35 obserwujących
1137 notek
422k odsłony
  740   0

Wygląda,że premiera Tuska obsługują"chłopcy i dziewczęta ze WSI"

  

fo

 
Z dużym prawdopodobieństwem można domniemywać, że na zdjęciu "wSieci", za "ucieszoną twarzą Tuska", stoi uśmiechnięta żona Marka Dukaczewskiego, ostatniego szefa WSI, pani Magda Fitas - Dukaczewska. - Za Putinem z kolei stoi jego rosyjski tłumacz.
 
Niżej, fragment nagrania spotkania Władimira Putina i Donalda Tuska, na którym szef polskiego rządu wysłuchuje opisu przyczyn "katastrofy w Smoleńsku". Obok premierów widoczna tłumaczka szefa polskiego rządu i zarazem żona byłego szefa WSI Marka Dukaczewskiego, Magda Fitas-Dukaczewska. Czyżby "chłopcy i dziewczęta ze WSI" czuwali nad naszym premierem zawsze i wszędzie?  >>> www.kacpro.blogspot.com
 

 

 

Tygodnik "wSieci" na okładce swojego pisma ujawnia niepublikowane dotąd zdjęcie premiera Donalda Tuska i Władimira Putina, które zostało wykonane tuż po smoleńskiej tragedii: "Obrazy z tego spotkania, jakie dotychczas znaliśmy,pokazywały premiera Tuska i Władimira Putinaw pozach żałobnych. Jak jednak wynika z ujawnionej przez nas fotografii, nie jest to właściwy opis nastroju obu panów w tym tragicznym dla Polski momencie. Kiedy poznamy prawdę o wydarzeniach,które doprowadziły do kwietniowej tragedii?"  - pytają autorzy "wSieci". - Warto przyjrzeć się zdjęciu i spróbować zinterpretować to, co przedstawia.  


A więc co widać?

Moim zdaniem twierdzenie autorów "wSieci" nie do końca jest trafne. Fakt, Putin się uśmiecha i ale nic więcej. Spoglądający na ręce Tuska "osobnik obok" nie wygląda na rozbawionego. Bez uśmiechu Putina cała scena wyglądałaby bardzo dziwnie, a nawet, powiedziałbym "głupkowato", biorąc pod uwagę okoliczności. - Pytaniem pozostaje, czy Putin jest zadowolony z sytuacji po katastrofie, czy rozbawiony zachowaniem Tuska i to, co wydarzyło się dalej, jak dfalej zachował się Putin. - O wiele więcej powiedziałoby nam nagranie tej sceny, ale zastanówmy się nad tym co mamy.

Tusk wyraźnie jest z czegoś zadowolony, "jakby wygrał na loterii" i wygląda jakby z zadowolenia, chciał z Putinem przybić takiego podwójnego ''żółwika".  / Nieraz widzimy coś takiego na amerykańskich filmach; Dwuch zadowolonych gości uderza się dwoma piąstkami czołowo, potem na przemian , jeden drugiego od góry. - To taki znak zadowolenia, że coś poszło gładko, dobrze. Dla mnie, pokazana na zdjęciu scena pokazuje, jakby Donald Tusk chciał sprowokować i wciągnąć Putina do takiego właśnie zachowania. Czy mu się udało, tego nie wiemy. Ktoś skomentował, że Putin jest na to za poważny i chyba miał rację. To nie był dobry dzień na takie "zagrania" i chyba to widać w oczach Putina i spoglądającej na tą scenę "osoby z boku". 

Jeśliby do tego doszło i Putin "przybił Tuskowi", to taka scena pokazana w amerykańskich mediach, z odpopwiednim komentarzem "że to po katastrofie", dla amerykańskiego widza byłaby bardzo wymowna i "oskarżałaby", jak to "Tusk z Putinem w Smoleńsku", kawał dobrej roboty odwalili. -  Czy o to właśnie chodziło Tuskowi. >>> WIĘCEJ >>> www.kacpro.blogspot.com  
 
 

"Żółwikowe zdjęcie Tuska" i "Premierowska polisa na życie", ... czyli: Kto zyskał na rozdzieleniu kwietniowyej wizyty w Katyniu?

www.kacpro.blogspot.com

 

