Wrzawa zwolna przycicha. Przetrawiono wszelkie możliwe naciski, motywy i ukryte intencje. A ja nie płaczę po Tomaszu Lisie, choć bliskie mi były jego sympatie i antypatie i ceniłem go za różne zalety.
Nie cierpiałem jego programu "Co z tą Polską" za jeden element, który mnie doprowadzał do szewskiej pasji i wyganiał sprzed telewizora. Wyłączyć go nie mogłem, bo moja Naj była namiętną oglądaczką programu.
Nie cierpiałem tego programu za widownię. Mogłem się tylko domyslać, że dobierano ludzi sympatyzujących z różnymi opcjami politycznymi, ale zawsze reakcja tego żywego tła mnie denerwowała. Czułem się jak telewidz, któremu w durnym sitcomie oklaski spoza kadru wskazują, w których momentach należy się śmiać.
Dyskusje polityczne mają służyć mojej ocenie - to JA, patrząc i słuchając, mam osądzić, z kim się zgadzam a kto jest mi obcy w swych racjach. Dlatego jednakowo wkurzały mnie buczenia anypisowskie jak antyplatformerskie i durne śmiechy po wypowiedziach samoobronnych.
Mam nadzieję, że następny program Lisa, jeśli gdziekolwiek powstanie, obejdzie się bez pseudowidowni...


Komentarze
Pokaż komentarze (11)