Sejm Rzeczypospolitej podjął niedawno ważną uchwałę „w sprawie potępienia ideologii i skutków rewolucji bolszewickiej” przypominającą zgodnie z faktami, że wszelkie lewackie rewolty niosą tylko i wyłącznie pożogę oraz rozlew krwi. Cywilizowani ludzie uchwałę potępiającą zbrodnie, rabunki i gwałty powinni przyjąć jednogłośnie – przez aklamację. Ale w debacie sejmowej w obronie bolszewików „mężnie” stawali parlamentarzyści Platformy i Nowoczesnej. Rozjazgotały się też lewackie media. Ponieważ ich obrońcy nie mogli znaleźć żadnych argumentów merytorycznych, żadnych pozytywów rewolucji, użyli w swej kampanii fałszerstw, manipulacji i nadinterpretacji. Jednym z przykładów takiej propagandy jest artykuł popełniony przez Adama Leszczyńskiego na portalu OKO.press. Roi się w nim od nieprawd, przetykanych półprawdami, które jak wiadomo stanowią całe kłamstwo. Czyli taka prawda jak w bolszewickim dzienniku „Prawda”.
Jedną z metod użytych zarówno przez lewaków politycznych jak i medialnych, jest próba relatywizacji skutków rewolucji bolszewickiej. W artykule OKO.pressu czytamy, że „można się spierać, że wszystkie skutki rewolucji bolszewickiej były tragiczne”. No cóż, zawsze można się spierać, czy tragiczne było głodzenie ludzi i zsyłanie do gułagów, czy jedynie ich rozstrzeliwanie. Ale taką dyskusje prowadzić mogą tylko ludzie z jednej strony wyzbyci jakiejkolwiek wrażliwości i empatii, a z drugiej pozbawieni zdolności logicznego rozpoznawania znaczenia czynów. Bo merytorycznie rzecz ujmując, rewolucja bolszewicka nie przyniosła żadnego owocu pozytywnego i żadnej korzyści społecznej. Klasę panującą, z racji pozycji społecznej, zastąpiła klasa panująca z partyjnego nadania, zaś dynamizm rozwoju społeczeństwa i wzrostu jego dobrobytu został zahamowany a chwilami nawet uwsteczniony. Dalej we wspomnianym artykule jest już tylko gorzej, a relatywizacja i manipulacja sięga klasyka tej miary, co „owoc bolszewizmu” Andriej Wyszyński.
Autor artykułu zarzuca posłom, że zaczęli się „oddalać od prawdy historycznej i zdrowego rozsądku”, ponieważ użyli w uchwale określenia „lewacki” jako pojęcia negatywnego i dyskwalifikującego. Widocznie dla niego jeden z powszechnych synonimów nieuczciwości, nieczystości intencji czy niegodziwości, jakim jest słowo „lewacki” kojarzy się z postawą właściwą i godziwą. A to horrendum ideologicznej manipulacji semantycznej. Faktycznie zaś w takim kształcie – tj. zdyskwalifikowania bolszewizmu słowo lewactwo zostało użyte. A to nie mieści się w umyśle Leszczyńskiego. Paradoks polega na tym, że wiele osób boi się go i dziś używać na jednoznaczne określenie zjawisk, które to pojęcie obejmuje. Autorzy uchwały się nie bali.
Ale jeżeli lewicowość może oznaczać jakieś słuszne oczekiwania przemian społecznych, które zrealizowane mogą być na drodze prawnej, to lewactwo jest już tylko i wyłącznie propozycją działania pozaprawnego i niszczącego system wartości prawnych – nie tylko formalnych, ale przede wszystkim moralnych. I podobnie jak „lewizna” jest korzyścią uzyskaną w sposób z prawem niezgodny. W tym kontekście użycie w uchwale pojęcia „lewactwa” jako określenia mentalności zła jest jak najbardziej słuszne.
Przypominanie o tym, że epitetu „lewactwo” używali także bolszewicy wobec swoich odstępców – maoistów i trockistów, jest tylko zaciemnianiem istoty sprawy. Spór pomiędzy „modelem” sowieckim a trockistami czy maoistami, był elementem walki wewnątrz gangu, ale wszyscy oni byli takimi samymi lewakami. Nikt z nich nie reprezentował postaw radykalnej lewicy – jak chciałby Leszczyński – ale postawy radykalnej demolki, czyli lewactwa właśnie.
