
Analizując zagadnienie konkurencji podatkowej na poziomie logiki wolnego rynku warto zadać zasadnicze pytanie: czym się różni zmowa cenowa podmiotów gospodarczych (np. właścicieli stacji benzynowych) od zmowy fiskalnej państw, jeżeli uzgadniają one ze sobą poziom obciążeń podatkowych (ceny prowadzenia działalności gospodarczej)? Co do mechanizmu i rezultatów nie ma żadnej różnicy. Dlaczego więc zmowom cenowym podmiotów gospodarczych Komisja Europejska wydała bezdyskusyjną wojnę, zaś lobbuje za stosowaniem zmowy cenowej na poziomie fiskalnym?
Doświadczenie pokazuje, że konkurencja systemów fiskalnych przynosi pożądane rezultaty. Do sztandarowych przykładów zaliczyć można choćby przypadek Irlandii, która z jednego z najsłabszych gospodarczo regionów Wspólnot Europejskich awansowała do roli lidera i uzyskała miano „ celtyckiego tygrysa”. Szczególnie w środkach masowego przekazu można usłyszeć błędne przypisanie podstaw irlandzkiego cudu gospodarczego pomocy strukturalnej, którą Irlandia otrzymywała ze wspólnotowego budżetu. Tymczasem u podstaw irlandzkiego sukcesu tkwią zupełnie inne czynniki. Jak podkreśla Daniel J. Mitchell, ekspert od spraw polityki podatkowej w Instytucie Cato (Cato Institute), jednym z głównych powodów, dla którego irlandzka ekonomia była rachityczna, a bezrobocie zamykało się w dwucyfrowej wartości były niezwykle wysokie obciążenia podatkowe: w 1984 roku maksymalna stawka podatkowa na dochody osób fizycznych wynosiła 65%; zyski kapitałowe objęte były stawką 60%, zaś dochody przedsiębiorstw 50% podatkiem dochodowym. W latach 90. stawki podatkowe w Irlandii zostały radykalnie zredukowane (odpowiednio do 45%, 20% i 12,5%) i niemal natychmiastowym skutkiem był nienotowany w żadnym innym kraju wysokouprzemysłowionym wzrost tempa rozwoju gospodarczego do 7,7% (W 1995 r. wzrost gospodarczy Irlandii wyniósł 10%, przy średniej wspólnotowej 2,4%; w roku 2001 wzrost gospodarczy Irlandii wyniósł 5,7% przy średniej wspólnotowej 1,5%).[10]
Integracja monetarna
Innym przykładem zastosowania mechanizmów o charakterze interwencyjnym w miejsce wolnego rynku jest integracja walutowa. Od samego początku projekt wspólnej waluty był raczej projektem politycznym, dla którego próbowano szukać ekonomicznego uzasadnienia, niż odwrotnie – projektem ekonomicznym, dla którego można było znaleźć uzasadnienie polityczne. Widać to na bardzo wielu płaszczyznach – w niniejszym artykule zajmę się tylko dwoma aspektami z płaszczyzny sposobu wprowadzenia wspólnej europejskiej waluty[11].
Pierwszym elementem budzącym zastrzeżenia co do wolnorynkowego charakteru integracji monetarnej jest przymus uczestniczenia w tym projekcie. Jako, że unia walutowa jest głównie projektem politycznym, główna batalia o Traktat z Maastricht dotyczyła przeforsowania zgody na wprowadzenie wspólnej waluty przez wszystkie ówczesne kraje członkowskie. Cel ten, jak wiadomo, powiódł się tylko częściowo. W trakcie całej Konferencji Międzyrządowej poświęconej problemowi unii gospodarczej i walutowej było wiadomym, że dwa państwa są zdecydowanie przeciwne integracji monetarnej: Wielka Brytania i Dania. Chcąc w ogóle prowadzić rozmowy na temat wprowadzenia wspólnej waluty, na czas trwania Konferencji Międzyrządowej przyjęto obowiązywanie trzech zasad:
- niezmuszania (żaden kraj nie może zostać zmuszony do przyjęcia unii walutowej),
- braku weta (żaden kraj nie może zabronić innym krajom przystąpienia do unii walutowej);
- braku arbitralnego wykluczenia (żaden kraj, który wyrazi gotowość i będzie spełniał wynegocjowane kryteria gospodarcze, nie może zostać arbitralnie wykluczony z udziału w projekcie).
