Mój znajomy ma znajomego policjanta. Ten policjant ma teraz kłopot. Pewnego wieczoru podczas rutynowego patrolu zatrzymali pijanego gościa, który toczył się od lewej do prawej strony chodnika i szukał awantury, wyrażając to pragnienie werbalnie i nader głośno. Ów delikwent, opróćz tego, że mocno wstawiony, był również nieco uszkodzony. Prawdopodobnie miał wcześniej spotkanie z nieprzychylnymi mu ludźmi, które skończyło się dla niego boleśnie. Jakkolwiek jego życiu ani zdrowiu nie zagrażało niebezpieczeństwo, toteż został odstawiony do wytrzeźwienia i wyjaśnienia, aby swoją osobą nie stanowił dla innych zagrożenia zdrowia lub życia. Po dojściu do siebie złożył skargę na policjantów, utrzymując, że został pobity podczas zatrzymania. Dalszych szczegółów nie znam, w każdym razie wspomniany policjant i jego kolega z patrolu mają problem. Nie było świadków pobicia ani świadków samego zatrzymania, zgłoszenia też nie.
Mój inny znajomy, pracujący obecnie jako przedstawiciel handlowy pewnej małej firmy, dostał swojego czasu zawiasy za handel narkotykami. A było to tak: policja zatrzymała młodego, pijanego mężczyznę, który urządzał konkretną demolkę na dworcu. Zatrzymany miał już wyrok w zawieszeniu za podobne przestępstwo, stąd groziła mu odsiadka. Policjanci na komendzie zasugerowali mu jednak, w jaki sposób może tego uniknąć. Niedługo potem znajomy z początku tego akapitu dostał wezwanie na komisariat, gdzie oskarżono go o handel narkotykami. Okazało się, iż wspomniany wcześniej zatrzymany zeznał, że kiedyś kupił od mojego znajomego porcję marihuany. Obydwaj panowie znali się o tyle, że była dziewczyna naszego dekoratora hali dworcowej to koleżanka mojego znajomego i kiedyś, jeszcze jako para, byli na imprezie urodzinowej, którą znajomy organizował u siebie w domu. Dom zresztą został rychło przeszukany, jednak bez oczekiwanych rezultatów. Podczas konfrontacji obydwaj obstawali twardo przy swoich wersjach. Po jakimś roku sprawa doczekała się finału w sądzie, który skazał znajomego na grzywnę i karę pozbawienia wolności w zawieszeniu. Jedynym "dowodem" w sprawie były zeznania zatrzymanego, któremu groziła odsiadka za głupotę.
Także jeśli chcecie kogoś trochę pogrążyć, np. typa, którego podejrzewacie o to, że żona przyprawia wam z nim rogi, upierdliwego szefa, konkurenta do stołka albo kanara, który przybił wam mandat, macie tu dwa przykładowe szablony postępowania. Reszta zależy od waszej inwencji i tego, na kogo traficie. Dla wymiaru sprawiedliwości i tak każdy szary człowiek to jedynie cyferka w statystykach, a przecież od zatrzymania na 48 albo zawiasów jeszcze nikt nie umarł. Najlepsze jest to, że wymienione przez mnie przypadki będą w różnych wariacjach powtarzać się jeszcze wielokrotnie i nic tego nie zmieni. Raz, że mało komu na tym zależy - wszak każdy w więzieniu mówi, że jest niewinny. Dwa, że na dzień dzisiejszy nie mam realnych pomysłów na usprawnienie działania wymiaru sprawiedliwości w tym kierunku, bo na te przykłady zawsze można wystosować kontrę w postaci przykładów, kiedy to np. ewidentnemu przestępcy nie można byłoby nic zrobić, bo jedynym dowodem przeciwko niemu byłoby zeznanie niezbyt wiarygodnego świadka. I tak źle, i tak niedobrze. Tylko po co ta cała gadka o państwie prawa? Ja wiem, że dobrze to brzmi, ale szanujmy swoją inteligencję (to też ładnie brzmi, tak akademicko).
No i niech przejdzie wreszcie ustawa zakazująca osobom skazanym prawomocnym wyrokiem za przestępstwo umyślne zasiadania w Sejmie, bo coś nie słychać o tym ostatnio. Wtedy będą jaja dopiero.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)