O dziwo, w obronie lewactw stanęli w debacie posłowie mający w przeszłości piękną kartę w walce z lewactwem właśnie. Poseł Bogusław Sonik albo bardzo zagubił się w rzeczywistości politycznej, albo niestety, apanaże poprawności europejsko-politycznej doprowadziły do zaprzeczenia przez niego własnej przeszłości w Studenckim Komitecie Samoobrony, gdy proponował poprawkę łagodzącą wymowę potępienia rewolucji. Żal człowieka, który dla chwilowej wygody rozmienia na drobne dorobek wielu lat. Kiedy poseł Józef Brynkus (Kukiz’15) zwrócił uwagę posłowi Sonikowi na niegodziwość takiej postawy, kolejny mówca PO Rafał Grupiński określił to jako chamstwo. Widocznie posłowie PO nawet głosząc bzdury są przysłowiowymi „świętymi krowami”, którym wybaczać należy niewiedzę i niegodziwość. Po czym rozindyczony poseł Grupiński poszedł znacznie dalej w obronie lewactwa, do jednego z lewactwem worka wrzucając tradycje lewicowe i uznając za lewacką rewolucję 1905 roku. Wstyd, Panie Pośle, demonstrować aż takie nieuctwo, albo aż taką hucpę. A może jedno i drugie? Popis dał oczywiście „nowoczesny” Krzysztof Mieszkowski, który jak przystało na człowieka niedouczonego i nieokrzesanego stwierdził, że uchwała dzieli polskie społeczeństwo. Takiego kuriozum nie głoszono nawet na osławionym Wieczorowym Uniwersytecie Marksizmu-Leninizmu.
Jak widać, to nie posłowie PiS czy Kukiz’15 wrzucają do worka lewactwa to, czego nie akceptują, ale posłowie „oświeconych” niedoedukowanych, którzy usiłują pohańbić tradycje polskiej lewicy, nazywając je lewactwem.
Posłów Roberta Winnickiego (niezrzeszony) i Józefa Brynkusa (Kukiz’15) zaatakował Leszczyński za barwną retorykę sformułowań, jakby nie rozumiejąc, że w ferworze polemiki są one dopuszczalne, zwłaszcza, że merytorycznie były poprawne. W efekcie z opinii żurnalisty wynika, że rewolucja bolszewicka nie przyniosła ponad stu milionów ofiar. Warto zatem odesłać pana redaktora do nadrobienia zaległości czytelniczych, gdyż w „Czarnej Księdze Komunizmu” już dawno, a bardzo ostrożnie podliczono skutki ofiar rewolucji komunistycznej i jej następstw na sto kilkadziesiąt milionów bezpośrednich ofiar śmiertelnych. Bardzo ostrożnie, raczej zaniżając dane, i nie licząc do sumy ofiar wielu pokrewnych wydarzeń o tym samym marksistowskim podłożu. Panie niedouczony Redaktorze – to nie są ofiary wojen światowych – jak pan napisał, ale mordów, rozstrzeliwań, głodu, zsyłek, wszelakich eksperymentów i czystek etnicznych w imię rewolucji i pod jej sztandarem. Kłania się edukacja.
Zdaniem Leszczyńskiego lewactwo, posłowi Józefowi Brynkusowi kojarzy się z prawem do zabijania na życzenie, czyli według widzimisię, także nienarodzonych, z przyzwoleniem na eutanazję, z mordowaniem dla pozyskania narządów i dla czystek etnicznych. Zatem kojarzy się prawidłowo, bo te działania są jednoznacznie lewackie zarówno pod względem ideologicznym, jak też pod względem prawnym. Po prostu sprzeczne z właściwie rozumianym i interpretowanym prawem boskim i naturalnym.
A redaktor Leszczyński uznał, że oczywistą nieprawdą jest, iż Polska stała się jedną z największych ofiar rewolucji bolszewickiej. Bo przecież ludność Chin i Rosji poniosła znacznie liczniejsze ofiary, a w Polsce system komunistyczny narzucony został w jednej z jego najbardziej łagodnych wersji, gdyż ofiar śmiertelnych było tylko kilkadziesiąt tysięcy. Proponuję nie zapominać o ofiarach „akcji polskiej” NKWD z lat 1937-38, masowych deportacjach Polaków w latach 1939-1941 i 1944-45. A także o proporcjach, które, jeżeli się je uwzględni, wskażą że Polska i Polacy są niewątpliwe jedną z najbardziej i najciężej doświadczonych komunizmem zbiorowości.
Spektrum debaty publicznej w Polsce bynajmniej nie przesunęło się na prawo. PO nawet w najmniejszym stopniu nie jest partią konserwatywną, zaś Nowoczesna jest liberalna tylko w znaczeniu ideologiczno-lewackim. Nie ma zatem żadnego „ponurego paradoksu” w tym, że to właśnie posłowie PO czy Nowoczesnej atakowali uchwałę potępiającą rewolucję. Czynili to zgodnie z lewacką mentalnością. I dlatego wara im od tradycji polskiej lewicy, które obrony nie potrzebują. A prawda historyczna sama się obroni, wbrew zakłamywaniu przez lewactwo.
dr hab. Józef Brynkus
Poseł na sejm RP, Kukiz’15



Komentarze
Pokaż komentarze (2)