15. Żółwik

Jest to gest przybijany przez dwie osoby pięściami. Oznacza on, że osoba z którą przybijamy tego "żółwika" jest "spoko". Można używać go na powitanie i pożegnanie ;)

 

 

 
Źródła:
„Mowa ciała. Praktyczne wprowadzenie” Gordon R. Wainwright 

wPolityce.pl / opublikowano: 2610.2013 19:18 | ostatnia zmiana: wczoraj, 21:29


 
Wp.pl: "Zdjęcie z naszej okładki stawia pytanie, na które musi paść odpowiedź. Kim są dla siebie, w kontekście tragedii, polski premier i rosyjski prezydent, wówczas premier? Wspólnota czego ich łączy?" - pisze dalej naczelny tygodnika.  Pod zdjęciem widnieje napis: "Premier Donald Tusk tuż po tragicznej śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego i polskiej elity. Kiedy poznamy prawdę?   

W radiu TOK FM do tej publikacji ustosunkował się Radosław Sikorski. - To jest jawne nawoływanie do wojny z Rosją - stwierdził dobitnie minister spraw zagranicznych." >>>A ja myślałem, że wystarczy przegnać premiera, byłego marszałka i paru ministrów. ): 

 
<>

wPolityce.pl: Czy zaskoczyło pana to, co zobaczył pan na tym zdjęciu?

Joachim Brudziński: Nie. Zupełnie nie. Ja mówiłem o tym już kilka tygodni po tej tragedii w programie „Kropka nad i” u pani Moniki Olejnik, wtedy usłyszałem z ust pani redaktor, że zachowuję się nieprzyzwoicie i nie fair, bo przecież wszyscy tam byli tam porażeni i poruszeni i na pewno mówię nieprawdę. Również kiedy opowiadałem o tym pani redaktor Teresie Torańskiej, to właściwie spotykałem się tylko z jakimiś takimi niewybrednymi atakami. A to zdjęcie mnie nie zaskoczyło, bo w parę minut po tym jak wjechaliśmy na płytę lotniska w Smoleńsku rozmawiałem z obecnymi tam pracownikami Kancelarii Prezydenta, którzy ze szczegółami mówili mi o tym, jak zachowywał się pan premier i osoby mu towarzyszące. 
Czy nie ma pan wrażenia, że to zdjęcie to tylko część pewnej całości prawdy o tym, jak Donald Tusk traktował śp. Lecha Kaczyńśkiego? 

To zdjęcie jest w moich oczach kompatybilne z tym, co widziałem na Westerplatte, kiedy Tusk w kabotyńskim geście zasłaniał sobie twarz w trakcie wystąpienia Lecha Kaczyńskiego, kiedy ten mówił o konieczności prawdy. Działo się to, przypominam, także w obecności Putina. Pamiętam Tuska z Putinem spacerujących potem po molo w Sopocie, no i to zdjęcie, które opublikujecie państwo jutro w Tygodniku „wSieci” jakby domyka ten obraz, który również mam przed oczami - śmiejących się Donalda Tuska i Bronisława Komorowskiego na płycie lotniska wojskowego na Okęciu, kiedy do Polski wracały ciała ofiar tragedii smoleńskiej. 
 
<>
Westerplatte, Tibilisi a rozdzielenie wizyt w Smoleńsku
Jarosław Kaczyński, Macierewicz i wielu komentatorów twierdzą, że przyczyną "Smoleńska" było rozdzielenie wizyt premiera Tuska i prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu, w kwietniu 2010 r. / Warto więc zapytać, czy gdyby wizyt nie rozdzielono, do zamachu by nie doszło i ewentualnie, kto zyskał na rozdzieleniu wizyt?
Kto i co zyskał na rozdzieleniu wizyt w Katyniu?

