Oto świeżutka notka z Salon24, podpisaną dumnie „Potomek Wołyniaków”, datowana na 5 sierpnia 2026. Tytuł jak z moskiewskiej fabryki memów: „USA nie mają już czym walczyć”. Plagiator z powagą godną wieczornego wydania „Wiadomości” z Łubianki opowiada, że Pentagon zużył niemal wszystkie ATACMS-y, najnowsze PrSM-y i połowę Tomahawków… w trwającej wojnie z Iranem. Tak, z Iranem. Bo przecież wszyscy wiemy, że Amerykanie właśnie teraz, w 2026, prowadzą pełnoskalową wojnę z Teheranem, a Izrael i monarchię Zatoki siedzą z założonymi rękami i tylko kiwają głowami.
Dalej leci klasyczna litania: amerykański przemysł zbrojeniowy umiera od lat 90., produkcja Patriotów to żart, kadry na emeryturze, a US Army to już tylko trzecia armia świata – po Rosji i Chinach. „Do dupy z takim sojusznikiem” – kończy autor, jakby właśnie dostał medal za lojalność od samego Szojgu. Piękne. Prawdziwe majstersztyk. Tylko że… Ten „Potomek Wołyniaków” to nie żaden potomek niczego. To Jarosław Ruszkiewicz.
Ten sam, którego na Salon24, Neon24 i Naszych Blogach od lat gonią jak złodzieja tożsamości. Facet, który pisał pod piętnastoma nickami, kradł nazwy blogów, wielbił Putina jako „prawdopodobnie największego męża stanu na świecie” (obok Xi, oczywiście), kibicował Rosji w „zbożnym dziele” i jednocześnie opluwał wszystkich dookoła – Polaków, Ukraińców, lewaków, prawaków, Kościół, feministki i własne dzieci (według jego własnych, barwnych zwierzeń). Ruszkiewicz. Słynny fejkowy troll. Człowiek, którego styl, tezy i mania wielokrotnych kont są tak charakterystyczne, że rozpoznają go nawet ślepi. Ten sam, który kiedyś przyznawał się do bycia „internetowym łajnem”, produktem dysfunkcyjnej rodziny, alkoholikiem i specjalistą od siania chaosu.
A teraz, pod nowym, wzruszającym nickiem „Potomek Wołyniaków”, serwuje nam gotowca prosto z podręcznika rosyjskiej dezinformacji: Ameryka się sypie, pocisków nie ma, armia trzecia w świecie, sojusznik do dupy. Ironia jest grubą jak czołg T-72 po trzech dniach marszu. Bo kto lepiej wie, że Amerykanie nie mają czym walczyć, niż człowiek, który od lat walczy wyłącznie klawiaturą – i to na zlecenie albo z ideologicznego zapału, albo z czystej potrzeby bycia ważnym w kloace internetu?
Kto lepiej ocenia stan arsenałów USA niż bloger, którego największą bitwą było skopiowanie cudzego tytułu bloga i napisanie kolejnego hymnu na cześć „prezydenta Putina”?
Sieć kocha takich ludzi. Bo sieć nie wymaga dowodów. Wystarczy pewność siebie, trochę liczb wyrwanych z kontekstu (albo z powietrza), odrobiną „zachodnie media donoszą” i gotowe. Nikt nie sprawdza, czy wojna z Iranem w ogóle trwa. Nikt nie pyta, skąd „zachodnie media” wiedzą o zużyciu połowy Tomahawków, skoro te same media oficjalnie o takiej wojnie milczą. Nikt nie zastanawia się, dlaczego akurat teraz, kiedy Rosja ma własne problemy z amunicją, produkcją i kadrami, nagle okazuje się, że to Amerykanie są na skraju wyczerpania.
To jest czysta magia. Magia trolla. Najpiękniejsze jest to, że tacy ludzie zawsze grają tę samą kartę: „ja tylko pokazuję prawdę, którą media ukrywają”. A potem, gdy ktoś im wytknie, że są Ruszkiewiczem z kolejnym kontem, zaczynają wrzeszczeć o cenzurze, o „rusofobii”, o tym, że „prawda boli”.
Klasyczny manewr. Najpierw kłamiesz, potem obrażasz się, że ktoś to zauważył. Kłamstwa w sieci nie są już nawet kłamstwami. Są produktem. Tanie, masowe, wielokrotnego użytku. Pisane przez ludzi, którzy albo siedzą w call-center w Petersburgu, albo – co gorsza – siedzą w Polsce i z własnej, nieprzymuszonej woli powtarzają te same tezy, bo tak im wygodniej, bo tak czują się ważni, bo tak łatwiej żyć w świecie, w którym Rosja jest mocarstwem, a Zachód leży w gruzach.
Ruszkiewicz-Potomek-Wołyniaków właśnie dodał kolejny cegiełkę do tej pięknej budowli. USA nie mają czym walczyć. Armia trzecia w świecie. Sojusznik do dupy. Brawo.
Tylko że kiedyś, kiedyś, jak już wszystkie te notki się skumulują, a prawdziwa historia (ta bez „zachodnich mediów donoszących”) dojdzie do głosu, to zostaną tylko ślady. Ślady nicków, ślady skopiowanych tekstów, ślady hymnu na cześć „największego męża stanu” i ślady człowieka, który przez lata udawał, że jest kimś innym. A internet, ten wielki, bezlitosny internet, zapamięta. Bo kłamstwo ma krótkie nogi.
A troll – jeszcze krótsze. I nie, nie pomogą nowe nicki.
Ani „Potomek Wołyniaków”, ani „Viva Palestina”, ani „Spiryto Libero”, ani cokolwiek innego.
Ruszkiewicz pozostanie Ruszkiewiczem.
A jego notki – klasycznym przykładem tego, jak wygląda kłamstwo, kiedy już nawet nie stara się być wiarygodne. Tylko głośne.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)