W finalnych rozwiązaniach nie pojawiła się jednak ogólna klauzula opcyjna. Oznacza to, że wybór dotyczący przystąpienia lub nie do unii walutowej miały wyłącznie kraj negocjujące Traktat z Maastricht (na tej podstawie klauzule opcyjne uzyskały Dania i Wielka Brytania). Żaden kraj przystępujący do WE po 1992 r. nie ma już możliwości negocjowania swojego udziału w unii walutowej. Zgodnie z postanowieniami traktatowymi, nowi członkowie (15 krajów) zobowiązani są do przystąpienia do strefy euro w momencie spełnienia kryteriów konwergencji[12].
Zasadniczą cechą dobrego pieniądza jest to, że zostaje on wybrany przez podmioty działające na wolnym rynku, w zależności od zaufania, którym określony środek płatniczy cieszy się wśród uczestników tego rynku. Przez całe wieki takim zaufaniem rynki obdarzały metale szlachetne (głównie złoto, srebro i miedź), ale nawet pieniądz fiducjarny nie był w stanie uniknąć tej zależności od preferencji podmiotów rynkowych[13]. Z tego powodu, światowa gospodarka wybrała kilka walut, które cieszyły się względnym zaufaniem: amerykańskiego dolara, brytyjskiego funta, niemiecką markę, franka szwajcarskiego i jena.
Tymczasem forma dochodzenia do unii walutowej miała charakter decyzji administracyjnej, a nie procesu o charakterze rynkowym. Jak słusznie podkreślił Pascal Salin, „gdybyśmy się zgodzili, że najlepszą formą integracji jest konkurencja, wówczas rozwiązanie byłoby bardzo proste. Wystarczyłoby podjąć decyzję o zniesieniu obowiązku posługiwania się walutą narodową przez rezydentów, a także znieść obowiązek kontroli wymiany na początku budowania wspólnego rynku.(…) Gdyby takie decyzje zostały wówczas podjęte, integracja mogłaby okazać się procesem znacznie powolniejszym, tak, by było to zgodne z pragnieniami i oczekiwaniami ludzi. Nie wiemy, dokąd by to nas zaprowadziło. Jest możliwe, że niektóre waluty zostałyby wypchnięte z rynku, ponieważ ludzie uznaliby je za gorsze, a przez to mniej użyteczne. Ale nie możemy wiedzieć z góry, czy dla Europy dobrze byłoby mieć jedną, dwie, czy trzy waluty. Lub czy nawet byłoby korzystniej posiadać walutę światową czy międzynarodową, niż europejską. Nie możemy tego wiedzieć, ponieważ to może być dowiedzione jedynie przez doświadczenie i konkurencję.”[14]
Jedynym państwem członkowskim, które optowało za wprowadzeniem rozwiązań o charakterze rynkowym, była Wielka Brytania. W rozmowach na temat integracji walutowej jawiła się ona jako największy zwolennik liberalizacji i wolnego handlu. Pierwsza koncepcja, opracowana przez Johna Odlinga-Smee, zakładała nie tyle integrację walutową, co współpracę i konkurencję. Brytyjczycy argumentowali, że wystarczającym rozwiązaniem jest pełne uwolnienie rynku kapitałowego – całkowita swoboda przepływu kapitału i świadczenia usług finansowych pociągnęłaby za sobą zwiększoną presję konkurencyjną także w odniesieniu do poszczególnych walut. Jako że podmioty gospodarcze preferują waluty stabilne, rósłby popyt na waluty tych krajów, których gospodarka charakteryzuje się niskim poziomem inflacji. To z kolei poddałoby prawu konkurencji narodowe polityki monetarne. Przyjęcie takiego rozwiązania prowadziłoby do utworzenia strefy, w której polityka monetarna zbliżałaby się do najefektywniejszej, podczas gdy model zaproponowany w Raporcie Delorsa i ostatecznie przyjęty do realizacji, prowadzi do poziomu uśrednionego[15]. Jakkolwiek rozwiązanie to było bardzo pragmatyczne i zdecydowanie bliższe ideom wolnego rynku, nie spotkało się z należnym zainteresowaniem.
W czerwcu 1990 r. ówczesny Kanclerz Skarbu, a późniejszy premier Wielkiej Brytanii, John Major, przedstawił jeszcze jedną inicjatywę dotyczącą II etapu unii walutowej. Projekt zakładał utworzenie równoległej, trzynastej waluty, tzw. „twardego ECU” (hard ECU)[16]. W odróżnieniu od ECU funkcjonującego w ramach ESW, pieniądz ten nie byłby już koszykiem, lecz niezależną walutą, emitowaną przez Europejski Fundusz Walutowy. Istotną cechą „twardego ECU” miała być niemożność przeprowadzenia dewaluacji względem którejkolwiek z walut narodowych. Zadaniem niezależnej instytucji, emitującej „twarde ECU”, byłoby prowadzenie takiej polityki monetarnej, dzięki której nowy europejski pieniądz miałby zawsze pozycję przynajmniej tak silną, jak najsilniejsza waluta narodowa. Aby uniknąć wzrostu inflacji, jaki mógłby potencjalnie pojawić się z tytułu podaży nowej waluty, kreacja ECU miałaby dokonywać się wyłącznie w zamian za wyemitowanie określonej ilości walut narodowych[17]. Także i ta propozycja została odrzucona bez dłuższego zastanowienia. Ostatecznie podjęto decyzję o administracyjnym trybie wprowadzenia jednej europejskiej waluty.
Walka z globalnym ociepleniem
Inną przestrzenią, w której Komisja Europejska podejmuje istotne interwencje jest walka z globalnym ociepleniem. Aspiracje Wspólnoty Europejskiej w tym zakresie są tak daleko idące, że nawet zdecydowano się o umieszczeniu stosownych zapisów w przyjętej z okazji 50 rocznicy powstania Wspólnoty Deklaracji Berlińskiej. Analizując to zagadnienie od strony prakseologii, trzeba stwierdzić, że jest to działanie absurdalne, a przy tym bardzo kosztowne. Przede wszystkim dlatego, że wbrew komunikatom ogłoszonym przez International Panel on Climate Changes działającemu na zlecenie ONZ, nie istnieją żadne bezpośrednie dowody potwierdzające, że zmiany klimatyczne (globalne ocieplenie) jest wywołane działalnością człowieka[18]. [A.J.2]Jednak nawet pomijając ten fakt, dążenie Wspólnot Europejskich, a także sposoby, którymi się posługuje, żeby osiągnąć cel, pozostają nieracjonalne. Przede wszystkim dlatego, że problem emisji gazów cieplarnianych do atmosfery wpisuje się w kategorię, która w teorii gier klasyfikowana jest jako „dylemat wspólnego pastwiska”. Dylemat ten jest szeroko eksplorowany w teorii wyboru publicznego. W tej dziedzinie często też określa się go terminem „gapowiczów” (free riders)[19]. [A.J.3]Otóż, Rada Europejska podjęła decyzję, że do 2020 r. ograniczy emisję CO2 do atmosfery o 20%. W tym celu, stojąca na straży wykonania tego zadania Komisja Europejska podjęła decyzje dotyczące rozdziału limitów emisji CO2 pomiędzy państwa członkowskie. W przypadku, gdy jakiś kraj przekroczy swój limit, konieczne będzie dokupienie limitów emisyjnych na wolnym rynku. Logicznym jest, że takie działania spowodują nałożenie zdecydowanie większych ograniczeń na przedsiębiorców, oczywisty wzrost cen i pogorszenie sytuacji konkurencyjnej gospodarek