Niedawno prof. Roman Kuźniar z Kancelarii Prezydenta uznał, że sprawa katastrofy jest już wyjaśniona. Pozostały tylko wątki poboczne.Podobnie twierdzi koalicja rządowa, która oszczędziła sobie polemiki z najnowszymi wnioskami zagranicznych ekspertów.
PiS od dwóch lat robi wszystko, by sprawa Smoleńska nie została zapomniana i to zadanie wykonało znakomicie. Mimo powtarzania w mediach różnych odmian żenującego hasła "mam dość, rzygam Smoleńskiem” , katastrofa samolotu prezydenckiego pozostaje jednym z najważniejszych tematów polskich mediów.
Prawo i Sprawiedliwość podjęło się jednak również drugiego, o wiele trudniejszego i ambitniejszego zadania – chciało pokazać, że kontestowanie raportu MAK i komisji Millera nie sprowadza się do pustej gadaniny, a jest poparte naukowymi dowodami. Stąd współpraca z prof. Biniendą, dr. Nowaczykiem i dr. Szuladzińskim. W tym punkcie PiS odniósł porażkę – jego przesłanie trafiło tylko do części polskich środowisk akademickich, które zaczęły się niedawno domagać zorganizowania konkursu na projekt badawczy poświęcony wyjaśnieniu przyczyn katastrofy smoleńskiej.
Jednak PiS-owi nie udało się zmusić polityków i rządowych ekspertów do zmierzenia się z naukowymi argumentami – ostatnie publiczne wysłuchanie w Parlamencie Europejskim zostało sprowadzone do wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego, który stwierdził, że coraz więcej faktów wskazuje na zamach. Pokazała to wypowiedź ministra Sikorskiego, a także wypowiedź Jarosława Wałęsy w programie Tomasza Lisa – ich zdaniem Prawo i Sprawiedliwość znów rzuca bezpodstawneoskarżenia.
Wielką porażką skończyła się próba przebicia ze smoleńskim przesłaniem do Zachodu – w prasie amerykańskiej i brytyjskiej wysłuchanie w PE zostało całkowicie przemilczane, podobnie druga rocznica katatstrofy – wyjątkiem okazały się jedynie media polonijne. Jedynie w Niemczech temat Smoleńska pozostaje żywy, ale odbiór poglądów PiS-u jest fatalny. Największy niemiecki dziennik, „Frankfurter Allgemeine Zeitung”sprowadził argumentację prawicy do gadania o morderczym spisku wspólnie zainscenizowanym przez Rosję i polskich „zdrajców” .Nic dziwnego – niemieccy eksperci ds. Rosji, a z Alexandrem Rahrem na czele, mówią o wzorowej współpracy polsko-rosyjskiej ws. śledztwa smoleńskiego (sic!). Tym bardziej dziwi ich postawa Jarosława Kaczyńśkiego.
Dla Niemców MAK i polska prokuratura wojskowa pozostają jedynymi wiarygodnymi badaczami tragedii. Warszawski korespondent „FAZ” podkreśla, że wypowiedzi przywódcy opozycji nie są wsparte żadnymi dowodami pochodzącymi z badań rosyjskich i polskich władz.Dalej dodaje, że pytanie, czy ze środowiska Prezydenta Lecha Kaczyńskiego wywierano naciski na pilotów,by próbowali dokonać niedozwolonego lądowania, pozostaje otwarte.Nie dość, że do Niemców nie dotarły doniesienia o dowodach z badań fonograficznych i ułożenia ciał zabitych, które wykazały, że w kabinie pilotów nikogo ze środowiska prezydenta nie było, to na dodatek nie dowiedzieli się oni o nagraniach z czarnych skrzynek, w których wyraźnie była mowa o danej przez Rosjan zgodzie na lądowanie.Nawet komisja Millera to podkreślała. Pozostaje zadać pytanie: skoro poważny niemiecki dziennik żyje stereotypami na temat Smoleńska, to co dopiero niemieckie społeczeństwo?
Fakt, że w oczach wielu cudzoziemców raport MAK pozostaje wiarygodny wymaga konkretnej reakcji. Współpraca z naukowcami, publiczne wysłuchania, wypowiedzi dla polskich mediów to za mało,by zachodnie społeczeństwa zauważyły i zrozumiały problem Smoleńska. A bez ich poparcia trudno będzie odkłamać dotychczasowe raporty, nie wspominając już o międzynarodowym śledztwie.
Jednak państwa zachodnie nie zainteresują się Smoleńskiem, jeśli nie zobaczą związku między tą katastrofą a swoimi interesami. Podobnie w XIX wieku nikt nie interesował się wymazaną z mapy Polską, dopóki nie zauważono, że niepodległa Rzeczpospolita może się Zachodowi przydać.
Środowiska prawicowe podjęły już się pracy u podstaw w Polsce – organizują lokalne spotkania z rodzinami ofiar, komitety dzielnicowe (m.in. ursynowski) otwierają wystawy poświęcone dziedzictwu prezydenta Kaczyńskiego, powstają pomniki pamięci. Te działania mają ogromne znaczenie dla kształtowania się naszej tożsamości narodowej, ale nie dla społeczeństw zachodnich. Potrzeba więcej inicjatyw w formie wyjazd duetu Macierewicz&Fotyga do USA. Konieczne są rozmowy z ambasadorami obcych państw, których opinia na temat Polski nierzadko jest dla zachodnich przywódców decydująca. Polonie zagraniczne powinny organizować spotkania poświęcone znaczeniu Polski dla Zachodu.
Związek między katastrofą smoleńską a interesami Zachodu jest jasny i nietrudno go wykazać. Trzeba przypomnieć Zachodowi horror zimnej wojny i pokazać mu, że od odpowiedzi na pytanie, czy w Smoleńsku doszło do zamachu, zależy przyszłość Europy. Odpowiedź twierdząca oznacza, że Moskwa gotowa jest zrobić wszystko dla osiągnięcia swoich celów – w przypadku Lecha Kaczyńskiego chodziło o zatrzymanie procesu budowy sojuszu państw Europy Środkowo-Wschodniej przeciw imperialnym ambicjom Rosji. Dalej trzeba wykazać, że cele Moskwy nie są spójne z celami Zachodu. Moskwa chce odbudowy imperium i decydującego wpływu na politykę i gospodarkę światową. Natomiast Zachód – najogólniej rzecz biorąc - chce spokojnych interesów i wzrostu gospodarczego. Temu przecież przede wszystkim służy postępujący demontaż wojsk.
Wreszcie trzeba przypomnieć Brytyjczykom i Amerykanom, a nawet Niemcom (choć z przekonaniem ich może być największy problem), że Rosjanie nie są najlepszymi partnerami do interesów. Dla rosyjskiej biznesfery wolny rynek to bezwzględna walka o pieniądze, a nie zdrowa konkurencja. Wystarczy wspomnieć historię brytyjskich i amerykańskich koncernów energetycznych, które podjęły się robienia interesów w Federacji Rosyjskiej. W 2006 roku Royal Dutch Shell sprzedało za bezcen większość swoich udziałów w intratnym projekcie gazowym Sachalin-2 Gazpromowi, po tym, jak rząd federalny pozwał go do sądu za niszczenie środowiska,żądając 30 mld dol. odszkodowania. Podobnie koncern BP został zmuszony do sprzedaży udziałów w licencji na wydobycie syberyjskiego gazu po zaniżonych cenach. Analogicznie Kreml potraktował amerykański Exxon. Jednocześnie brak podobnych przypadków z udziałem firm niemieckich – takie koncerny jak E.ON Ruhrgas traktowane są przez Gazprom poprawnie. Wszystkie te przykłady potwierdzają tezę, że Rosja w interesach jest nieprzewidywalna –bardzo dochodowy biznes pozostaje obciążony wysokim ryzykiem. Nigdy nie wiadomo, czy zachodnia firma nie będzie przeszkadzała planom Kremla.
Innymi słowy: wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej leży w interesie mocarstw, bo od tego zależy ocena, na ile poważnie należy traktować rosyjskie plany odbudowy imperium. Jeśli Kreml potrafi posunąć się do zabójstwa głowy państwa dla osiągnięcia swoich celów, oznacza to realne zagrożenie dla zachodnich przywódców, którzy będą sprzeciwiali się jego planom. Nie chodzi tylko o zagrożenie dla życia, ale również dla gospodarki i wolnego rynku - ignorowanie agresywnej polityki Rosji (jej przykładem może okazać się katastrofa smoleńska) oznacza przyzwolenie na barbarzyńskie zasady prowadzenia interesów przez rosyjskie firmy, których wpływy w Europie wciąż rosną.Wyjaśnienie Smoleńska przez społeczność międzynarodową stanowiłoby czytelny sygnał dla Moskwy, że nie może pozwolić sobie na wszystko.
Obecnie przegrywamy - nie tylko jako prawica - w batalii o prawdę w sprawie Smoleńska. Możemy ją wygrać, jeśli pokażemy, że Smoleńsk to nie tylko sprawa Polski, ale całego Zachodu.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)