
Miejsce zamieszkania Piątkowskiej ujawnił reporter wPolsce24 Stanisław Pyrzanowski. Dziennikarz ustalił, że Monika Piątkowska, która chce być prezydentem Krakowa, mieszka na strzeżonym osiedlu pod Nadarzynem koło Warszawy. 280 km od Krakowa!
Jednak kandydatka na prezydenta Krakowa Monika Piątkowska odebrała zwykłą dziennikarską pracę - przecież ubiega się o ważny publiczny urząd - jako atak na siebie, jej rodzinę i jej dziecko. Zapowiedziała podjęcie kroków prawnych twierdząc, że dziennikarze Telewizji wPolsce24 naruszyli prywatność jej syna, bo wtargnęli na osiedle gdzie mieszka z synem.
Granica między politycznym sporem a prywatnością mojej rodziny została przekroczona. Przekroczyliście granicę, która jest granicą nieprzekraczalną. Podnieśliście rękę na moją rodzinę i na moje dziecko - twierdzi Piątkowska.
Szybko na te insynuacje odpowiedział szef stacji wPolsce24.
Reporter telewizji wPolsce24 nie nagrywał, nie chciał nagrywać, nie szukał, nie wypatrywał pełnoletniego syna pani Moniki Piątkowskiej. Wjechał na osiedle i nagrał zwyczajową sondę wśród mieszkańców. Insynuacja dotyczącą syna jest albo zwykłą ściemą, albo dotyczy innej redakcji - wyjaśnił redaktor naczelny Jacek Karnowski.
Dom Piątkowskiej to... siedziba jej firmy!
A adres nieruchomości widnieje w oficjalnych dokumentach dostępnych publicznie.
A dlaczego? Ponieważ według danych z Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG) wskazany adres domu pod Nadarzynem jest także adresem firmy zarejestrowanej na Monikę Piątkowską. Działalność przedsiębiorstwa została co prawda zawieszona w 2022 roku, jednak wciąż widnieje w oficjalnym rejestrze dostępnym publicznie.

Co więcej firma Moniki Piątkowskiej została założona... w Warszawie. Decyzję o rejestracji działalności wydał Urząd M. St. Warszawy, jak wynika ( podkreślmy to jeszcze raz), z publicznie dostępnych informacji na rządowych stronach.

Informacje te zresztą można uzyskać w jeszcze prostszy sposób - wpisując nazwę firmy senator Moniki Piątkowskiej w wyszukiwarkę internetową. Takie oto informacje pojawiają się na samej górze:

Trzaskowski ma więcej wspólnego z Krakowem niż Piątkowska?
Jak zatem widać dziennikarze wPolsce24 opierali się wyłącznie na publicznie dostępnych informacjach. Nikogo nie nękali, nie nagrywali członków rodziny pani Piątkowskiej. A w dodatku wyszło na jaw, że przez niemal 7 lat pani Piątkowska, deklarująca się jako osoba ściśle związana z Krakowem, mieszka i prowadziła swoją działalność gospodarczą w Warszawie.
W takiej sytuacji wydaje się, że więcej wspólnego z Krakowem miał Rafał Trzaskowski, który notabene z Krakowa startował w wyborach do Parlamentu Europejskiego.
kh/źr. wPolityce.pl
https://wpolityce.pl/polityka/nowe-informacje-ws-domu-piatkowskiej-to-siedziba-firmy-,263385
ps.
Kiedy kończą się argumenty i widmo przegranej zagląda w oczy, najłatwiej zasłonić się własnym dzieckiem i robić z siebie ofiarę, to nie obrona rodziny, to ordynarna, przedwyborcza manipulacja zdesperowanej kandydatki W tej kampanii doszło do sytuacji, w której dziennikarze postanowili pokazać, że kandydatka na prezydenta Krakowa mieszka na zamkniętym osiedlu w Warszawie, a spin doktorzy warszawskiej kandydatki postanowili obrócić to w łzawy atak na dzieci. Ot tyle
Obrzydliwa, ckliwa i żenująca manipulacja na najwyższym poziomie.Monika Jadwiga Piątkowska, kandydatka KO (pardon – „Ponad Podziałami” z błogosławieństwem Tuska i PSL), tydzień przed drugą turą w Krakowie nagle odkryła w sobie matkę-bohaterkę. Nieznane osoby pojawiły się pod domem jej syna, obserwowały i… usiłowały zrobić zdjęcia. Co za horror. Co za barbarzyństwo. Granica została przekroczona. Jako matka nie może milczeć. Będzie dochodzić ochrony prawnej „w pełnym zakresie” – przeciw sprawcom, inspiratorom, finansującym i tym, którzy „koordynują zza kulis”. Nie odstawi nogi. Nie da się zastraszyć.Pięknie. Wzruszająco. Prawie łza się kręci.Tylko że komentarze pod tym emocjonalnym majstersztykiem zalały się śmiechem, ironią i wzruszeniem… żołądka. Bo nagle, gdy w sondażach i po pierwszej turze widać wyraźnie, kto prowadzi (Gibała 36+, ona 29+), a do urny zostało kilka dni, znikąd pojawia się historia o „śledzeniu dziecka”. Bez zdjęć, bez nagrań, bez numerów rejestracyjnych, bez konkretów. Same „nieznane osoby” i wielkie słowa o konsekwencjach. Klasyczna, podręcznikowa historia na litość, empatię i „jak można tak robić matce”.Internauci nie gryźli się w język. „No to czekamy na jakiś dowód. Bo na pewno nie wykorzystałaby Pani swojego dziecka do ckliwej historii, tydzień przed wyborami, żeby wzbudzić litość… bo w sondażach wychodzi, że Pani przegrywa, prawda?”. Inni od razu wróżą, że jutro Gazeta Wyborczą „ujawni”, że to sam Gibała maczał w tym palce.
Jeszcze inni pytają wprost: ile lat ma to „dziecko”? Czy pełnoletni syn też już jest częścią kampanii, czy dopiero gdy się przyda?A hipokryzja? O, ta jest wręcz monumentálna. Gdy hejt i nienawiść spadały na rodzinę innych polityków – w tym na małe dzieci – jakoś nie było takich wzruszających oświadczeń „jako matka nie mogę milczeć”. Wtedy można było milczeć, udawać, że to normalna gra, albo wręcz dolewać oliwy. Teraz nagle prywatność rodziny jest świętością.
Tylko wtedy, gdy to jej rodzina i gdy wyniki nie idą po myśli.To nie jest obrona dziecka. To jest klasyczna, obrzydliwa gra na emocjach. „Mam dziecko – pomóżcie wygrać”. „Nieznane osoby mnie śledzą – zagłosujcie z litości”. Zero faktów, maksimum patosu. I to w momencie, gdy kampania ma być o mieście, o zarządzaniu, o realnych problemach Krakowa, a nie o tym, kto kogo bardziej wzruszy historią o synku.Jeśli ktoś naprawdę chciał zrobić zdjęcia synowi kandydatki – to skandal i powinno być zgłoszone na policję z konkretami, a nie wylewane na Twittera w formie kampanijnego oświadczenia. Ale jak na razie wygląda to na kolejną odsłonę tego samego serialu: gdy nie ma argumentów, gdy wyniki bolą, wtedy wyciąga się dziecko, matczyną troskę i groźby prawne. A ludzie, którzy mają jeszcze odrobinę rozsądku, pytają tylko: serio? Myślicie, że Krakowianie są aż tak głupi?


Komentarze
Pokaż komentarze (8)