kaczakomuna kaczakomuna
416
BLOG

Najwyższa pora na euro

kaczakomuna kaczakomuna Gospodarka Obserwuj notkę 13

 Politycy mówią jasno: Polska powinna przyjąć euro, gdy będzie to korzystne. Ale dla kogo korzystne i kiedy to będzie?

Euro funkcjonuje od 2002 roku, obecnie posługuje się nim 330 milionów ludzi w 17 państwach. Euro stanowi 27% światowych rezerw walutowych. Czy tyle rządów (i obywateli) może się mylić?

Z punktu widzenia szarego obywatela wprowadzenie euro nic nie zmienia. Przeliczeniu uległa pensja i ceny. Z kredyt i oszczędnościami sprawa się komplikuje. Przeliczenie nominałów jest prostą czynnością matematyczną. Gdyby jednak nastąpiło np dzisiaj kredytobiorcy korzystaliby ze znacznie niższej stopy procentowej jak obowiązuje dla eur. Oszczędzając w ten sposób około 2,5% rocznie liczone od kwoty kredytu. Posiadacze oszczędności w bankach - nie dostaliby za to prawie żadnych odsetek.

Gdyby euro zostało wprowadzone np w 2007 roku każdy z nas zarabiałby obecnie 30% więcej ponieważ o tyle od tego momentu spadłą wartość złotówki. Nie płacilibyśmy również 30% drożej za wszystkie importowane towary. Tańsze byłyby wyjazdy zagraniczne. A przede wszystkim benzyna, której cena wpływa na wzrost/ spadek cen prawie wszystkich cen towarów i usług w kraju.

To co złe dla importu jest oczywiście dobre do eksportu. Spadek wartości złotego ułatwił sprzedaż towarów do Niemiec i innych krajów Unii, które i tak stanowią naszych głównych partnerów handlowych. Dewaluacja złotego, o czym łatwo zapomnieć, nie miała związku z działaniami polskiego rządu, ale była wynikiem sprzedaży polskich obligacji i waluty przez inwestorów zagranicznych oraz rodaków uciekających od niepewności (ryzyka) związanego ze złotym. Zwiększona podaż (sprzedaż) złotówki zepchnęła kurs z 3,20 zł za euro do poziomu 4,20 zł za euro dzisiaj.

Podobnie z punktu widzenia całej gospodarki. Wprowadzenie euro nie zmieni dochodów ani wydatków państwa. Jednak będzie miało wpływ na zadłużenie. Podobne jak w przypadku osób prywatnych. Ci którzy zaciągnęli dług w walutach poniżej kursu wymiany (np dzisiaj 4,20 dla eur) stracą - ponieważ kurs już nigdy nie wróci do poziomu 3,20. Ale za to skorzystają z niższego oprocentowania. Natomiast w przypadku zaciągania nowych kredytów ryzyko takich strat zostanie wyeliminowane na zawsze.

Najtrudniej jest ocenić wartość przynależności do strefy euro w sytuacji wielkiego kryzysu ekonomicznego (niewypłacalności państwa). W przypadku posiadania własnej waluty możemy drukować ją do woli i wypłacać w niej pensje budżetówce i odsetki od obligacji skarbowych. Jednak wartość takiej waluty leci na łeb na szyję , a wszyscy starają się ja zamieniać na twardą walutę lub dobra materialne.

Czyli łatwo , mając własną walutę, można pozbyć się długu wobec własnych obywateli - w złotówkach. Jednak taka polityka powoduje, bardzo wysoki kurs walut obcych - co uniemożliwia import, a dług w twardej walucie czyni bardzo kosztownym= niemożliwym do spłaty. Z taką sytuacją zmierzył się Jaruzel, a przez wiarę w złotego i eksport (między innymi) upadł socjalizm.

W przypadku przyjęcia ochrona przed niewypłacalnością przede wszystkim wynika z dopasowania polityki narodowej do polityki europejskiej co w zasadzie powinno sprzyjać niskiej inflacji, niskim stopom walutowym oraz kontrolowanemu zadłużaniu się państwa. Jak widać na przykładach , dwa pierwsze elementy zostały osiągnięte z ostatnim są problemy! Ale wtedy z pomocą przychodzi korzyść wynikająca z możliwości drukowania euro na potrzeby spłaty bieżących długów - BEZ ryzyka wywołania inflacji. Łatwo pyszczyć o korzyściach własnej waluty gdy nic się wielkiego na rynkach finansowych nie dzieje. Gdyby Polska znalazła się w sytuacji Grecji, to kurs poszybowałby do 7 czy 10 złotych za euro. I wrócilibyśmy gospodarczo do czasów PRLu.

Dzisiaj łatwo zapominamy kto wprowadzał Polskę do Unii Europejskiej. Bardziej dociekliwi wiedzą, że to zasługa całej sceny politycznej od prawa do lewa. Po prostu rachunek kosztów i zysków przeważył interesy partyjne. Zapewne podobnie będzie z przyjęciem euro. Korzyści przekraczają koszty, potrzebny jest tylko moment polityczny gdy sprzeciw nie będzie opłacalny dla partii, które wtedy znajdą się w opozycji.

Na szczęście jedynym zdeklarowanym przeciwnikiem euro jest kontynuator myśli gospodarczej Wojciecha Jaruzelskiego - ruch narodowy. Jeden z liderów organizowanej dzisiaj ogólnopolskiej konferencji wszystkich ruchów narodowych: "ciągle mam nadzieję na zebranie 30,000 złotych potrzebnych na pokrycie kosztów kongresu". Co mnie z kolei pozwala na konkluzję: zajmij się Pan sobą , a gospodarkę zostaw mądrzejszym.

kaczakomuna
O mnie kaczakomuna

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Gospodarka