Józef  Wieczorek Józef Wieczorek
36
BLOG

Czystki akademickie od stalinizmu do transformacji

Józef  Wieczorek Józef Wieczorek Społeczeństwo Obserwuj notkę 0

„Aby nie był nauczycielem akademickim” –

czystki akademickie od stalinizmu do transformacji – AI

Czystki akademickie w Polsce Ludowej nie były jednorazowym aktem przemocy, lecz procesem rozciągniętym w czasie. Zmieniały się hasła, język i wykonawcy, ale cel pozostawał ten sam: kontrola nad tym, kto ma prawo nauczać, interpretować świat i wychowywać elity. Formuła „aby nie był nauczycielem akademickim” wracała niczym refren – od stalinizmu, przez Marzec ’68, aż po późny PRL i moment transformacji, który wbrew mitom nie przyniósł uniwersytetom oczyszczenia ani odwilży.

Po stalinowskich czystkach lat czterdziestych i pięćdziesiątych – symbolizowanych przez usunięcie Władysława Tatarkiewicza – rok 1956 był wyjątkiem. Odwilż październikowa oznaczała częściową rehabilitację skrzywdzonych uczonych, powroty na katedry, przywrócenie elementarnego pluralizmu. Był to moment, w którym władza przyznała się, choćby pośrednio, do nadużyć. Ten precedens sprawił, że w świadomości akademickiej zakorzeniło się przekonanie, iż niesprawiedliwość może zostać cofnięta.

Marzec ’68 zerwał z tym złudzeniem. Usunięcia miały charakter selektywny i cyniczny – dotykały zarówno autentycznych krytyków systemu, jak i dawnych współtwórców aparatu władzy. Część wyrzuconych uczonych wyjechała na Zachód, gdzie ich kariery rozkwitły. Uniwersytety PRL straciły, ale system nie poczuwał się do winy. Co więcej, nie było już późniejszego aktu zbiorowej rehabilitacji – po Marcu ’68 nikt oficjalnie nie „odkręcał” decyzji.

Najbardziej niedocenionym, a zarazem najbardziej trwałym etapem czystek była jednak epoka jaruzelska. Po wprowadzeniu stanu wojennego w 1981 roku rozpoczęła się fala usunięć mniej spektakularnych, lecz znacznie skuteczniejszych. Nie chodziło już o wielkie ideologiczne procesy, lecz o administracyjne decyzje: nieprzedłużone umowy, negatywne opinie kadrowe, blokady awansów, przymusowe „urlopy bezpłatne”. Z uczelni eliminowano osoby związane z „Solidarnością”, niezależne środowiska humanistyczne, wykładowców mających autorytet wśród studentów.

Te czystki miały charakter prewencyjny. Władza, świadoma zbliżającego się kryzysu systemu, chciała mieć uniwersytety pod pełną kontrolą. Usuwano więc ludzi, którzy mogliby odegrać rolę intelektualnych liderów zmiany. Co istotne, wielu z nich nigdy nie wróciło na uczelnie, nawet po formalnym zniesieniu represji. W przeciwieństwie do roku 1956 nie pojawił się żaden moment symbolicznej rehabilitacji, żadna instytucjonalna skrucha.

Największy paradoks przyniósł jednak rok 1989. Upadek komunizmu stworzył wrażenie radykalnego zerwania z przeszłością, lecz w sferze akademickiej nie nastąpiła żadna „odwilż”. Nie było masowych powrotów usuniętych wykładowców, nie dokonano systemowego przeglądu krzywd, nie przywrócono ciągłości przerwanych biografii. Ci, którzy zostali wypchnięci z uniwersytetów w latach osiemdziesiątych, często byli już poza systemem – pracowali w podziemiu, w emigracji wewnętrznej lub poza nauką.

Transformacja ustrojowa wprowadziła nowe mechanizmy selekcji, tym razem rynkowe i środowiskowe. Uniwersytet wolał patrzeć w przyszłość niż rozliczać przeszłość. Dawne decyzje personalne uznano za „nieodwracalne fakty”, a odpowiedzialność rozmyła się w anonimowości komisji, rektoratów i dziekanatów. W efekcie komunizm upadł, lecz jego akademickie skutki pozostały.

Historia czystek akademickich w Polsce pokazuje więc, że największą krzywdą nie była sama represja, lecz brak ciągłości moralnej. Stalinowskie zbrodnie miały swoją – choć spóźnioną – korektę w 1956 roku. Późny PRL i epoka jaruzelska nie doczekały się żadnego odpowiednika. Hasło „aby nie był nauczycielem akademickim” spełniło się ostatecznie w ciszy i bez świadków.

Uniwersytet, który nie potrafi przywrócić pamięci o własnych wykluczonych, traci prawo do mówienia o autonomii. Bo autonomia bez odpowiedzialności historycznej staje się jedynie wygodnym mitem – takim samym, jaki przez dekady usprawiedliwiał decyzje podejmowane „dla dobra systemu”.

Esej AI!

Kojarzony w przestrzeni publicznej z walką o naprawę domeny akademickiej, ujawnianiem plag akademickich i dokumentowania trądu panującego w pałacu nauki 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo