
Akcja toczy się w 1946 r. Bohaterem jest sierżant Hipolit Kaleń (znakomita rola Wiesława Gołasa) – trochę spryciarz na bakier z dyscypliną, ale w gorącym terenie Bieszczad może to była najlepsza metoda przetrwania. Marzy o „cywilu”, osiedleniu się na Ziemiach Odzyskanych i spokojnym życiu (jak Maciek Chełmicki z „Popiołu i diamentu”). Kontrastuje z antypatycznym, tchórzliwym porucznikiem Matulą. Schwytany przez oddział Żubryda, staje się świadkiem rzekomych zbrodni, torturowany, udaje dezertera. Unika wykonania wyroku na ziemianinie, ucieka z nim, broni posterunku MO pełnego kobiet i dzieci, wraca do jednostki. Zimą, w pościgu za UPA, oddział wpada w zasadzkę; większość ginie, jeńców mają ściąć toporem najmłodsi banderowcy („dowód przywiązania do idei niepodległej Ukrainy”). Kaleń cudem ucieka, trafia do chaty ukraińskich kobiet (w tym żony sotennika z niemowlęciem), zabija dwóch banderowców z ckm, ale ginie od polskiej serii u progu domu, chroniąc cywilów. Film spina klamra: początek – defilada LWP zwiastująca walkę o polskość Bieszczad i nadzieję na spokój; koniec – ofiara żołnierza, która ten spokój urzeczywistnia.
Obraz jest warsztatowo niezły: prosta, dosłowna narracja (nie pozostawia wątpliwości, tylko „słuszny gniew”), świetne zdjęcia Mieczysława Jahody (surowy czarno-biały obraz o niezwykłej plastyczności) i fantastyczne plenery Bieszczad. Produkcja: Zespół Realizatorów Filmowych „Studio” Aleksandra Forda – czołówka wytwórni dostarczających „słuszne” obrazy (zlikwidowana w 1968 r.).Petelscy poznali się w łódzkiej Filmówce (pierwszy rocznik 1948). Atmosfera szkoły kształtowała filmowców, ale prawie wszyscy należeli do ZMP. Czesław Petelski (choć w wojnie w AK pod „Szarym”) został szefem rady uczelnianej ZMP i cieszył się zaufaniem władz; później lojalny członek PZPR i Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. W 1950 r. odmówił reakcji na donos o „kłamstwach” Zofii Dwornik o Katyniu – sprawę załatwił inny student (prawdopodobnie konfident), a Dwornik spędziła rok w więzieniu.
W dorosłym życiu małżeństwo konsekwentnie realizowało linię partii. Filmy zwykle solidne technicznie (dobre aktorstwo, operatorzy), ale nie arcydzieła; w „Bazie ludzi umarłych” zmienili zakończenie Hłaski na „socjalistyczne”, więc autor zażądał wycofania nazwiska.Geneza kłamstwa: Gerhard (Wiktor Lew Bardach), oficer 8 DP, od maja 1946 r. dowódca 34 pp w Bieszczadach, uczestnik walk z oddziałem Żubryda i UPA, towarzysz Świerczewskiego w dniu jego śmierci (28 III 1947). Lojalny propagandzista (żołnierz, dziennikarz, poseł, pisarz); nawet dwuletnia odsiadka z walk frakcyjnych nie zachwiała oddaniem. „Łuny…” to klasyczny przykład propagandy.
Kluczowe zdanie w filmie: „banderowcy, WiN-owcy, NSZ-owcy i kto wie jeszcze jaka swołocz, wszystko przyczaiło się w tym rejonie”. Oddział Żubryda błędnie nazwano WiN.Najwięcej ordynarnych kłamstw dotyczy mjr. Antoniego Żubryda „Zucha” – dowódcy Samodzielnego Batalionu Operacyjnego NSZ. Był postacią niezwykłą: likwidował funkcjonariuszy bezpieki, skutecznie chronił ludność przed UPA, cieszył się ogromną popularnością i szacunkiem (wpływy sięgały nawet 34 pp LWP, dochodziło do współpracy przeciw UPA). Komuniści nienawidzili go; w maju-czerwcu 1946 r. urządzali publiczne egzekucje „żubrydowców” na stadionie w Sanoku (ściągano młodzież licealną!) i planowali wysiedlenia/spalenia wsi.W filmie (Janusz Kłosiński – Czernousow z „Czterech pancernych”, ponad 40-latek grający 28-latka, aktor wierny partii) Żubryd to prymityw, tępak, sadysta, antysemita bez autorytetu, terroryzujący ludność, która go nienawidzi. Scena u ziemianina Dwernickiego: major każe zamordować dumnego szlachcica, którego przodkowie „jeszcze za Kazimierza lasy karczowali”. Ziemianin (ofiara reformy rolnej!) publicznie upokarza majora, nazywając go bandytą – kompletne pomieszanie pojęć. Pakt z UPA: rozmowy o wspólnej walce i podziale „rejonów świadczeń” (grabież).
W rzeczywistości Żubryd był UPA niechętny, organizował samoobronę; kontakty (jesień 1945, bez jego udziału) dotyczyły odepchnięcia od polskich wsi i uwolnienia więźniów. Inny dowódca próbował współpracy – oddział zbuntował się i przeszedł do Żubryda.Śmierć Żubryda pokazano haniebnie: kłótnia o wsparcie UPA i strzał w plecy od zastępcy. Prawda: 24 X 1946 r. zamordował go agent UB Jerzy Vaulin „Bronek” (ps. „Mewa”, później Jerzy Wolen – scenarzysta i reżyser, zmarł bezkarnie 2015) strzałem w tył głowy, a chwilę później żonę Janinę w ósmym miesiącu ciąży.
Ciała sfotografowano i ukryto (do dziś nie wiadomo gdzie); aresztowano teściową i 5-letniego syna (zmuszony do zmiany nazwiska). W III RP sprawę umorzono z powodu przedawnienia; Vaulin napisał list do syna bez skruchy (film dokumentalny „List do syna” zablokował sądowo). Zastępca Mieczysław Kocyłowski „Czarny” (19-latek, lojalny) był już w rękach UB, po brutalnym śledztwie siedział we Wronkach, szykanowany do 1989, wydał wspomnienia „Byłem zastępcą Żubryda”. Żołnierzy NSZ pokazano jako nieumundurowaną, brudną zgraję z tyrolskimi kapeluszami (skojarzenie z Gestapo) – w rzeczywistości batalion dbał o morale, dyscyplinę i umundurowanie.Scena potyczki z sotnią „Bira” i mordu toporem przez dzieci to kompilacja realnych bitew z marca 1946 (Jasiel 19 III i Kożuszne 26 III – sotnie „Chrina” i „Myrona”). UPA rzeczywiście zlikwidowała oddziały i mordowała jeńców (Jasiel: 60–70 z 79–94, jeden uciekł; Kożuszne: wszystkich 9, czasem toporem), ale zwykle rozstrzeliwano. Quasi-rytualna orgia z toporami w rękach „dzieciaków” to fałsz.
Dlaczego takie wyolbrzymianie win UPA w Bieszczadach? Według Grzegorza Motyki – by dać Polakom emocjonalne zadośćuczynienie za milczenie o ludobójstwie na Wołyniu (Kresy w ZSRR, temat zakazany). Zbrodnie w „piastowskich” Bieszczadach wyolbrzymiano, by przekierować emocje. Propaganda się udała: do upadku PRL wielu identyfikowało UPA głównie przez Bieszczady. Ukraińcy zaś, widząc kłamstwa, zyskali pretekst do nieufności wobec polskich relacji o Wołyniu – sukces komunistycznej propagandy zza grobu.




Komentarze
Pokaż komentarze (2)