Czy to prawda, że niejednoznaczne zapisy konstytucji i ustaw oddają zbyt wielką władzę w ręce sędziów, którzy mogą de facto stanowić prawa interpretując po swojemu te niejasaności?
Według Bronisława Wildsteina tak. Tak właśnie wczoraj w TV uzasadniał swój sprzeciw wobec Karty Praw Podstawowych, która ma być częścią nowego traktatu UE. Jego zdaniem podpisując Kartę oddalibyśmy ogromną władzę w ręce sędziów Trybunał Sprawiedliwości UE. Może troszkę przekręciłem nazwę Trybunału.
Takie poglądy są przejawem dramatycznie niskiej edukacji prawnej i obywatelskiej Polaków. Problem co prawda rzeczywiście istnieje, ale jest nieusuwalny. Gdybyśmy mieli przyjąć interpretację Wildsteina, to trzeba by było całe prawo wyrzucić do kosza, gdyż nie ma takiego zapisu prawnego, który nie wymagałby interpretacji.
Gorzej. Gorzej dla Wildsteina, lepiej dla społeczeństwa. Ta dowolność jest nawet pożądana. Pozwala dostosowywać prawo do zmieniających się przekonań społeczeństwa bez zmiany litery prawa. Najsławniejszym przykładem jest tu zniesienie segregacji rasowej w USA. Nie dokonało się to przez uchwalenie specjalnej ustawy, tylko przez nową interpretację zapisów konstytucji, mówiących o równości wszystkich ludzi.
Nie trzeba jednak sięgać do tak wielkich przykładów. Kodeks karny za każde przestępstwo przewiduje nie jedną konkretną karę, tylko pewien zakres kar, a sędzia w każdej sprawie dokonuje osądu i wybiera zarówno jej charakter, jak i wysokość. To dlatego potrzebni są sędziowie. No i jeszcze dla stwierdzenia czy oskarżony jest w ogóle winny czy nie.
W krajach anglosaskich istnieje instytucja sędziów przysięgłych, którzy orzekają o winie, a czasem i o karze, choć chyba tylko w postaci odszkodowań w sprawach cywilnych. Sens powoływania osób bez wykształcenia prawniczego jest taki, że mają ocenić sprawę zgodnie z przekonaniami narodu, a nie mądrali z dyplomami prawniczymi.
Wildstein odrzuca więc podstawowe zasady porządku prawnego. Zapewne nieświadomie. W Polsce mamy wychowanie patriotyczne, polegające na śpiewaniu piosenek i składaniu kwiatów. Natomiast wychowanie obywatelskie, przygotowanie dzieci do udziału w życiu demokratycznego społeczeństwa, mamy w głębokiej pogardzie. Ja wiem, Wildstein chodził do szkoły w PRL, ja też, więc wiem co wtedy oznaczało wychowanie obywatelskie. I pewnie ten uraz tkwi w nas do dzisiaj, ale już najwyższy czas coś z tym zrobić.
Inny problem to gigantyczne zacietrzewieni polityczne wielu ludzi odbierające zdolność jasnego myślenia i karzące za wszelką cenę szukać jakiś argumentów na poparcie swoich bohaterów. To jest jednak rzecz, którą będzie można opisać i wyjaśnić dopiero jak opadną a emocje. Ot, tak za 50 lat.
PS. Kto nie wierzy, że każdy przepis można różnie interpretować, niech rzuci jakiś przykład, a postaram się wskazać różne możliwości. Choć nie jestem prawnikiem. Tylko proszę o przykłady znane i zrozumiałe dla normalnych ludzi.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)