Ta dyskusja odżyła po decyzjach kadrowych Zbigniewa Ćwiąkalskiego. Kiedy dzisiaj na blogu Piotra Gabriela przeczytałem, jak nabija się on z publicystów, którzy krytykowali "czystki" Zbigniewa Ziobry, a teraz bronią "czystek" Ćwiąkalskiego, to od razu pomyślałem sobie: przyganiał kocioł garnkowi.
Czy dziennikarze i wyborcy mają jakieś sposoby odsiania ziarna od plew? Oczywiście, że mają! Choć nie jest to takie proste, trzeba bowiem zebrać sporo informacji, a tego gwiazdy naszego dziennikarstwa nie za bardzo lubią. Wyborcy zaś bez ich pomocy nie mają żadnych szans.
Ważne jest nie to czy dany polityk wymienia wielu ludzi. Ważne jest to kogo zwalnia i kogo zatrudnia! Jeżeli zatrudnia swoich pociotków, kumpli z boiska, miernych, ale wiernych, bardziej zaufanych niż godnych zaufania, bez doświadczenia, bez dorobku, to źle. Jeżeli zatrudnia ludzi z doświadczeniem i sukcesami w pracy to dobrze. W 38 milionowym kraju nawet nie musi osobiście znać takiego delikwenta by go zatrudnić.
Oczywiście łatwiej policzyć głowy, niż przyjrzeć się każdej z osobna, ale czy nie za to płacimy kupując gazety i abonament RTV?
Co ma do tego rewolucja moralna? Otóż po raz kolejny w ostatnich latach usłyszałem, że coś co uważam za złe i szkodliwe, jest normalne, więc mam się do tego czegoś przyzwyczaić, a nie oburzać.
Panowie dziennikarze takie rady możecie sobie do d*** wsadzić. Ubijana przez was piana też mnie nie obchodzi. Na tej zasadzie już paru tuzów dziennikarstwa skreśliłem. Wasza zadanie polega na zbieraniu i przekazywaniu informacji, a nie opowiadaniu kogo lubicie, a kogo nie, co się wam wydaje, lub co się wam przyśniło.
PS. Konkretnych przykładów nie podaję gdyż nie mam czasu na gromadzeni i sprawdzanie tych informacji. Nie chcę się też wdawać w polemiki z ludźmi, którzy wiedzą równie mało co ja, albo jeszcze mniej.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)