W związku więc z rozdzieleniem wizyt prezydenta i premiera w Katyniu, rodzi się zasadnicze pytanie; Która strona, polska czy rosyjska, doprowadziła tak naprawdę, do rozdzielenia wizyty w Katyniu, w kwietniu 2010 r. To bardzo ważne pytanie, a prawidłowa na nie odpowiedź, może pomóc w rozwikłaniu sprawy "nieudowodnionej katastrofy w Smoleńsku". 
Domyślnie przyjmuje się, że do rozdzielenia wizyt doprowadziła administracja Putina, tylko skąd wiemy na 100%, że tak właśnie było? Wizyty koordynowało Ministerstwo Spraw Zagranicznych i polska Ambasada w Moskwie. Gdyby się okazało, że to MSZ tak koordynował, że wynikiem było rozdzielenie wizyt - np. przez niepoinformowanie, lub późne poinformowanie Rosjan, że Prezydent Lech Kaczyński, chce i poleci do Katynia, pomimo braku zaproszenia Putina (a więc oddzielnie) - MUSIELIBYŚMY, zgodnie z teorią "Putin rozdzielił / Putin winny" zrewidować tą teorię na korzyść tej, która mówi "MSZ zmanipulował przygotowania do wizyt / MSZ winny".
Co ciekawe, przyjęta teoria
"MSZ zmanipulował / MSZ winny" wkomponowywałaby się w "wybuchową koncepcją Macierewicza", mówiącą o wybuchu tupolewa. Jeśli na pokładzie tupolewa były bomby i wybuchły nad lotniskiem w Smoleńsku, to bomby mysiały przylecieć z prezydentem z Warszawy, bez względu na to, czy były zamontowane w Samarze podczas remontu tupolewa, czy nie. - Jest jakieś inne wyjaśnienie?W kontekście powyższego, warto zobaczyć to Youtube, na którym prezydent Lech Kaczyński opowiada o tym, jak MSZ, "pomagał" mu w podróżach samolotem >>>http://www.youtube.com/watch?v=TeA6XBfEJ7E


Okazuje się też, że jedną z osób, które bezpośrednio skorzystały na rozdzieleniu wizyt w Katyniu,był premier Donald Tusk. 

Gdyby 10.04.10 leciał do Smoleńska wraz z Prezydentem Lechem Kaczyńskim, mógłby być jedną z ofiar katastrofy.Można więc powiedzieć, że premier Tusk, zostając 10 kwietnia 2010 r. "w domu", świadomie lub nie, "zabezpieczył się" przed konsekwencjami "nieudowodnionej katastrofy w Smoleńsku", która jak de facto usiłuje udowodnić Macierewicz, była zamachem.
<>
 Co ciekawe, słowa Bahra potwierdzają, że to w Polsce zapadła decyzja o rozdzieleniu wizyt:  

"Jedno jest pewne, gospodarze na pewno byli zdziwieni dwiema uroczystościami i podejrzewam, że dość dokładnie się temu przyglądają do dziś."- twierdzi były ambasador w Rosji Jerzy Bahr.

Macierewicz nie krył zdziwienia słowami byłego ambasadora. Zdaniem Prawa i Sprawiedliwości relacja Bahra z wywiadu diametralnie różni się od zeznań byłego ambasadora w prokuraturze:

"Zacznijmy od sprawy zmiany zeznań i stanowiska przez pana ambasadora Jerzego Bahra. 4 dni temu znalazł się wywiad promujący jego najnowszą książkę. W tym wywiadzie znalazły się zupełnie nowe stwierdzenia, zmieniające zasadniczo wiedzę na temat przygotowań wizyt 7 i przede wszystkim 10 kwietnia 2010 roku. Mamy do czynienia z osobą, która miała obowiązek nadzorowania tej wizyty, więc jego stanowisko i informacje w tej sprawie są kluczowe."

Przewodniczący parlamentarnego zespołu zwrócił uwagę na koincydencję czasową wywiadu-rzeki z umorzeniem śledztwa dotyczącego przygotowań lotów:

"Dawano nam do zrozumienia, że np. MSZ zajmuje się jedną wizytą - 7 kwietnia. W sprawie wizyty prezydenta 10 kwietnia umywano ręce. W końcu coś tam wywalczyliśmy, ale przy zdecydowanej niechęci gospodarzy.(...) Zespół parlamentarny zwraca się o wznowienie postępowania związanego z przygotowaniami wizyty, ponieważ główny świadek w tej sprawie zmienił swoje stanowisko."

Konkludując, Macierewicz oznajmił, że słowami Bahra powinna zająć się prokuratura:

"Strona rosyjska robiła wszystko, by nie doszło do lądowania – tak podejrzewano w ministerstwie spraw zagranicznych, w środowisku pana ambasadora Jerzego Bahra. Te kwestie muszą zostać przez prokuraturę wyjaśnione. To wymaga wznowienia śledztwa, prokurator generalny został już o tym poinformowany." - To zła konkluzja. Prawdłowa powinna brzmieć:Strona rosyjska robiła wszystko, by nie doszło do przylotu prezydenta. - Dopirro taka konkluzja, to nie to samo, że Resjanie nie chcieli aby lądował. / Taka konkluzja może dowodzić, że "oficjalna strona rosyjska" nie planowała zamachu na polski samolot, z prezydentem na pokładzie. Oczywistym jest że "jacyś Rosjanie" brali w zamachu udział, pytaniem jest "którzy Rosjanie"? - T aka konkluzja może rzucić pełne światło na to co zaszło.
 


Zastanówmy się teraz, czy Rosji mogło zależeć, aby dokonać zamachu na Lecha Kaczyńskiego. 

Gdyby "Smoleńsk" był rosyjskim zamachem, atak na prezydenta Polski, byłby nieformalnym wypowiedzeniem wojny Sojuszowi Północnoatlantyckiemu przez Rosję. Bo tak, zgodnie z zasadami NATO, trzeba było by ten atak kwalifikować. -Czy Rosja 10.04.10 r. czuła się na tyle silna, aby atakiem na Lecha kaczyńskiego, ryzykować konflikt zbrojny z NATO?

Trzeba pamiętać, że Rosja nie zaatakowała Tibilisi, gdy znajdował się tam właśnie Lech Kaczyński, wraz z czteroma innymi prezydentami. - To sugeruje, że 10.04.10 Rosja raczej by nie chciała prowokować konfliktu z NATO. To z kolei oznacza, że albo "Smoleńsk" rzeczywiście był katastrofą (w co coraz trudniej wierzyć), lub że zamachu nie dokonali Rosjanie związani z Putinem.
Gdyby w Tibilisi, Rosja czuła się silna, poprosiłaby grzecznie "pięciu prezydentów" o opuszczenie miasta, "bo za godzinę spadną tam bomby" i zaatakowałaby miasto. Rosja nie zaatakowała Tibilisi i nie poprosiła prezydentów o opuszczenie miasta, bo "stała za nimi" potęga NATO.To wskazuje, że Rosja nie ryzykowała konfliktu z NATO w Tibilisi i prawdopodobnie nie ryzykowała też 10 kwietnia 2010 r. zamachem na prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku.
Zamach "z góry" wszystkim sugerował, kto za nim mógł stać i może tak właśnie to zaplanowano. Zamach w Rosji , winny Putin.
Nie wiemy, że inicjatywa rozdzielenia wizyt wyszła właśnie z Rosji, a nie od Donalda Tuska.

Domyślamy się tego, bo po 10.04.10 założyliśmy z góry, że to "Rosjanie Putina" dokonali zamachu na polskiego prezydenta, podczas gdyRosja zaprosiła premiera Tuska do Smoleńska na dzień 07 kwietnia 2010 r. i nie zaprosiła na ten dzień prezydenta lecha Kaczyńskiego.


Taki są fakty. Wszystko inne i cała reszta, to chipotezy.
Dochodzę do wniosku, że Putin nie miał żadnego powodu, aby wizyty rozdzielać.
Skoro Putin mógł wraz z kanclerz Niemiec i prezydentem Lechem Kaczyńskim, oraz premierem Tuskiem brać udział w o wiele większych uroczystościach rocznicowych na Westerplatte we wrześniu 2009 r., to rozdzielanie wizyt Lecha Kaczyńskiegi i premiera Tuska chyba nie miało sensu.
- Czy dla kogoś istniał jakiś problem, lub plan wymagający rozdzielenia wizyt 04.2010 r. ?
Kto miał powód i jaka była przyczyna rozdzielenia wizyt?
Należy sobie zadać i odpowiedzieć na pytanie, dlaczego do rozdzielenia wizyt w Katyniu doszło, oraz ewentualnie, kto i co na tym zyskał. - I to jest właściwie zadane pytanie.Bo gdy pytamy, "Dlaczego Putin rozdzielił wizyty?" - odpowiedź musi brzmieć: Bo szykował zamach.Na błędnie zadane pytanie, można uzyskać odpowiedź bardzo bliską prawdzie, ale to nie znaczy, że prawdziwą. Zadanie pytania dlaczego Putin rozdzielił wizyty, z góry odrzuca ewentualność, że inicjatorem rozdzielenia wizyt, mógł być ktoś inny, np. Tusk
Odpowiedź na pytanie: Kto zyskał na rozdzieleniu wizyt w Katyniu może być wiele, ale jedną z nich, trzeba brać pod uwagę jest taka, że na rozdzieleniu wizyt w Katyniu zyskał Donald Tusk i możliwe, że inni nieznani nam "beneficjenci" takiego rozwiązania także. -Jeśli przyjmiemy, że w "Smoleńsku" 10.04.10 był planowany i doszło do zamachu, to jest wysoce prawdopodobne, ze premier Donald Tusk, teoretycznie, mógłby być jedną z ofiar takiego zamachu, lub znaleźć się w bezpośrednim zagrożeniu. Jego wcześniejsza wizyta w Smoleńsku eliminowała to zagrożenie.
Prezydent Lech Kaczyński na Westerplatte nie owijał w bawełnę, kto był sprawcą napaści na Polskę 09 i 17 września 1939 r. - Było widać, jak Putin ciężko wzdycha podczas przemówienia Lecha Kaczyńskiego.Po takiej "obróbce Putina" przez L.Kaczyńskiego, wystarczyło na molo w Sopocie zasugerować Premierowi Rosji "W Katyniu zróbmy imprezę bez niego", aby Putin zaczął o tym myśle, aż doszedł do wniosku, że to dobry pomysł. - Czy tak mogło być?
Wyobrażam sobie taką rozmowę premierów Tuska z Putinem, po uroczystościach na Westerplatte i przemówieniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
"No widzisz Władimir jakiego mamy prezydenta, nie potrafi uszanować gestu dobrej woli i gościnności, takie rzeczy gada. -  Za pół roku będzie rocznica w Katyniu, a potem w maju, wielkie uroczystości u Was w Moskwie. Jak Kaczyński Ci taką przemowę walnie, jak dzisiaj na Westerplatte, w dodatku u Was jeszcze ludzie pamiętaja Tibilisi, to przed wyborami prezydenckimi będziesz miał obciach." - To mogło by “skusić” Putina do, możliwe że  zaproponowanej mu przez Tuska, imprezy w Katyniu, ale bez prezdenta L.Kaczyńskiego.
A że jestem zwolennikiem spiskowej teorii dziejów, to zastanawiam się nad tym, czy tak w efekcie końcowym, sam Putin nie mógł być celem, gdyby to wszystko było “wielką grą” celem “zagrywki w Smoleńsku”. - Zamach przed wyborami prezydenckimi w Rosji, byłby dla Putina problemem, bo "zamachowcem mógłby być tylko On", "łobuz jeden" - Już my go dobrze znamy!
Być może wtedy, na Sopockim molo, to ze strony premiera Tuska właśnie, a nie Putina, padła propozycja rozdzielenia wizyt w Katyniu, w kwietniu 2010 r. - Zaproszenie Tuska na 07.04.2010 r. do Katynia, i nie zaproszenie na ten dzień prezydenta Kaczyńskiego,  mogło być efektem “dobrze umotywowanej” propozycji premiera Donalda Tuska.  
- Jest to tym bardziej prawdopodobne, bo jak widzimy na YouTube poniżej, polski MSZ-t w przeszłości przeszkadzał śp.Prezydentowi LeChowi Kaczyńskiemu w wykonywaniu jego konstytucyjnym obowiązku i prawie, do reprezentowania Polski na arenie międzynarodowej, oraz uniemożliwiał mu korzystanie z samolotów rządowych. Wystarczy posłuchać prezydenta. Takie postępowanie przed “Smoleńskiem”, może uzasadniać stwierdzenie, że rząd Tuska był zdolny do działań niezgodnych, jeśli nie z prawem, to na pewno z zasadą “dobrego wychowania.

 

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale