0 obserwujących
330 notek
416k odsłon
  4019   0

Udowodnij, że nie…

 

 
 
 
Jak udowodnię, że nie zabiłem Kennedy’ego, w Dallas, 22-go listopada 1963 roku ? Lee Harvey Oswald nie do końca jest pewny jako zabójca. A mnie nie pomogą dokumenty wskazujące, że pierwszy raz byłem w USA dopiero dwadzieścia pięć lat po tym zabójstwie, bo musiałbym udowadniać – jak ? –że nie jeździłem tam wcześniej na fałszywych papierach.
 
Kiedyś były sposoby by udowodnić własną niewinność. Oskarżona o czary, jeśli udało się jej utonąć podczas pławienia, udowadniała tak swoją niewinność i unikała stosu. A był też dowód dający  nikłą bo nikłą, ale jakąś szansę przeżycia, chociaż w skancerowanym stanie. Wystarczyło, nie przyznając się, wytrzymać przepisane prawem cykle tortur. Na ogół jednak się przyznawano. Jeśli osądzony wskazał wspólników i wykazał przykładną skruchę, zaznawał czasami łaski. Zakładano mu wtedy na szyję pętlę ze sznurem, którego koniec miał w ręku kat. Podpaliwszy stos, pociągał za sznur i dusił skazańca zanim zabił go ogień i dym. Ale bywały i przypadki, że mamiono taką perspektywą, by uzyskać potrzebne zeznanie, a potem skrupulatnie palono na wolnym ogniu.
 
Takie postępowanie, uświęcone przez prawo i procedurę wymagało spełnienia dwóch podstawowych warunków. Pierwszy to głęboka wiary w czary u prowadzących (choć bywały przypadki cynicznych nadużyć) i u szerokiej publiki. A w każdej wierze trzeba być utwierdzanym. Najlepiej przez dowód jej prawdziwości. I tym dowodem, koronnym, było, niechby i wymuszone, przyznanie się winnych, potwierdzające oczywistą oczywistość, czyli prawdę o czarach. Prawdę ! 
 
A drugi warunek to istnienie odpowiednich narzędzi prawnych. I z tym są w naszej cywilizacji, w XXI wieku, problemy. Bo wiary to ci u nas dostatek. I gdyby nie te problemy, ten imposybilizm prawny, to by nie trzeba było wciąż wykrzykiwać: Prawdy ! Chcemy Prawdy ! Bo dowód byłby przeprowadzony i Prawda by już dawno triumfowała, gdyby Putin i Tusk, odpowiednio skłonieni przez mistrza sprawiedliwości, przyznali się do zamachu, wykazali skruchę i może by im założono postronki na szyję w porywie chrześcijańskiego miłosierdzia. Czy by je pociągnięto nim buchnąłby ogień, to inna sprawa.
 
O ile jednak cywilizowane prawo wymaga dowodu pozytywnego, potwierdzającego, że to COŚ było, o tyle w sprawach ”Smoleńska” wymyśla się to co, a potem się tego czegoś szuka. Sprawdza się do nigdy nieosiągalnego końca wszystkie hipotezy, który jest ktoś w stanie wymyślić. Na ich podstawie publicznie się stawia zarzuty i orzeka o winie, jeśli oskarżany nie udowodni, że tego czegoś nie było. Że nie ma czarów, a jeśli nawet, to on nie latał na miotle na Łysą Górę.  
 
Zacznijmy od kwestii dowodu w marginalnej sprawie, odprysku od tragedii smoleńskiej. Gdyby poseł Andrzej Halicki był dziennikarzem, a ja bym był redaktorem kwalifikującym materiał do publikacji, poprosił bym go by sprawdził, czy przypadkiem ta akurat umowa ubezpieczeniowa, z której wypłacono odszkodowanie Marcie Kaczyńskiej, nie dopuszcza wypłaty nawet w przypadku śmierci ubezpieczonego w rezultacie zamachu. Mało prawdopodobne, lecz skoro we wszystkim co tyczy ”Smoleńska” trzeba wykluczać, że to coś miało miejsce...Bo gdyby miało miejsce, a oskarżająca publikacja by się ukazała, wówczas wystarczyłoby pokazanie przez p. Kaczyńską tej umowy z odpowiednia klauzulą i pan poseł musiałby wleźć pod stół i odszczekać.
 
Wszakże bluzg jaki się na niego obruszył był przemożny, nawet jak na standardy Salonu 24. Musiała się za nim kryć bezsilna złość i świadomość, że nie ma dowodu potrzebnego by wykazać, iż nie jest tak jak zauważył poseł Halicki.
 
Ostatnio podpadnięte jest Biuro Ochrony Rządu. Nie popisało się ponoć, co możliwe, przy locie prezydenta Kaczyńskiego do Smoleńska i prokuratura to sprawdzi. A jeśli raport komisji Millera opisujący przyczyny katastrofy BOR-u nie oskarżył, to dlaczego nie oskarżył ? Jak eks minister Miller udowodni, że nie krył Biura, które mu podlegało jako szefowi resortu ? A jak nie udowodni, to mamy prawo sądzić, że krył je w raporcie dotyczącym katastrofy. Czyli widać miał powody by kryć. Niech zatem udowodni, że działania czy zaniechania BOR-u nie był częścią planu zmierzającego do zgładzenia… To prawda, że borowcy nie pilotowali samolotu i nie naprowadzali go z ziemi, ale nie ma dowodu, że jednak nie było jakiegoś tam wpływu ich niedbalstwa na rozbicie się samolotu.  I póki się nie udowodni, że go nie było, BOR pozostaje podejrzany, a przecież podejrzany to winny, tylko jeszcze nie przesłuchany jak trzeba.
 
A czy nie było tak, że pierwszy pilot, kapitan (dla zwolenników zamachu – major) Protasiuk, był doskonale przygotowanym lotnikiem i tylko nie mógł słyszeć ostrzeżeń powtarzanych przez instrumenty: pull up ! i terain ahead, bo przecież ruscy nie udowodnili, że nie nagrali tego w czarnej skrzynce już po katastrofie. I niech też udowodnią, że nie powiedzieli mu w ostatniej chwili, że na lotnisku Siewiernyj właśnie zainstalowano urządzenie ILS i może bezpiecznie i szybko odchodzić na automatycznym pilocie. Kłamiąc, rzecz jasna, bo ILS jak nie było tak nie było i cenne sekundy stracono, niepotrzebnie czekając z uruchomieniem ręcznego pilota, aż zadziała automat. I jak dotąd nie ma dowodu na to, że Putin i Tusk, spacerując we wrześni 2009 roku na molo w Sopocie, z dala od podsłuchów, NIE zaplanowali rozdzielenia wizyt premiera i prezydenta w Katyniu i tego zamachu ? I że obejmując Tuska po zamachu, Putin nie szepnął mu; wsio sdiełano kak nada ?
 
Zdrajcy i zaprzańcy nie przedstawili dowodu, że mgła na lotnisku nie była przez ruskich sztucznie rozpylona, w ostatniej chwili, kiedy przy dobrej widoczności, samolot już prawie lądował. Nie zajęli stanowiska w sprawie helu, bo nie mieli pojęcia do czego on mógł służyć w tej katastrofie, nie przedstawili   też dowodu, że nie podłożyli w samolocie bomby próżniowej. 
 
A teraz odwróćmy sytuację. Trotyl na pokładzie. Kto go mógł wnieść, nie budząc podejrzeń ochrony i unikając kontroli osobistej ? No kto ? Strach pomyśleć przed nocą. Ale jak wszystko sprawdzać, to sprawdzać… Czy ten ktoś, przewidując raczej pewna klęskę w zbliżających się wyborach, nie mógł wpaść w depresję i postanowić, że odejdzie z hukiem, pociągając za sobą, jak nie cały świat, to przynajmniej jego kawałek. A potomstwo miał dobrze ubezpieczone.   Mało to prawdopodobne, być może. Ale mogło tak być, więc gdzie dowód że tak nie było.                                                                        
 
Mamy też problem, czy Paweł Deresz, mąż Jolanty Szymanek-Deresz, która zginęła w tej katastrofie, powinien udowodnić, że Jarosław Kaczyński w rozmowie telefonicznej z bratem usilnie namawiał by lądować w Smoleńsku ? Jakiś czas tak właśnie bym myślał. Ale teraz, to może Jarosław powinien przedstawić nie budzące wątpliwości nagranie, z którego by wynikało, że bracia mówili wyłącznie o chorej matce ?
 
A Kaszpirowski, jeśli ktoś go pamięta ? Nie mógł to z płyty lotniska wywierać zdalnie odpowiedniej sugestii na pilotów ? Prosimy o dowód, że tak nie było.
 
P.S. Nie wiem co zrobimy z wrakiem kiedy w końcu trafi do kraju. Wiem, że będzie kosmiczna awantura, lecz niech tam ! Szansa na tę awanturę rośnie.
Rosja nie może sobie pozwolić na ustąpienie pod naciskiem. Wystarczy, że po interwencji Sikorskiego, lady Ashton  porozmawiała ”prywatnie” z Putinem. On dał więc do zrozumienia, że nie przyjmując do wiadomości możliwych nacisków, za jakiś czas odda po dobroci – po dobru, po zdorowu - ten wrak. Pewności nie ma, lecz sprawa ruszyła z martwego punktu. I teraz, po reakcjach w Polsce, widać komu bardziej zależy na powrocie wraku, a komu na zgnojeniu Sikorskiego, Platformy, rządu.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Lubię to! Skomentuj146 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale