0 obserwujących
330 notek
416k odsłon
  1306   0

Pojednanie ? Nie zaszkodzi, pomoże trochę

 
 
 
Karol Wojtyła miał wówczas 45 lat. Młody wiek jak na biskupa ordynariusza. Ale i on, skończoną dwadzieścia lat wcześniej, wojnę przeżył już jako dorosły człowiek. Sam miał cokolwiek do przebaczenia Niemcom i wiedział za co, jako Polak, może ich prosić o przebaczenie.
 
W roku 1945 większość Polaków była zaskoczona historycznym listem biskupów i nie zgadzała się z nim, lecz wszyscy rozumieli o co w nim chodzi. Dwadzieścia lat to okres krótszy niż ten, który dzieli nas od upadku PRL. Było jasne, że chodzi zbrodnie niemieckie dokonane w okresie zamkniętym latami 1939 – 1945 i o pewien ”nadmiar sprawiedliwości dziejowej” ze strony Polaków, czego i dziś nie bardzo chcemy przyjąć do świadomości. Wszelako II wojna światowa mieściła się jeszcze wówczas w osobistych przeżyciach większości Polaków i Niemców.
 
W roku 1965 mieliśmy wymuszoną, fałszywą przyjaźń z NRD i nie mieliśmy stosunków dyplomatycznych z Republiką Federalną, która nie odniosła się jako państwo do niemieckich zbrodni wobec Polski i na Polakach, a przy tym stała na oficjalnym stanowisku, że istnieje w granicach 1937 roku. Wymiana listów biskupich była próbą przełamania tego nienormalnego stanu rzeczy. Próbą, która nie odniosła doraźnych skutków, lecz stała się pierwszym istotnym krokiem w historycznym procesie pojednania narodów Polski i Niemiec, doprowadzonym do kulminacji już za III Rzeczpospolitej.
 
Nie bez znaczenia był fakt, że byli to biskupi tego samego kościoła. Nie ciążyła nad nimi spuścizna historycznej schizmy.
 
Obecne stosunki Polski z Federacją Rosyjską są obciążone trudnymi problemami z przeszłości i nie tylko. Występują w nich nieporozumienia i napięcia. Są one rozgrywane przez siły polityczne w obu krajach, przy czym w Rosji sięga po nie w pewnych momentach polityka władz. Występują też sprawy sporne w rożnych dziedzinach. A przy tym są to niełatwe, stosunki dwóch niepodległych państw, nieporównywalne z tymi, które łączyły-dzieliły Polskę i Niemcy dwadzieścia lat po zakończeniu wojny.
 
Zapowiadane pojednanie dokonywane przez rosyjska cerkiew prawosławną i polski kościół katoliczki jest nieuchronnie odbierane jako swoiste powtórzenie tamtego aktu wzajemnego wybaczania sprzed prawie pół wieku. Niezależnie od tego, że strony we wspólnym dokumencie nie zamierzają poświęcać wiele miejsca historii, a skupić się na przyszłości, opinia publiczna odbierze to jako akt wzajemnego przebaczenia. Za co ?
 
Gdyby chodziło o stosunki polsko – ukraińskie, polsko – litewskie, polsko – białoruskie byłoby stosunkowo prosto sporządzić rejestr wzajemnych czynów, mogących być przedmiotem wzajemnego wybaczania sobie. Przy moim umiarkowanym rusofilstwie nie jestem w stanie zdać sobie spawy za co akurat Rosjan mamy prosić o wybaczenie. Za mieszanie się w ich wewnętrzne sprawy w pierwszych latach XVII wieku ? Czyli za kolejnych Łżedymitrów, za Mniszcha i Mniszchównę, za obstrukcje Zygmunta III, czy za okrucieństwa Lisowczyków ? Trochę to mało poważne, choć oficjalna rosyjska polityka historyczna sięga do tamtych wydarzeń. A potem to już obciąża nas tylko aroganckie poczucie wyższości w stosunku do ”kacapów”, czego jednak nie można przeciwstawić rozbiorom, rusyfikacji i przede wszystkim temu co nam zrobili ”sowieci” od paktu Mołotow-Ribbentrop do… ?
 
Dobroci nigdy za wiele. Miedzy ludźmi i narodami. Wiec ów akt zapowiada się jako pożądany i cenny. Ale na pewno nie będzie łatwy, jeśli ma mieć dobry wpływ na stan umysłów obu narodów. W obecnej sytuacji nie wymaga okazania takiej odwagi jaką wykazali się w roku 1965 biskupi polscy i niemieccy, choć jakieś ataki na biskupów zapewne będą i tam i tu. Nie musimy więc powtarzać, że odwaga staniała, ale rozum stoi bardzo wysoko.
 
 
 
 
 
 
 
 
Lubię to! Skomentuj26 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale