Scenariusz bezpośredniego „unieważnienia” prezydentury przez TK jest prawnie wątpliwy. Zgodnie z art. 129 Konstytucji o ważności wyboru Prezydenta RP rozstrzyga Sąd Najwyższy, a nie Trybunał Konstytucyjny. Nie oznacza to jednak, że nie można podjąć próby ograniczania kompetencji prezydenta, podważania skutków jego decyzji oraz wywoływania kolejnych sporów kompetencyjnych. Właśnie dlatego niepokoją informacje o przygotowywanym „wejściu” do TK, możliwym wyprowadzaniu jego prezesa przez policję oraz pomyśle, aby Maciej Berek złożył „ślubowanie” w Sejmie, skoro prezydent nie zamierza go odebrać.
Jeżeli te zapowiedzi , choć w części są prawdziwe, nie chodzi już o przywracanie praworządności. Chodzi o stworzenie Trybunału uznawanego przez rząd, obsadzonego osobami gwarantującymi oczekiwany kierunek orzeczeń. Jedne wyroki byłyby publikowane, inne ignorowane. Jedni sędziowie byliby uznawani, inni nie. Jedna strona miałaby „swój” Trybunał, a druga – „swój”. Maciej Berek nie byłby w takim układzie zwykłym sędzią badającym zgodność ustaw z Konstytucją. Byłby politycznym operatorem wysłanym do przejęcia instytucji, której rozstrzygnięcia mogłyby następnie służyć do blokowania prezydenta i przyszłego rządu. To wyjątkowo niebezpieczny mechanizm. Konstytucja przestaje wówczas być najwyższym prawem, a staje się narzędziem pozostającym w rękach tego, kto dysponuje większością, policją, prokuraturą i możliwością publikowania orzeczeń.
PiS wcześniej otworzył drzwi do instrumentalnego traktowania Trybunału. Obecna władza może przez nie wjechać czołgiem. Fakt, że poprzednicy naruszali standardy, nie daje następcom prawa do ich całkowitego zniszczenia. Art. 7 Konstytucji nakazuje organom państwa działać na podstawie i w granicach prawa. Art. 10 ustanawia podział i równowagę władz. Art. 173 gwarantuje odrębność i niezależność sądów oraz trybunałów. Żaden z tych przepisów nie zawiera dopisku: „chyba że premier uzna, że wymaga tego demokracja walcząca”.
Najgroźniejszym skutkiem może być powstanie dwóch równoległych porządków konstytucyjnych: rządowego i prezydenckiego. Dwóch Trybunałów, dwóch katalogów legalnych orzeczeń i dwóch wersji obowiązującego prawa. Wtedy ostatecznym argumentem nie będzie Konstytucja, lecz siła. Demokracja nie kończy się dopiero wtedy, gdy odwołane zostają wybory. Kończy się wcześniej – gdy rządzący uznają, że prawo obowiązuje tylko przeciwników, a instytucje można przejmować przy pomocy prokuratury i policji.
Tak nie odbudowuje się państwa prawa. Tak zamienia się państwo prawa w państwo politycznej zemsty, w którym każda kolejna władza będzie robiła swoim poprzednikom dokładnie to samo – tylko jeszcze brutalniej.
https://x.com/PiotrKusznieruk/status/2100257530777629040
ps.
To już wiemy do czego Tusk jest zdolny, bo skoro dla Cudaka kazał zrobić dziurę w ścianie żeby go w gabinecie zainstalować to dla Berka może kazać udrożnić kominy w TK a jeżeli nie da rady to może będzie kazał rozebrać TK.
A prawda jest taka że Tusk przegra bo jest emanacją zła!


Komentarze
Pokaż komentarze (9)