Kiedy śledzę pyskówki dwóch niewiast z Polska 2050 (podobno zmienili nazwę, ale nic poza tym) ogarnia mnie z jednej strony gniew, bo przecież ten teatrzyk, to w ich pojęciu ma być polityka, a jest manifestacją bzdur za publiczne pieniądze i na benefis „koalicjantów”, a faktycznie dla ratowania stołków, które coraz bardziej uciekają spod t..ków. Z drugiej strony jest też pewna Schadenfreude (będąc na usługach Berlina, trzeba pewne pojęcia opanować.) Bo głupotę można piętnować i nic jej to nie szkodzi. Dopiero. kiedy sama staje na widowni, może wreszcie widownia ją rozpozna.
Zrozumiałe, że takie partie i tacy politycy są potrzebni, kiedy przychodzi do destrukcji na skalę państwa. Pomyślunek, to nie ich sprawa. PSL, Polska 2050, lewica i pomniejsi „koalicjanci” mają jedno zadanie: słuchać wodza. Stalin kazał śledzić na plenach partyjnych salę, kto nie klaska. Wystarczyło, by za to zapłacił, nawet łagrem. Hitler nie musiał stosować takich chwytów, bo ci, co byli na sali klaskali z własnej woli. W piosence bojowej dla frontu wschodniego znajdują się słowa: Freiheit das Ziel, Sieg das Panier! Führer, befiehl! Wir folgen dir! (Celem wolność, sztandarem zwycięstwo. Wodzu rozkaż, a idziemy za tobą). Tylko jedno jest tu prawdziwe: Führer, befiehl! Wir folgen dir! Bo szli za Hitlerem na ślepo, nawet na rzeź w Rosji. I tak samo za Tuskiem idą jego „koalicjanci”. Aż brzydko patrzeć, jak Kosiniak Kamysz, w końcu z wykształcenia lekarz, bezmyślnie mu potakuje. O innych nawet nie chce się mówić.
Kim zatem jest ten Tusk? Przecież nie jest znany z sukcesów politycznych, nie licząc całowanie klamki Berlina i Brukseli. On im śpiewa „wir folgen dir (euch) (idziemy za wami), a jemu śpiewają to samo klakierzy w Warszawie: idziemy za tobą. Kimże w końcu on jest?
Ryszard Legutko w swej ostatnio wydanej książce: Rekapitulacja, Warszawa 2025, określa Tuska jako socjopatę, gdyż jest człowiekiem mściwym i to w stopniu niespotykanym u żadnego z obecnych i przeszłych polityków III RP. Gdy mściwość przekracza granice zaczyna sterować całym działaniem człowieka. to podejrzenie socjopatii nabiera wiarygodności (s. 392). I dalej:
„Rozumowałem, tak: żaden człowiek ponoszący odpowiedzialność za kraj – a piszę to w 2025 roku. gdy Tusk jest premierem – nie mógłby równie maniacko i na porównywalną skalę kłamać Polakom, nie prowadziłby najwyraźniej celowego i jawnego niszczenia gospodarczego i politycznego polskich instytucji, nie rujnowałby budżetu, nie wycofywał się z kluczowych inwestycji, nie gwałciłby demonstracyjnie prawa w stopniu wręcz niewyobrażalnym, nie ignorowałby polskich interesów, by służyć interesom obcym, a przede wszystkim nie pogłębiał do granic patologicznych wojny polsko-polskiej, która grozi katastrofą państwa polskiego”. (s. 394)
Autor określa Tuska jako „socjopatę”. Nienawiść i mściwość charakteryzuje większość samodzierżców, cierpiących na tę dolegliwość. Hitler kazał w ostatnich chwilach swego życia uśmiercać nawet takich druhów, jak Göring czy Himmler, gdyż ci chcieli już pójść własną drogą.
Cenię opinię profesora Legutko, ale mam wątpliwość, czy to, co czyni Tusk wynika jedynie z oczywistej u niego socjopatii? (Socjopata to osoba z antyspołecznym zaburzeniem osobowości (ASPD), charakteryzująca się głębokim brakiem empatii, manipulacją, lekceważeniem norm społecznych i brakiem wyrzutów sumienia). Gdyby tak było, można by Tuska usprawiedliwić, jak to bywa w przypadku psychopatów. Jednak tak się składa, że działalność Tuska i jego rządu wyraźnie wskazuje, że źródłem jej jest świadome służenie obcym interesom. Do takich zaliczyć trzeba inicjatywy unijne, przynoszące szkodę Polsce w dziedzinie gospodarki, tożsamości, ideologii i suwerenności. Dochodzi do tego skądinąd niezrozumiała uległość wobec Niemiec, granicząca wprost z jakimś kompleksem niższości.
W związku z tą jakże słuszną opinią o Tusku nasuwa się pytanie, dlaczego słucha go rząd i elektorat? Rząd, ponieważ dobiera on sobie ludzi, albo ograniczonych albo oportunistów gotowych na każde draństwo, by robić karierę, albo psychopatów znajdujących satysfakcję w robieniu brudnej roboty. A elektorat? Nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi. Znowu trzeba sięgać do analogii. Hitler miał do końca, a może i ma w dalszym ciągu, zwolenników. Podobnie Stalin. Sam widziałem, jak po śmierci Stalina ludzie – Polacy – płakali. Czemu zatem się dziwić, że Tusk zwolenników ma? Można by pomyśleć o końcu obu despotów, ale to wymagałoby jakiejś predyspozycji intelektualnej. Trzeba raczej ubolewać.
Ostatnio w którejś z niemieckich gazet przebąkiwano, że ewentualnym następcą Tuska miałby być Sikorski. Tusk działa przewrotnie, co nie znaczy, że zawsze głupio. A zatem Sikorski to zmiana na gorsze. A może Niemcom właśnie taki jest potrzebny?
5


Komentarze
Pokaż komentarze