europejskich, w sposób szczególny tych, które – jak Polska – są w znacznym stopniu zależne od węgla. Intencje być może są szlachetne natomiast działanie takie nie może przynieść oczekiwanych rezultatów. Przede wszystkim dlatego, że protokołu z Kioto nie ratyfikowały państwa, które są największymi emitentami gazów cieplarnianych: Stany Zjednoczone i Chiny. A ponieważ zanieczyszczenia atmosfery nie uznają żadnych granic ani regulacji, duszenie i krępowanie europejskiej gospodarki nie ma najmniejszego sensu. Zazwyczaj jednak bywa tak, że jedna interwencja pociąga za sobą konieczność podjęcia kolejnej. I tak Komisja Europejska nie poprzestała na wyznaczeniu celu w postaci ustalenia dopuszczalnego poziomu emisji gazów cieplarnianych, lecz wskazała także środki, które przedsiębiorcy powinni zastosować, by ów cel osiągnąć. Między innymi wytyczne wspólnotowe wskazywały na konieczność rozwoju przemysłu biopaliw, zakładając, że do roku 2020 ich udział w sektorze transportowym powinien osiągnąć poziom 10% wszystkich paliw zużywanych. Rezultat takiej deklaracji jest oczywisty: wzrost zainteresowania przedsiębiorców produkcją biopaliw. Jednak to ukierunkowanie spowodowało także wzrost popytu na zboża, które można wykorzystać do produkcji biopaliw, a co za tym idzie, kolejny wzrost cen artykułów rolnych. Już z początkiem 2008 r. unijny komisarz ds. środowiska, Stavros Dimas, powiedział w wywiadzie dla BBC: "Ekologiczne i socjalne problemy wywoływane przez biopaliwa są większe, niż przypuszczaliśmy. Lepiej jest nie dotrzymać naszego zobowiązania, niż skrzywdzić ludzi i środowisko"[20].
Interwencyjna działalność Wspólnot Europejskich nie ogranicza się tylko do oddziaływania na system gospodarczy WE w skali makro. Pomijając anegdotyczne już regulacje dotyczące tak błahych spraw jak krzywizna banana, klasyfikacja marchewki w kategoriach owocu, ustalanie wielkości oczek w sieciach rybackich, czy też przepisy dotyczące papierowych ręczników w toaletach, Wspólnota Europejska coraz częściej podejmuje regulacje mające istotny wpływ na ograniczenie indywidualnego wyboru jednostki. Przytoczę tu jedynie kilka przykładów spraw. Okazuje się, że Polska jako kraj członkowski WE nie może wybudować autostrady (casus Doliny Rospudy) ani wyremontować kolejki linowej (casus kolejki na Kasprowy Wierch) bez uzyskania akceptacji Komisji Europejskiej. Na poziomie wspólnotowym wymaga zgody także tak lokalna i błaha sprawa jak tradycyjny ubój zwierząt na święta w Rumunii[21]. Jednak i indywidualny obywatel któregokolwiek z państw członkowskich będzie musiał się dostosować do
Dyrektywa ma na celu harmonizację podstawowych elementów prawnych, takich jak informacje udzielane przed zawarciem umowy, prawo odstąpienia od umowy, przedterminowa spłata czy rzeczywista roczna stopa oprocentowania. Ujednolicone zostaną też definicje, które służą do wyliczania rocznej stopy procentowej oraz kredytu w rachunku bieżącym.
A wszystko po to, by ułatwić konsumentom obliczenie całkowitego kosztu kredytu, porównanie różnych ofert i podjęcie najlepszej decyzji.
Ma to zapobiec nadmiernemu zadłużaniu się klientów. Kredytodawca będzie musiał ocenić wypłacalność klienta w oparciu o informacje zgromadzone w bazach danych bankowych. Klienci, którym bank odmówi udzielenia kredytu będą mogli zażądać wglądu do informacji na swój temat w bazie danych i dokonania korekt wszelkich nieprawidłowych zasadniczych danych.
Jeżeli umowa zostanie zawarta na żądanie konsumenta za pomocą internetu lub sms (teraz możliwe jest to w Finlandii i Estonii), kredytodawca będzie musiał dostarczyć konsumentowi pełnych informacji dotyczących umowy przedwstępnej za pomocą tzw. formularza - "Standardowy arkusz informacyjny dotyczący kredytu konsumenckiego" - jeszcze przed zawarciem umowy oákredyt. Chodzi o to, by klient mógł porównać warunki różnych kredytów.
Istnieje wiele przesłanek, które pozwalają uzasadnić tezę, że Wspólnoty Europejskie realizują nie tyle ideę wolnego, co raczej zorganizowanego rynku[22]. Ta zaś, jest zdecydowanie bliższa koncepcjom socjalnym niż liberalnym. Więcej nawet: Ludwig von Mises udowadniał, że interwencjonizm w dłuższej perspektywie czasowej prowadzi do ustanowienia całkowitej władzy rządu nad sprawami gospodarczymi i ostatecznie nie różni się od socjalizmu zgodnego z modelem niemieckim. Wynika to przede wszystkim z tego prostego faktu, że nie istnieje żadna możliwość obiektywnego stwierdzenia, które procesy społeczne są z gruntu pożądane i dobre, a które złe. W związku z tym, nie istnieje także żadna możliwość obiektywnego określenia kiedy i w jakim zakresie, działalność interwencjonistyczna byłaby uzasadniona.
Podsumowując warto chyba podkreślić, że w postępowaniu stającej na straży rozwoju Wspólnot Europejskich Komisji Europejskiej można zauważyć stosowanie podwójnych standardów: Komisja karci kraje członkowskie za interwencyjne działania rządów państw członkowskich, ale nie widzi niczego niezgodnego z konkurencją i wolnym rynkiem, kiedy sama jest autorem takiego postępowania. A przecież nie ma znaczenia, kto krępuje gospodarkę – rezultat dla konsumenta jest identyczny: mniejszy wybór i większy koszt.
[1] L. von Mises, Interventionism. An Economic Analysis, New York 1998, s. 2.
[2] Ludwig von Mises podkreśla, że zasadnicza różnica między socjalizmem a kapitalizmem opiera się właśnie na tym zagadnieniu, niekoniecznie zaś na tym, kto posiada środki produkcji. Za przykład L. von Mises podaje socjalizm niemiecki (zwany modelem Hindenburga), który opierał się o własność prywatną, przedsiębiorczość i wymianę rynkową. Kategorie te jednak miały charakter głównie nominalny, ponieważ faktycznie o wszystkich działaniach decydował centralnie rząd. Tak więc o systemie mieszanym, mającym w założeniach unikać wad liberalizmu i wykorzystać zalety socjalizmu, nie decyduje jeszcze sam fakt posiadania sektora publicznego, którego właścicielem (lub współwłaścicielem) jest rząd. Ibidem, s. 5-6.
[3] L. von Mises, Ludzkie działanie, Warszawa 2007, s. 607.
[4] Podział ten został wprowadzony w latach 60. przez Tinbergera i nie ma charakteru wartościującego. Zob.: U. Brückner, Globalizacja a integracja europejska – odpowiedź, czy część problemu?, w: Globalizacja – problemy i konsekwencje, W. Durka, J. Jonczek, D. Sierżański (red.), Szczecin 2003, s. 108.
[5] Do najtrwalszych i najbardziej znaczących unii celnych można zaliczyć unię celną Włoch i San Marino (od 1862 r.), Francji i Monako (od 1865 r.), Austriacką Unię Celną (1852-1918), Unię Celną Południowej Afryki (1889-1910), unię gospodarczą Beneleksu (od 1922 r.). Szerzej na temat europejskich doświadczeń w zakresie tworzenia stref wolnego handlu i unii celnych zob.: L. Kohr, The History of the Common Market, „The Journal of Economic History” 1960, No 3, s. 441-454.
[6] Szerzej na temat efektów pierwszego etapu integracji gospodarczej w Europejskiej Wspólnocie Gospodarczej zob.: W. Rybowski, Integracja gospodarcza EWG, stopień zaawansowania, perspektywy, Gdańsk 1984, J. Kundera, Jednolity rynek europejski, Kraków 2003, J. Jonczek, Od Rzymu do Maastricht. Historia gospodarcza Wspólnot Europejskich w latach 1957-92, Poznań 2007.
[7] P. Salin, Property Rights, Competition and the European Union, w: In Defense of the Free Market, ed. P. Gonda, P. Chalupnicek, Praga 2007, s. 63.
[8] J. Kundera, op. cit., s. 148.
[9] J. Kundera, op. cit., s. 151-152.
[10] D. Mitchell, The Harmonization Versus Competition In The European Union, w: In Defense of the Free Market, op. cit., s. 135-137.
[11] Bardzo szeroko i wnikliwie, z ogromnym znawstwem, procesy integracji walutowej analizuje K. Dyson w Elusive Union: The Process of Economic and Monetary Union in Europe, Londyn 1994.
[12] Szeroko na temat procesu tworzenia unii walutowej i ratyfikacji Traktatu z Maastricht zob.: K. Dyson, op. cit., D. Dinan, Ever Closer Union? An Introduction to the European Community, London 1994.
[13] Szerzej na temat natury pieniądza zob.: F. Bastiat, Przeklęty pieniądz, Warszawa 1865, M. Rothbard, Złoto, banki, ludzie, czyli krótka historia pieniądza, Warszawa 2005, tenże, Tajniki bankowości, Warszawa 2007.
[14] P. Salin, op. cit., s. 75.
[15] K. Dyson, op. cit., s. 136.
[16] Projekt „twardego ECU” został wypracowany w Londyńskim City. Jego istotą jest rynkowe, a nie instytucjonalne podejście do procesu budowania unii walutowej, i jako takie, było do przyjęcia przez konserwatywny rząd Wielkiej Brytanii; zob.: Bank of England, The Hard ECU in Stage 2: Operational Requirements, London, December 1990, za: K. Dyson, op. cit., s. 141.
[17] Argument ten trudno uznać za najmocniejszy, bowiem nawet gdyby kreacja ECU dokonywała się na zasadzie wymiany za waluty narodowe, nie ma żadnych gwarancji, że państwa członkowskie nie zwiększą podaży swojego własnego pieniądza.
[19] M. Chlebuś, Gry globalne i lokalne. Rozważania nad naturą i przyczynami ubóstwa narodów,
[20] Notka prasowa PAP z dnia 5 stycznia 2008 r. www.euro.pap.com.pl oraz „Gazeta Wyborcza” z dn. 2 stycznia 2008 r.
[21] Notatka prasowa PAP z dnia 8 stycznia 2008 r., www.euro.pap.com.pl
[22] P. Salin, op. cit., s. 73.
[A.J.1]sprawdzić, czy aby na pewno jest to stawka zredukowana.
[A.J.2]wpisać bibliografię unstoppable gw i z free mana
[A.J.3]uzupełnić przypis- sprawdzić na www




Komentarze
Pokaż komentarze (1)